wtorek, 24 grudnia 2013

Nadszedł czas...

Witajcie! W końcu nadszedł długo wyczekiwany przeze mnie czas Świąt Bożonarodzeniowych. Czas,  w którym w 1000% będę się cieszyć towarzystwem mojej kochanej rodziny. Czas, dzięki któremu odpocznę i naładuję swoje baterie na następne miesiące, które zapowiadają się dość ciężkie. W domu będę raptem 5 dni, ale z pewnością wykorzystam je najbardziej jak tylko będę mogła. 

Swoje  wigilijne spotkania rozpocząłem już 14.12. Odbyła się wtedy BlogoWigilia, o której więcej przeczytacie u BlogoSfery. Było o pierwsze moje tego typu blogerskie spotkanie i powiem Wam, że byłam zachwycona! Nie pamiętam kiedy poznałam tyle przemiłych osób, z którymi mogłam porozmawiać na wszelkie tematy.  Czas płynął niemiłosiernie szybko, jedzenie było przepyszne. Szkoda, że Blogowigilia jest tylko raz w roku xD. 

Nie wiem jakim cudem, ale zdobyłam nawet zdjęcie naściance xD.

Oto one: 

Od lewej: Filozofia Jazdy (dzięki, której mam zdjęcia idealne!), LifeManagerka, Donna la Vita

Jest mi niezmiernie miło, że mogłam Was poznać!

A teraz z całego serducha chciałabym Wam życzyć zdrowych, pogodnych, a przede wszystkich rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. By ten czas był przez Was spędzony jak najlepiej. Byście odnosiły same sukcesy w życiu prywatnym, jak również w zawodowym.


Wesołych Świąt!

czwartek, 19 grudnia 2013

Post lekko ostrzegawczy

Witajcie! Dzisiejszy post będzie 2w1. Na samym początku chciałabym do Was zaapelować o jedną rzecz. Natomiast w drugiej pokażę wam dwa lakiery. Nie, to nie przed nimi chcę Was ostrzec. 

Zastanawiacie się o co chodzi? Mowa jest o odżywce Eveline: Paznokcie Twarde I Lśniące jak Diament. Około 9ciu miesięcy temu używałam odżywki 8w1. TUTAJTUTAJTUTAJ przeczytacie o niej (kolejność jest chronologiczna). Wszystko było ładne i piękne. Po odstawieniu oczywiście stan paznokci trochę się pogorszył. Ale ogólniej tragedii nie było. 
Ostatnio (jakiś miesiąc temu) znowu zaczęły mi doskwierać rozdwojone i łamliwe paznokcie. Szukałam specyfików wyłącznie w postaci lakierów, bo przecież nie mogę nie mieć nic na paznokciach. Po długich wahaniach doszłam do wniosku, że zaryzykuję i kupię odżywkę Eveline ale w wersji diamentowej i będę jej używać jako base coat na przemian z jakimś innym. Na samym początku stosowałam ją przez niecałe 2 tygodnie. Paznokcie mnie nie bolały. Niestety przy zmywaniu po tamtym okresie zauważyłam, że zaczynają siniec. Odstawiłam ją natychmiast i dalej malowałam z użyciem innego base coatu, który nie zawiera formaldehydu. Niestety sinizna zaczęła się pogłębiać a do tego od połowy paznokcie zaczerwieniły się i zaczęły boleć do tego zobaczyłam na kilku paznokciach na wpół przezroczyste plamki. Od razu pobiegłam zapisać się do dermatologa. Ale jak na państwową służbę zdrowia przystało termin wizyty mam dopiero na połowę stycznia. Próbowałam dostać się bez kolejki, ale Pani Doktor stwierdziła, że z tym da się żyć i bym poszła się zapisać. Całe szczęście, że jest szansa na wizytę w Wigilię gdy pojadę do domu. Oby było wszystko w porządku. 
Do tego czasu rano i wieczorem smaruję paznokcie olejkiem z drzewa herbacianego. Jest lekka poprawa. Przede wszystkim mnie nie bolą i zaczerwienienie jest bledsze. No i oczywiście spiłowałam je najkrócej jak się tylko dało. Ale daleko im do stanu, który przestałby mnie martwić. Trzymajcie za mnie kciuki. 

Teraz chciałabym przedstawić wam dwa lakiery: Rimmel Salon Pro d Kate kolor 711 Punk Rock oraz MUA Moody Mink. Zdjęcia pochodzą z okresu, gdy już odstawiłam odzywkę Eveline. Mam nadzieję, że nie zlinczujecie mnie za wygląd moich paznokci i skórek. Mam na ich punkcie nie lada kompleks. 



Lubię w lakierach duży pędzelek taki jaki jest w Essie czy właśnie w tym lakierze Rimmel'a. Chociaż przyznam, że pierwsze malowanie było  było dość oporne z tego względu, że musiałam się przyzwyczaić do tego pędzelka, który na początku zostawiał smugi. Całe szczęście, że już jest okay. Konsystencja nie jest ani za rzadka, ani za gęsta. 

Inaczej ma się sytuacja z lakierem MUA. Pędzelek jest mały, a lakier gęsty. Do tego jeszcze ogólnie szybko gęstnieje. 

Trwałość ich obu jest bardzo porównywalna. Na moich paznokciach wytrzymały 5 dni. Po 3 dniach delikatnie starły się na końcówkach paznokcia. 6 dniu zmyłam oba lakiery.
Jak na moje paznokcie te 5 dni jest nie lada wyczynem. I jak tylko ogarnę moje pazurki to z pewnością kupię kilka następnych lakierów z serii Salon Pro.














A tak wyglądają na pazurkach: 



Jak wam się podoba? 

Buźka!

piątek, 13 grudnia 2013

Projekt denko: listopad

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z moim listopadowym denkiem.


Zacznę od lakierów. TUTAJ pisałam Wam o moich lakierach.  A te oto są wynikiem porządków. Zeschnięte, na które nawet już nie podziała jakikolwiek rozcieńczacz.


1. Nivea: szampon nadający blask i objętość=> ostatnio mój faworyt. Używam teraz wersji zwykłej nadającej objętość, ale to jest o wiele lepsza.

2. Schwarzkopf: Gliss Kur Ultimate Volume szampon do włosów

3. Schwarzkopf: Gliss Kur Ultimate Volume 
Ostatnio jakoś powoli odchodzę od produktów Gliss Kur. Wyjątkiem są ich odżywki w sprayu. Zauważyłam lepsze efekty na włosach po szamponach Nivea. I tutaj jestem zaskoczona, ponieważ kiedyś omijałam je bardzo szerokim łukiem.
4. BabyDream Shampoo=> szampon, którym zmywam oleje. Niestety niesamowicie plącze moje włosy, więc do codziennego mycia, bez olei się nie nadaje. Jednak do olejowania jak najbardziej.

5. Green Pharmacy: jedwab do włosów=> najlepszy jaki dane mi było stosować. Ubolewam tylko nad jego dostępnością. W moim przypadku znalezienie go graniczy z cudem.

6. Lirene: żel pod prysznic Rajski Granat=> pierwszy żel z tej serii. Jak wiecie, dużo nie wymagam od tego typu produktów. Ważne by dobrze mył i nie wysuszał skóry. Z pewnością skuszę się po inne wersje zapachowe, bo ta była obłędna.

7. Farmona- Tutti Frutti: masło do ciała=> o tym maśle przeczytacie TUTAJ. Jedno z moich najukochańszych, zimowych zapachów.

8. Lactacyd Femina Plus=> tutaj chyba dużo pisać nie trzeba. Moja druga już butelka i zdecydowanie warta swojej ceny.

9. Nivea: antyperspirant Invisible=> ulubieniec od dawien dawna.

10. Fitomed: żel do mycia twarzy=> otrzymałam go w ramach współpracy. Pisałam o nim TUTAJ. Z pewnością do niego powrócę. Podejrzewam, że na wiosnę.

11. Revlon Colorstay=> pierwsza moja butelka tego podkładu. Z pewnością nie ostatnia. Używam już drugiej. Naczytałam się, że jest masakrycznie ciężki. Jeśli odpowiednio go nałożymy wszystko jest w porządku.

12. Tisane: balsam do ust=> otrzymałam go w mojej wygranej parę miesięcy temu. I przyznam, że bardzo mi się spodobał. Prawie idealnie nawilża usta,a do tego ma piękny miodowy zapach.

13. AA: antybakteryjna maseczka łagodząca=> pierwszy i ostatni raz miałam tę maseczkę. Ogólnie produkty AA mnie uczulają. Z tą maseczką nie było inaczej. Przeraźliwie wysuszyła mi skórę, przez co koszmarnie się łuszczyła i swędziała.

14. Isana: zmywacz do paznokci=> moim zdaniem o wiele lepszy pd zmywacza z Biedronki. Przelałam go właśnie w opakowanie z pompką i jestem mega zadowolona. Zmywa wyśmienicie.

15. Nivea krem => używam go do zmywania oczu.Jedyny produkt, który moje oczy tolerują.

16. Maybelline New York: The Colossal Volum Espress Waterproof=> jedyną wodoodporna wersja moich ulubionych tuszy. Teraz zdradzam ją z niewodoodporną Cat Eyes i równie jest niesamowita. Jeśli nie lepsza :).

Uff . Miałyście coś z tych kosmetyków?

Buźka! 

wtorek, 3 grudnia 2013

Lakierowo- czyli moja skromna kolekcja lakierów


Witajcie! Już wieki temu miałam pokazać Wam moje lakiery. Najpierw chciałam zrobić w nich porządek, ale zabranie za to to już inna historia. W końcu się zebrałam i wynikiem tego jest ten oto post, który nawiasem mówiąc miał zostać opublikowany w czwartek. Niestety przez moją pracę, studia i inne obowiązki napisałam go dopiero teraz. Na moim Fb pisałam o ilości jakie mam. Wynik jest taki, że koniec końców wyrzuciłam 11 buteleczek :)

Zacznę od jednej z najważniejszej moim zdaniem rzeczy, a mianowicie od Base Coat'u.


Stosuję na zmianę odżywkę 1. Eveline: paznokcie twarde i lśniące jak diament oraz 2. BIO2 Harder Waterproof z Bell. Przy tej pierwszej lakier na paznokciach utrzymuje się u mnie ok. 5-6 dni. Natomiast przy odzywce z Bell ma. 3 dni. U mnie wygląda to tak, ze w jednym tygodniu mam jedną warstwę odzywki Eveline pod lakierem, a w drugim z Bell i tak na zmianę. Paznokcie są faktycznie mocniejsze i nic się z nimi (odpukać) nie dzieje. I oby tak pozostało.


Moje Top Coat'y to 3. Seche Vite oraz 4. Super Fast Dry z Lovely. Moim zdaniem oba są bardzo dobre, pomimo, ten z Lovely wcale tak szybko nie schnie. Jednak SV o wiele lepiej współgra z odżywką Eveline.

Czas na kolorówkę. Od razu chciałabym Was przeprosić za jakość zdjęć. Należę do tych osób, które malują paznokcie pasujące do panującej pory roku. Więc jasne, pastelowe lub żywe kolory zostawiam na wiosnę i lato. Natomiast teraz królują u mnie czerwienie, fiolety, brązy etc.


5. Wibo: Express Growth nr 483

6. Wibo: Express Growth nr 413

7. Lovely : Gloss Like Gel nr 110


8. MNY: ColoRama nr 256

9. MNY: ColoRama nr 77

10. Essence: Colour &Go nr 08 Ultimate Pink

11. Essence: Colour &Go nr 04 Space Queen



12. Inglot nr 43/49/48?

13. MNY: ColoRama nr 145

14.Golden Rose: With Protein nr 226


15. Lovely: Classic Nail Polish nr 204

16. Inglot nr 715

17. Wibo: Express Growth nr 485?



18. Lovely : Gloss Like Gel nr 101

19. Wibo: Gel Like nr 9 Peaches And Cream od Oleski

20. Miss Sporty: Clubbing Colours nr 452


21. Lovely: Classic Nail Polish nr 383

22. Lovely: Classic Nail Polish nr 98


23. Inglot nr 730

24. Miss Sporty: Lasting Colour nr 80


25. Miss Sporty: Lasting Colour Maxi Brush nr 415

26. Wibo: Express Growth nr 346


27. Wibo: Wow Effect Matte Glitters nr 1 

28. Wibo: Express Growth nr 174

29. Essence: Colour &Go nr 51 Mellow Yellow


30. Lovely : Gloss Like Gel nr 133

31. Lovely : Gloss Like Gel nr 404

32. Wibo: Express Growth nr 49

33. H&M Nail Polish Blue Bliss

34. Inglot nr 991

35. Miss Sporty: Clubbing Colours nr 456

36. Miss Sporty: Clubbing Colours nr 320

37. Miss Sporty: Clubbing Colours nr 314


38. MUA: Moody Mink

39. Wibo: Gel Like nr 6 Roziskrzone Niebo od Miratell

40. Wibo: Express Growth nr 169

41. Essie nr 231A Skirting The Issue

42. Astor: Fash'n Studio nr 54

43.No Name

44. Miss Sporty: Clubbing Colours nr 344

45. Miss Sporty: Metal Flip nr 020

46. MNY: ColoRama nr 140


47. Wibo: Express Growth nr ?

48. Wibo: Express Growth nr ?

49. Wibo: Express Growth nr 164

50. Essie nr 244 Snap Happy

51. Inglot nr 704

52. Lovely: Baltic Sand nr 1

53. Lovely: Blink Blink nr 3

54. MNY: ColoRama nr 352

55. Golden Rose: With Protein nr 286

Moja kolekcja może i nie jest wybitnie duża, ale i tak ją uwielbiam. Dzisiaj odwiedzę Hebe i z pewnością przytargam do domu jeszcze jakieś lakiery.

Jak Wam podobają się moje lakiery? Który z nich chcecie najpierw zobaczyć? 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Uległam i ja

Witajcie! Ostatnio nie ma dnia bym nie czytała o tym, jakie zdobycze znalazłyście w Rossmann'ie dzięki ich przecenie -40%. W końcu uległam i ja. Co prawda chciałam kupić zupełnie coś innego i z planowanej listy znalazłam tylko jedną rzecz. A szkoda. Wszystko było już masarycznie wybrane, a szafy świeciły pustkami. Z racji tego, że do drogerii nie mam po drodze, zrobiłam też małe mini zapasy z szamponów i żeli pod prysznic. 


Szampony Alterra jeden do włosów suchych, drugi zwiększający objętość. Szkoda było nie brać z racji tego, ze każdy wyniósł mnie 5.99 zł. Nigdy ich nie miałam, więc jestem ciekawa jak się spiszą. 
Skusiłam się też na żele pod prysznic. Nie jestem wymagająca jeśli chodzi o tego typu produkty. Również były w promocji. Oba za niecałe 4 zł.
No i osławiona maseczka siarkowa moc. 


Eyeliner od MNY. Co prawda eyelinery w pisaku są bardziej dokładne i możemy nimi narysować bardzo cienką kreskę... Ale jakoś bardziej jestem przekonana do żelowych eyelinerów. Ciekawa jestem jak się spisze. 
Jak już pewnie wiecie mam fioła na punkcie lakierów. Także nie mogło zabraknąć tych mazideł. Polowałam na złoty lakier Wow Effect Matte Glitters. Niestety zostały tylko dwie sztuki, które nie wyglądały za ciekawie. Zdecydowałam się zatem na Wibo Express Growth w odcieniach 174, 164 i 169 oraz Lovely Blink odcień 3. Mam nadzieję, że mi wybaczycie jakość zdjęć. 

Buźka!



niedziela, 24 listopada 2013

Co znajdziecie w mojej torebce

Witajcie. Dokładnie w marcu zaprezentowałam Wam zawartość mojej kosmetyczki, którą zawsze mam przy sobie. Możecie ją zobaczyć w TYM poście. Od tamtego posta "trochę" czasu minęło, w mojej kosmetyczne również się co nieco zmieniło. Pomyślałam o tym, że może fajnie by było napisać też o mojej torebce.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 


1. Zawsze znajdziecie u mnie książkę, którą aktualnie czytam. Obecnie jest to "Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno". 

2. Kalendarz. To w nim mam zapisane dni, w których pracuję, egzaminy i wiele innych rzeczy, o których chcę lub muszę pamiętać. Z racji tego, że zazwyczaj mam jeszcze zeszyt i materiały na studia wybieram wersję kalendarza z jakiejś gazety. Jest funkcjonalny, a do tego zajmuje mało miejsca.

3. Chusteczki higieniczne. Ich omawiać chyba nie muszę :P. 

4. Portfel. Idealnie spełnia swoje zadanie. Ale jest już zniszczony i od jakiegoś czasu poszukuję innego, który by miał więcej miejsca na różnego rodzaju karty. 

5. Mgiełka do ciała. Praktycznie cały dzień jestem poza domem, więc bez niej ani rusz.

6. Krem do rąk. Obecnie używam kremu Dove. Gdy za oknem jest zimno i ponuro jestem zmuszona do kremowania rąk (ogólnie lubię to robić, natomiast jesienią i zimą nie mam wyboru). Bez kremu skóra moich rąk szybko się wysusza i pęka.

7. Podręczny parasol. Tak na wszelki wypadek. Warto go mieć.

8. Mój Tangle Teezer. Odkąd mam tę szczotkę nie wyobrażam sobie czesać swoich włosów czymkolwiek innym. Moim zdaniem jest to rzecz, w którą warto zainwestować.

9. Pilniczek do paznokci. Przez moje łamliwe paznokcie jest to obowiązkowa rzecz w mojej torbie.

10. Pendrive. Bo nigdy nie wiadomo czy się nie przyda.

11. Gumy do żucia. Nie lubię gdy mam nieświeży oddech. Wiecie same..

12. Telefon komórkowy. Nie jest najnowszy, ale ja wyznaję zasadę, że telefon jest do dzwonienia i wysyłania smsów. Tyle mi wystarcza :).

13. Torba na zakupy. Nie lubię nosić tych plastikowych. Do tego moja jest wielokrotnego użytku i i nie zanieczyszcza środowiska.

14. No i kosmetyczka. Dodatkowo przerzuciłam się a chusteczek odświeżających na żele antybakteryjne. Są o niebo lepsze!

Na zdjęciu zapomniałam umieścić kluczy i kobiecych rzezy na te dni.


To już koniec. Jak się Wam podobało?

Ja tymczasem uciekam do pracy. Zazdroszczę tym, którzy mają wolną niedzielę.

Buźka!


czwartek, 21 listopada 2013

Fitomed: Krem nawilżający tradycyjny i olej z avokado- czyli moi nowi ulubieńcy

Witajcie! Przeglądając ostatnio blogi natknęłam się na recenzje kosmetyków firmy Fitomed uświadomiłam sobie, przez moją nieszczęsna pamięć, że nadszedł czas na moje recenzje produktów tej firmy, które otrzymałam w czwartej już paczce. Tym razem wybrałam krem nawilżający tradycyjny z wodą z kwiatu pomarańczy, kompleksem nawilżającym, olejkiem rokitnikowym oraz olejkiem geranium do cery tłustej i mieszanej oraz olej z avocado. 

Jak już wiecie firma Fitomed ma w swoim asortymencie naturalne, ziołowe kosmetyki. Opakowania ich nie mają bardzo ozdobnej szaty graficznej. Są bardzo proste. Ale przecież nie ocenia się książki po okładce. Bo co nam po ładnym opakowaniu, jeśli kosmetyk to bubel? Całe szczęście "odpukać", że do tej pory nie miałam ani jednego bubelka. 

 Zacznę od kremu.


Kilka słów wstępu:


Skład:



Osobiście jestem bardzo zadowolona z niego pomimo tego, że z reguły nie przepadam za kremami tłustymi. Ma konsystencję podobną do budyniu, więc jego mała ilość wystarczy na posmarowanie całej twarzy. Dzięi czemu jest bardzo wydajny. Świetnie sobie radzi z jakimikolwiek podrażnieniami na twarzy. Moja skóra jakoś nie toleruje maseczka AA z młodzieżowej linii. Strasznie się przesusza, łuszczy i okropnie swędzi. Gdy posmaruję twarz na noc, rano widzę znaczącą poprawę. Przy zwykłym kremie Nivea zajmowało mi to ok. tygodnia. Z reguły używam go każdego dnia pod makijaż. Minusem jest to, że bardzo długo się wchłania.Ale moim sposobem na to jest odczekanie ok. 5 minut. i przyłożenie do twarzy chusteczki, później przechodzę do wykonywania reszty makijażu. Zauważyłam też, że skóra po nim o wiele wolniej zaczyna mi się błyszczeć, a skóra wygląda zdrowiej. Ale raczej to wynik też używania ściereczki muślinowej. Jeszcze ten różany zapach :D. Zdecydowanie nadaje się na okres jesienno- zimowy (i z pewnością zmaówię kolejne opakowanie). Moim zdaniem na wiosnę i lato jest za tłusty.


Olej z avocado


Zastosowanie: 
składnik naturalny może być komponentem w przepisach na domowe maseczki, okłady, lotiony, emulsje i inne.


Wstyd się przyznać, ale było to moje pierwsze spotkanie z jakimkolwiek olejem. Całe szczęście mam bardzo pozytywne doświadczenia z nim. Niestety nie jestem w stanie opisać zapachu. Raczej jest praktycznie niewyczuwalny. Mogę posilić się o stwierdzenie, że jest bezzapachowy. Dzięki dozownikowi w nakrętce z łatwością wydobędziemy odpowiednią ilość olejku. Szkoda tylko, że przy stosowaniu go butelka "zostaje w nim cała obsmarowane". Możecie to zobaczyć na zdjęciu. Dużą jego zaletą jest uniwersalność. Można używać go do wszystkiego. Niestety jestem leniuchem, więc oleju z avocado używałam jako balsamu do ciała, kremu do rąk oraz korzystałam z niego przy olejowaniu włosów. Skóra jest bardzo nawilżona i elastyczna. Dziwiło mnie to trochę, z tego względu, że jakoś nie wierzyłam w takie efekty po oleju. Do tego nie pozostawia tłustego filmu. Jeśli chodzi o włosy to są one sypkie? jeśli tak mogę powiedzieć, bardziej proste (prawie jakbym użyła prostownicy) i niesamowicie miękkie. Muszę jeszcze spróbować go na moich skórkach u paznokci i maseczkach do twarzy.

Wiem, że Fitomed staje się coraz bardziej popularną firmą. Miałyście może jakieś kosmetyki od nich? Jakie są Wasze wrażenia?


Buźka!

sobota, 16 listopada 2013

Projekt denko: październik

Witajcie! Dzisiaj nadszedł czas na typowo nocny post spowodowany natłokiem obowiązków. Jestem nocnym markiem, więc większość rzeczy, na które nie mam czasu w dzień wykonuję w nocy.

Przychodzę do Was z moim październikowym denkiem, które jest wyjątkowo jak na mnie wręcz mikroskopijne. Szczęście w nieszczęściu, że listopadowe będzie ogromne :P.


 1. Luksja Care Pro Enrich=> żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała. Od kosmetyków pod prysznic nie wymagam zbyt wiele. Mają po prostu myć, a ten kremowy żel spisuje się rewelacyjne i skóra po nim jest dobrze nawilżona (jednak nie rezygnowałam przy tym z masła/ balsamu)

2. Gillette Fusion Proglide=> żel do golenia. Zaczęłam używam męskich kosmetyków przeznaczonych do golenia i nie żałuję. Są o niebo lepsze.  Pewnie  za jakiś czas do niego wrócę, ale najpierw muszę przetestować inne żele.

3. Emolium: emulsja specjalna=> pisałam o niej TUTAJ Powrócę do niej jeśli nie znajdę tańszego odpowiednika.

4. Farmona- Tutti Frutti: masło do ciała=> jego recenzję przeczytacie TUTAJ. Akurat po tę wersję jednak nie sięgnę.


5. Schwarzkopf: Taft Ultra Pure=> bezzapachowy,pozbawiony silikonów lakier do włosów. Zdecydowanie moje ostatnie odkrycie. Zdecydowanie polecam.

6. Kallos: Latte=> maska do włosów, która u mnie niestety się nie sprawdziła... TUTAJ pisałam o niej. Szkoda, że się nie sprawdziła..

7. Ziaja: maseczki do twarzy=>  o masce z glinką szarą pisałam TUTAJ. Gklinka czerwona czeka na swoją kolej.  Moje zdanie na temat tych maseczek  są dalej takie samy. Czyli... są genialne!

Ja tymczasem idę już spać.
Dobranoc! :*

środa, 13 listopada 2013

O dwóch z pozoru identycznych masłach do ciała

Witajcie! Wczoraj miał być post o moich zdenkowanych produktach. Ale taka ze mnie gapa, że nie zauważyłam braku ich zdjęć. Niestety rano zwykle nie mam czasu na to, ale już jutro przyjdę do Was z takim postem.

Natomiast napiszę dzisiaj o dwóch masłach Tutti Frutti. Jeden karmel i cynamon, a drugi kiwi i karambola. Sądząc po tytule posta, z którymś z nich musi być coś nie tak. Domyślacie się może który to?


 Masło karmel i cynamon znam już od dobrych 4 lat. Pierwsze zwoje opakowanie kupiłam będąc na pierwszym roku licencjatu. Wtedy jeszcze miało opakowanie które możecie zobaczyć po lewej stronie poniższego zdjęcia. Wtedy w okresie jesienno zimowym zużyłam ich chyba 5 opakowań. Później mi się znudziło i właśnie jakiś miesiąc temu postanowiłam znowu do niego powrócić. Miałam jeszcze wersję liczi i rambutan , ale bardzo nie przypadłą mi do gustu. Niestety nie mogę powiedzieć na 100% bo na starszym opakowaniu nie mam etykiety, ale na moje oko pojemność jest taka sama (275 ml). Całe szczęście nowa wersja nie jest gorsza od swojej poprzedniczki.



Uwielbiam takie opakowanie kosmetyków do ciała. Może i jest niehigieniczne, ale umożliwia wydobycie produktu do samego końca. Jak widać konsystencja obu maseł jest identyczna. Z taką różnicą, że kiwi i karambola zawiera czarne drobinki, które mają masować ciało. Ja tego nie zauważyłam. Zapach tego pierwszego totalnie zawładnął moim sercem. Jest idealny na porę jesienno- zimową, który przywodzi mi na myśl korzenne ciasteczka. Utrzymuje się też bardzo długo na skórze. Nie raz słyszałam od współlokatorki czym się tak wysmarowałam, bo pięknie pachnie a było to dobre 3-4 godziny po jego nałożeniu. Zaś kiwi jest niesamowicie sztucznie i przesłodkie, bardzo nienaturalne, podobnie do wersji z liczi. Więc po nie z pewnością nie sięgnę po raz drugi.

Jeśli chodzi o stopnień nawilżania. Pod tym względem nie jestem bardzo wymagająca, bo moja skóra nie jest sucha. Więc podejrzewam, że przy suchej niekoniecznie by się sprawdził. Może by sał radę przy stosowaniu rano i wieczorem. Ciężko jest mi powiedzieć... Przy używaniu raz dziennie wystarcza na jakieś 4 tygodnie.


Miałyście może któryś z nich? A może macie jakieś godne polecenia masło do ciała idealne na okres jesienno- zimowy? Czekam na Wasze propozycje i... zapraszam na mój FB

Buźka!

piątek, 8 listopada 2013

Październikowy Haul

Witajcie! Dzisiaj nadszedł czas przedstawić Wam mój październikowy haul. Nie jest on duży. Jest to bardziej uzupełnienie moich zapasów. No może poza lakierami  paznokci, na punkcie których mam  kompletnego bzika i olejkami do kominka xD.

W takim razie zaczynam!
 
 Kolor 286 i taki 226. Przez dłuższy czas szukałam ładnej czerwieni i fioletu, które to będą bez jakichkolwiek drobinek. No i znalazłam. Kolory są idealne. Szkoda tylko, że trzymają się jeden dzień ;/. Ale z drugiej strony przez moje słabe paznokcie inne lakiery wytrzymują u mnie góra 3 dni...


 Kolejne lakiery. Tym razem kolor 145 (bordowy ze złotymi drobinkami) i 352 (buraczkowa czerwień). Standardowo puder Rimmel. W "promocji" kupiłam dwa peelingi Tutti Frutti. Oba masakrycznie się od siebie różnią. Ale napiszę o tym w osobnym poście. No i mleczko do ciała. Używałam go kilka razy i... szału nie ma. Ale o nim też napiszę więcej.


 Podczas biedronkowej akcji jakoś zbytnio nie zaszalałam. Polowałam na szampony, ale niestety inne osoby mnie uprzedziły i nic już nie zastałam :(.


 Na promocjach w Bath & Body Works skusiłam się na jesienne olejki do kominka.


 Od paru miesięcy namiętnie poszukiwałam idealnych kubków/ filiżanek, które zmieściłyby się do mojego ekspresu. Nie było łatwo, ale te oto są idealne. Do tego kupiłam kolejny olejek do kominka.


 Skorzystałam też z promocji na żele antybakteryjne kupując 4 dwa kolejne otrzymujemy gratis. Chciałam założyć kartę, więc skusiłam się jeszcze na kolejny żel i mgiełkę do ciała z racji tego że trzeba było wydać 60 zł. Szkoda tylko, że Pani w sklepie nie powiedziała mi o tym, iż karta ważna jest do 30.11.2013 roku..


W Rossmannie, w cenie na do widzenia za niecałe 7 zł  było to oto masło do ciała. Szkoda było nie wziąć :P


Z kolei w Super- Pharm w promocji -40% kupiłam eyeliner Master Precise. Nie mam dużego doświadczenia z eyelinerami, ale ten jest o niebo lepszy niż żelowy z Essence. 

Miałyście coś z tych rzeczy, które kupiłam? 


niedziela, 3 listopada 2013

Bubelki DECUBelki

Witajcie! Pewnie pamiętacie akcję zorganizowaną przez firmę Decubal,w której wystarczyło wypełnić ankietę by zakwalifikować się do testów kosmetyków tej firmy? Wstyd się przyznać, ale do tej pory napisałam raptem dwie recenzje z tymi kosmetykami, o których możecie przeczytać TUTAJTUTAJ. Ale w najbliższym czasie będziecie miały okazję przeczytać o kremie pod oczy oraz do rąk, z których jestem w miarę zadowolona. Jednak wychodzi na to, że nie mogło obejść się bez bubli. 

Na samym początku zajmę się bezzapachowym, odżywczym i intensywnie nawilżającym kremem do twarzy.

Skład (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Lanolin, Polysorbate 60, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Sodium Gluconate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.

Niestety w tym kremie znalazłam plusy praktycznie tylko w technicznym aspekcie. Bardzo lubię tego typu opakowania, z którego z łatwością możemy wydobyć kosmetyk. Dodatkowo jest zasłonięty folią ochronną, która będzie się idealnie wzbraniać przed ciekawskimi paluchami. W słoiczku znajdziemy 75 ml kremu o gęstej i zbitej konsystencji. Niestety i tutaj plusy się kończą. Poza dobrym nawilżaniem nic nie robi. Strasznie zapycha. Do tego jego bezzapachowa formuła wcale nie jest taka bezzapachowa. A szkoda. Szczęście w nieszczęściu, że smrodek nie utrzymuje się zbyt długo. Testowanie go zdecydowanie było męczarnią i zużyję go chyba jako krem do stóp. Natomiast o kupieniu kolejnego opakowania nie ma mowy. 

Olejek pod prysznic i do kąpieli. Bezzapachowy. Nie zawiera konserwantów. 

Składniki (INCI): MIPA-Laureth Sulfate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocamide DEA, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Ethylhexyl Stearate, Ricinus Communis Seed Oil, Laureth-4, Propylene Glycol, Polyglyceryl-3 Caprylate, Aqua, Tocopherol, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Citric Acid.


Przy tym kosmetyku również znalazłam plusy tylko w opakowaniu. Przezroczysta butelka, dzięki której możemy zobaczyć ile olejku nam zostało oraz dozownik, który moim zdaniem jest idealny. Niestety dalej już nie jest kolorowo. Do olejku była dodana saszetka zapachowa, której po zmieszaniu w ogóle nie byłam w stanie wyczuć. Rozprowadzanie olejku było istną katorgą. By w miarę się nim umyć skóra ciała musiała być bardzo "zmoczona". Praktycznie w ogóle się nie pienił. Aby uzyskać jakąkolwiek pianę musiałabym wylać chyba połowę butelki. Z nawilżeniem też szału nie było.Więc jego cena ok. 26 zł jest mocno zawyżona.

Btw. Wiecie może co się stało z oficjalną stroną firmy Decubal? Ponieważ nie działa, a na ich oficjalnym fb też panuje cisza jak makiem zasiał.

PS. A czy u Was te kosmetyki sprawdziły się?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...