wtorek, 26 września 2017

NIEDOSKONAŁOŚCI - MOJA WALKA O PIĘKNĄ CERĘ

Cześć Dziewczyny! Jak widzicie po tytule - w tym poście opowiem Wam o walce jaką toczę, by mieć piękną i zdrową skórę. Od bardzo dawna walczę ze swoimi niedoskonałościami na twarzy. Co prawda nigdy nie miałam przykładu klasycznego trądziku, ale niestety pod skórą tworzyli mi się nieproszeni "alieni". Kilka razy próbowałam skorzystać z pomocy dermatologa, jednak nigdy nie trafiłam na naprawdę dobrego lekarza, który pomógłby mi z tym co mam na twarzy. Długo walczyłam na własną rękę. Z lepszymi i gorszymi sukcesami, ale sama. W końcu mój narzeczony odkrył dobrego specjalistę i po długich miesiącach nakłaniania - namówił na wizytę. Skutek jest taki, że właśnie jestem po dwóch miesiącach kuracji dermatologicznej. Pomimo, że jest to dopiero początek, to ja już widzę ogromne efekty :).
Na kanale opublikowałam film, którym rozpoczynam nową serię na kanale. Raz na dwa miesiące będę publikować filmy, w których zobaczycie moje postępy w walce o idealną skórę. Mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam pomogę :). W TYM filmie usłyszycie więcej szczegółów mojej historii, moich perypetii i błędów jakie popełniłam.
Po opublikowaniu filmu usłyszałam od osób, które mnie oglądają i które znam osobiście słowa uznania i gratulacji z odwagę. Oczywiście zrobiło mi się bardzo ciepło na serduchu i spowodowało to uśmiech na mojej twarzy. Jednak mam nieco inny zamysł. Zależy mi na tym, by osoby wstydzące się swoich niedoskonałości przestały to robić. Żyjemy w świecie gdzie naprawdę   mały odsetek ludzi posiada nienaganną, idealną cerę. Pamiętajmy ideały NIE ISTNIEJĄ, więc przestańmy się wstydzić za swoje małe mankamenty. Druga sprawa - mam nadzieję, że osoby działające na własną rękę, rozpoczną poszukiwania dobrego dermatologa i koniec końców udadzą się do niego z pomocą. Mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam pomogę :).

wtorek, 8 sierpnia 2017

Skóra idealna? Parę słów o rozświetlającym serum Vichy

Witajcie Kochani! Nie wiem czy też tak macie, ale osobiście - od ponad roku nie wyobrażam sobie swojej codziennej pielęgnacji bez użycia serum do twarzy. Tego typu produkty bardzo dobrze działają na naszą cerę i stanowią dobrą bazę pod resztę naszej pielęgnacji.


W tym poście opowiem Wam o serum rozświetlającym Idealia od Vichy.  Sama seria Idealia ma za zadanie przywrócić równomierny koloryt skóry oraz wygładzić zmarszczki. W jej asortymencie znajdziemy produkty, takie jak: krem pod oczy, peeling na noc, krem BB, czy też krem wygładzający dla skóry suchej oraz normalnej i mieszanej (co dodatkowo bardzo mnie cieszy :). Sama wprowadziłam do swojej kosmetyczki produkty przeciwzmarszczkowe w 24 roku życia - stosując zasadę “ lepiej przeciwdziałać, niż leczyć”.  Wszystkie kosmetyki z serii Idealia znajdziecie TUTAJ
Przechodząc do sedna. Serum rozświetlające wg. producenta ma zapewnić:  długotrwałe nawilżenie i rozświetlenie. Wyrównany koloryt skóry. Widocznie zwężone pory. Wygładzenie pierwszych zmarszczek. Przeznaczony jest do każdego typu skóry i nie zawiera parabenów. 

Skład: 
AQUA - ALCOHOL DENAT. - HYDROXYETHYLPIPERAZINE ETHANE SULFONIC ACID - BUTYLENE GLYCOL - GLYCERIN - DIMETHICONE - PEG-20 METHYL GLUCOSE SESQUISTEARATE - CI 14700 - NEOHESPERIDIN DIHYDROCHALCONE - SODIUM HYALURONATE - PHENOXYETHANOL - ADENOSINE - AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE - DIPOTASSIUM GLYCYRRHIZATE - DISODIUM EDTA - TOCOPHEROL - CAPRYLYL GLYCOL - CAPRYLOYL SALICYLIC ACID - CITRIC ACID - XANTHAN GUM - T-BUTYL ALCOHOL - OCTYLDODECANOL - PARFUM

Cena:
ok. 120 zł
Produkt zamknięty jest w eleganckiej i prostej, szklanej butelce o pojemności 30 ml. Kosmetyk nabieramy za pomocą pompki, co moim zdaniem jest o wiele wygodniejsze niż, np. pipetka. Nie musimy niczego odkręcać - wystarczy, że naciśniemy pompkę. Jedno wyciśnięcie wystarczy na pokrycie całej twarzy. Dzięki czemu produkt jest niesamowicie wydajny. 

Konsystencja serum jest lejąca (dość rzadka) o białym, półprzezroczystym kolorze. W skórę wchłania się szybko, nie pozostawia przy tym lepkiego filmu (co dla mnie jest niesamowicie istotne - nie ma nic gorszego, od lepiącej się skóry i przyklejających się do niej włosów). Podczas używania tego typu produktów zazwyczaj nie czuję ich zapachu (po prostu są bezzapachowe). W tym przypadku zostałam bardzo mile zaskoczona. Serum posiada lekki, kwiatowy zapach. Co dla mnie, miłośniczki zapachów i osoby zwracającej szczególną uwagę na zapach kosmetyków - niewątpliwy plus. 
Jak używałam ten kosmetyk? Producent rekomenduje nakładanie go samodzielnie, ewentualnie pod krem, który używamy do naszej codziennej pielęgnacji. Tak też robiłam. Nakładałam go codziennie rano, przed aplikacją filtru SPF 50 na twarz. Dobrze współgrał z kremem, a sam podkład nie ważył się na twarzy i wyglądał dobrze. Używałam go również na noc, ale wyłącznie 3 dni w tygodniu, ponieważ wtedy nie miałam swojej dermatologicznej maści. Co zauważyłam? Skóra była przede wszystkim nawilżona. Podrażnienia, jakie posiadałam były zdecydowanie mniejsze i mniej swędziały. Bardzo ładnie je koiła. Skóra była również bardziej błyszcząca i zdecydowanie wyglądała na bardziej wypoczętą. 

Czy Warto skusić się na to serum? Moim zdaniem zdecydowanie tak!  Zawsze sceptycznie podchodzę do kosmetyków przeznaczonych do każdego typu skóry, ponieważ wyznaję zasadę: “jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Tutaj bardzo miło się zaskoczyłam i z pewnością polecę to serum moim koleżankom :). Natomiast sama rozejrzę się za innymi produktami tej serii -  najbardziej kusi mnie krem BB, zwłaszcza, że obecny stan mojej skóry mi na to pozwala, a dodatkowo mamy lato i nasza skóra zdecydowanie preferuje lżejszy makijaż. 

Buziaki!
Monika

poniedziałek, 31 lipca 2017

Dermofuture - siła koreańskiej pielęgnacji

Witajcie Kochani! Od dłuższego czasku koreańska pielęgnacja jest niesamowicie popularna. Do tego stopnia, że polskie firmy kosmetyczne same zaczynają wprowadzać do swoich zbiorów, kosmetyki inspirowane tymi koreańskimi. Firma Dermofuture również podążyła za tym trendem i wprowadziła trzy intrygujące cudeńka, które dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody miałam możliwość przetestować. 
W moje ręce trafił przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzem ślimaka, ekspresowa maska - krem wybielająca oraz Vita-C perfekcyjny krem na noc. Produkty mieszczą się w podręcznych saszetkach zawierających 12 ml produktu. Fenomen tych saszetek polega na tym, że dzięki nakrętce chronimy produkt przed zaschnięciem, dzięki możliwości zakręcenia jej. A co za tym idzie - możemy ze spokojną głową używać kosmetyku przez kilka dni i nic się im nie stanie. Dzięki małemu otworowi z pewnością nie wydobędziemy dużej ilości produktu. Przy okazji dobrze spiszą się w podróży: są niewielkie (przez co nie zajmują dużo miejsca) i z pewnością nic się nie wyleje w naszej podróżnej kosmetyczce. 
Wszystkie trzy kosmetyki zostały wyprodukowane w Korei, co moim zdaniem jest nie lada ciekawostką i ogromnym plusem. Możemy się poczuć (co też jest prawdą) jakbyśmy używały typowych azjatyckich kosmetyków. W przypadku kremu ze śluzem limaka oraz kremu z witaminą C jedna saszetka starczyła mi na ok. 7 użyć, przy czym, nie oszczędzałam ich wybitnie :). Natomiast wybielająca maska krem na ok. 20 użyć. Do tej pory używałam jej 7 razy i została mi połowa opakowania. Warto zaznaczyć, że zapach wszystkich trzech produktów jest niesamowicie delikatny. 
Zacznę od kosmetyku, który najbardziej przypadł mi do gustu. Jest nim przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzem ślimaka. Na swoim kanale wspominałam o rozpoczętej niedawno kuracji dermatologicznej, przez która moja skóra z mieszanej, w kierunku tłustej przekształciła się w suchą, wrażliwą i miejscami podrażnioną. Także w ciągu ostatniego miesiąca czułam się trochę jak snajper rozbrajający bombę, kiedy nakładałam kosmetyki na swoją twarz. Ten krem (stosowałam, jako jeden z nielicznych po nałożeniu w ogóle mnie nie piekł, ba dawał przyjemne uczucie nawilżającego opatrunku. Następnego dnia  zaczerwienienia i sucha skóra były zdecydowanie mniejsze. 
Do Perfekcyjnego kremu na noc Vita-C mam bardzo podobne odczucia jak do kremu ze śluzem ślimaka. Na samym początku bardzo przeraziłam się wręcz zawartej w nim witaminy C. Obawiałam się, że jeszcze bardziej podrażni moją skórę i spowoduje, że wręcz nie będę mola się dotknąć do twarzy. Całe szczęście tak się nie stało. Skóra po nocy była bardzo ładnie wygładzona, a zaczerwienienia zmniejszone. 
Czas na  produkt, który najmniej przypadł mi do gustu, chociaż nie mogę go nazwać złym produktem. Po rozmowach z Anią z bloga Kolorowy Kraj postanowiłam używać tego produktu wyłącznie punktowo, na miejsca, które są zaczerwienione. Jak się okazało było to strzałem w dziesiątkę! Dlaczego? Dlatego, że bardzo dobrze ukrył moje zaczerwienienia, jakie mam na linii żuchwy oraz  brodzie. Dodatkowo skóra w tych miejscach jest przesuszona i łuszcząca się, co stanowi nie lada wyczyn dla kosmetyku. Wiadomo odstających skórek nie da się przykryć, ale dzięki tej masce i użyciu kosmetyków, o których pisałam wyżej efekt końcowy był jak najbardziej satysfakcjonujący :). 

Ciekawa jestem czy miałyście okazję używać tych kosmetyków. Jeśli tak, to dajcie znać jak się u Was sprawdziły :). 

Buziaki!
Monika 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...