niedziela, 30 czerwca 2013

Decubal: Nawilżająca pianka do mycia twarzy

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pianki do mycia twarzy firmy Decubal, którą otrzymałam dzięki akcji, która miała miejsce jakiś czas temu. Przyznam szczerze, że byłam dość sceptycznie nastawiona do niej. Chyba przez to, że nigdy wcześniej nie miałam kosmetyku do twarzy w takiej formie i nie potrafiłam sobie wyobrazić jak tego typu pianka może oczyścić twarz. Nawet nie wiedziałam jak bardzo byłam do niej uprzedzona.

Od producenta: Łagodny i nawilżający preparat do  mycia twarzy, odpowiedni dla cery suchej i wrażliwej. Delikatnie złuszcza naskórek dzięki zawartości alantoiny, nawilża dzięki wartości gliceryny, łagodzi podrażnienia dzięki zawartości rumianku, pobudza naturalny proces regeneracji dzięki zawartości witaminy  B3.


Sposób użycia: Stosować rano i wieczorem. Piankę rozprowadzić na wilgotnej skórze i delikatnie wmasować. Następnie spłukać wodą i osuszyć skórę.


Składniki (INCI): Glycerin, Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Niacinamide, Sucrosse Cocoate, Allantoin, Caprylyl Glycol, Bisabolol, Sodium Gluconate, Citric Acid.




Przyznam, że do tej pory jestem w niej zakochana i nie mogę przestać się nad nią zachwycać. Z tego względu, że jest to jeden z nielicznych kosmetyków, gdzie mogę w 99% zgodzić się z obietnicami producenta. Ale przejdę najpierw do podstawowych wiadomości. Bezzapachowa pianka zamknięta jest w przeźroczystej,  plastikowej butelce z dozownikiem, która mieści w sobie 150 ml produktu. Z łatwością zobaczymy il e produktu nam zostało. Jest niesamowicie wydajna. Zaczęłam jej używać pod koniec mama i do tej pory nie zużyłam nawet połowy. Pamiętam mój pierwszy raz z nią, jak wydobyłam poczwórną porcję i było to zdecydowanie za dużo. Wystarczy jedna do całkowitego oczyszczenia twarzy. Jej konsystencja po wydobyciu jest sporo mniej zbita niż pianki do golenia. Przeznaczona jest dla cery suchej i wrażliwej, ale moim zdaniem odpowiednia jest dla każdego rodzaju skóry. U mojej (mieszanej z tendencją do błyszczenia w strefie T i lekkiego przesuszania na brodzie) sprawdziła się doskonale. Używałam jej tylko rano i po zmyciu maseczki. Wieczorem natomiast stosuję żel peelingujący. Dlatego też nie wiem jak sobie radzi z usuwaniem makijażu. Świetnie nawilża skórę. Gdy umyjemy nią twarz skóra jest tak niesamowicie miękka i delikatna, że określenie "jak pupa niemowlaka" pasuje do tego uczucia idealnie. Po jej zastosowaniu z pewnością nie poczujemy ściągniętej, podrażnionej czy piekącej skóry z racji tego, ze jest niezwykle delikatna. Świetnie radzi sobie z zaskórnikami. Nie zauważyłam tego by zapychała.Jest to mój pierwszy tego typu produkt, ale z pewnością nie ostatni!

Miałyście ją? Też jesteście zakochane w niej tak jak ja?

czwartek, 27 czerwca 2013

Yay! Kiedy to zleciało

Witajcie! Dzisiaj mija dokładnie pół roku odkąd założyłam  bloga. Moje statystyki nie są jakoś bardzo zachwycające w stosunku do innych blogów, ale dla mnie to i tak bardzo duże osiągnięcie. Pamiętam jak moje pierwsze posty nie miały ani jednego komentarza, jak się obawiałam, że moje przypuszczenia o tym, że nikt nie będzie czytał moich wpisów okażą się prawdziwe... A później.. radość z pierwszej osoby, która zdecydowała się obserwować moje wypociny, a później następne, jak rosła liczba komentarzy i odsłoń. To się nie zmieniło do tej pory. To wszystko po dzień dzisiejszy powoduje uśmiech na mojej twarzy. Mam nadzieję, że za pół roku będę miała możliwość świętowania swojej rocznicy :).

Do tej pory opublikowałam 75 postów
Mój blog obserwuje 78 osób
Liczba wyświetleń to: 8616
Zaś opublikowanych komentarzy mam 1617

Z tej okazji przygotowałam dla Was mini rozdanie.
Regulamin:

1. Rozdanie trwa od 27.06 do 27.07
2. Rozdanie odbędzie się jeśli zgłosi się min. 30 osób.
3. Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski.
4. Mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie.
5. Jedna osoba może się zgłosić tylko raz. 
6. Fundatorem powyższych nagród jest właściciel bloga. W tym wypadku ja.
7. Zwycięzcę ogłoszę w przeciągi 3 dni.
8. Na adres, który potrzebny będzie mi do wysłania nagrody czekam do 7 dni na mojego maila: juznicniemowie@gmail.com Jeśli do tego czasu go nie otrzymam wtedy losuję kolejnego zwycięzcę.
9. Jako autor bloga ponoszę koszta wysłania nagrody.
Zasady:

Warunki konieczne:

1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Dodać informację o chęci przystąpienia do rozdania.

Warunki dodatkowe: 
3. Dodać banner na swojego blog rolla. 
4. Dodać osobną notkę na temat mojego rozdania.
5. Polubić Fan Page mojego bloga na FB (tabelka po prawej stronie na blogu).

Wzór:
1. Obserwuję jako:
2. Banner: tak  (link)/ nie
3. Notka o rozdaniu: tak (link)/ nie
4. Fan Page na Fb: tak (Imię i dwie pierwsze litery nazwiska)/ nie

sobota, 22 czerwca 2013

L'biotica Biovax A+E serum wzmacniające

Witajcie! Od dzisiaj powracam na dobre. Wczoraj miałam obronę i w końcu JESTĘ LICENCJATĘ :D Nie wiem jakim cudem, ale jeszcze to do mnie nie dotarło :P. Teraz zostało mi "tylko" dostać się na studia magisterskie. Oby poszło dobrze. Co prawda dzisiaj będę na blogu tylko chwilę, ponieważ za parę chwil wyjeżdżam do znajomych, jutro wracam, natomiast w poniedziałek jadę do swojego rodzinnego domu- jednak to nie przeszkodzi mi by w spokoju sobie blogować.

Niestety też musiałam usunąć swojego blogowego facebooka. Nie wiem dlaczego (jestem z tego kompletną nogą) nie mogłam lajkować postów innych blogerek, ani publikować swoich komentarzy. teraz próbowałam stworzyć nowe konto, ale niestety nie przychodzi mi mail potwierdzający na pocztę z wp. Nie wiem dlaczego. Może Wy wiecie?

Przejdźmy już do recenzji. Na dzisiaj przygotowałam dla  Was serum wzmacniające Biovax. Po tym jak przeczytałam, że jedwab Bio Silk tak naprawdę niszczy włosy postanowiłam nigdy więcej go nie kupować. Polowałam na jedwab z GP, jednak w Super- Pharm go nie było, więc zdecydowałam się na to serum, które akurat było w promocji.Czy jestem z niego zadowolona? Nie ulega wątpliwości, że tak. Zdecydowanie tak. Jednak zanim napiszę kilka moich słów na jego temat napisał producent.

Serum Wzmacniające A+E z serii BIOVAX to prawdziwy zastrzyk witaminowy dla Twoich włosów. Receptura preparatu stworzona została na bazie witamin A i E, będących źródłem młodości i witalności. Włosy są bardzo wrażliwe na niedobór witamin A i E. Ich brak może powodować osłabienie, przesuszenie, pojawienie się łupieżu oraz większą skłonność do ich wypadania. Kruchość, brak połysku oraz tendencje do łamliwości jest widocznym objawem niedoboru tych witamin.

Witamina A=> odpowiedzialna jest za poziom nawilżenia włosów oraz ich odporność na łamanie. Dostarczana w odpowiedniej ilości wzmacnia włosy oraz zabezpiecza je przed nadmierną utratą wilgoci.

Witamina E=> sprawia, że włosy stają się bardziej elastyczne, sprężyste i miękkie. Zapobiega szkodliwemu działaniu wolnych rodników. Zwiększa odporność włosów na działanie promieniowania UV, dzięki czemu chroni je przed płowieniem.

Sposób użycia=>  Serum stosować na świeżo umyte, wilgotne lub suche włosy. Niewielką ilość preparatu rozprowadzić na końcówki i zniszczone partie włosów, omijając ich nasadę. Nie spłukiwać. Zalecane jest stosowanie serum przed zabiegiem prostowania i lokowania.

Efekt na włosach*:
  • zmniejsza łamliwość włosów
  • naturalny połysk i gładkość 
  • włosy odżywione i nawilżone
  • zahamowane rozdwajanie końcówek
  • większa elastyczność i sprężystość włosów 
  • włosy zdrowsze i mocniejsze
* główne zalety preparatu wskazane przez recenzentki w przeprowadzonym badaniu konsumenckim.

Skład:

Kilka słów ode mnie: Serum mieści się w plastikowej buteleczce z dozownikiem mieszczącej 15 ml kosmetyki. Owy dozownik to dla mnie rozwiązanie idealne. Nie trzeba się gimnastykować z butelką i nią machać. Dzięki niemu również zawsze weźmiemy tyle kosmetyku ile chcemy i za dużo się nam nie wyleje. buteleczka nie jest przezroczysta jednak spokojnie możemy odkręcić pompkę i wtedy bez problemu zobaczymy ile nam go jeszcze zostało. Konsystencja jest dość rzadka jednak mi to nie przeszkadza, a wręcz ułatwia nakładanie go. Zapach przypomina mi mydło w kostce, jednak na włosach utrzymuje się dość krótko. Więc również nie stanowi to jakiegokolwiek problemu. Używam go ponad miesiąc i na chwilę obecną mam go jeszcze na jakieś 10 razy, co przy moim zużywaniu tego typu kosmetyków jest rekordem, więc radzi sobie bardzo dobrze (mam długie włosy i myję włosy codziennie, więc trochę tego zużywam). Więc jeśli ktoś używa w małych ilościach starczy spokojnie na jakieś 2 miesiące. Co do działania. Odpukać moje włosy jakoś do specjalnie łamliwych nie należą więc w tej kwestii się nie wypowiem, ale zdecydowanie  są bardziej nawilżone i błyszczące. Jedwab nie dawał takich efektów jak to serum. Są bardzo przyjemne w dotyku i wygładzone. Więc po jego użyciu nie zobaczymy rozdwojonych końcówek. Zdecydowanie sięgnę po kolejne opakowanie.

A Wy miałyście go? Spodobał się Wam?



sobota, 8 czerwca 2013

Projekt denko: maj

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z moim majowym denkiem i jego lekko zmienioną formą czyt. z większą ilością zdjęć, by wyglądało to wszystko bardziej przejrzyście.

1. Green Pharmacy: Herbal Cosmetics: Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych => było to moje pierwsze opakowanie. Zdecydowanie stał się moim hitem i z przyjemnością kupiłam kolejną butelkę. Z pewnością nie ostatnią. Szkoda tylko, ze mam trudności z dostaniem ich, ponieważ z miłą chęcią skusiłabym się na inne ich produkty.

2. Schwarzkopf: Gliss Kur Hair Repair: Ekspresowa Odżywka Regenenerująca=> zawsze mam w zanadrzu jakąś odzywkę Gliss Kur w sprayu. Nie wyobrażam sobie rozczesywania włosów bez niej.

3. BeBeauty: Peeling do ciała => dla mnie zupełny średniaczek. Wydajność średnia, zdziera trochę słabiej niż te z Joanny, ale za to pięknie pachnie. Ze względu na cenę warto spróbować.

4. Original Source: Żel pod prysznic Malina i Wanilia => ubóstwiam go. Zapach przypomina mi cukierki Alpenliebe. Aż chciałoby się go zjeść! Szkoda tylko, że nie utrzymuje się na skórze i czuć go tylko podczas mycia.
5. Nivea krem => używam go do zmywania oczu.Jedyny produkt, który moje oczy tolerują.

6. BeBeauty: Normalizujący żel- peeling oczyszczający=> moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Wart swojej ceny. 

7. Lirene: City Matt=>  mój ulubiony podkład. Recenzja TUTAJ .

8. Vichy Normaderm=> trudno coś powiedzieć po tak małej próbce, ale jeśli tylko będę miała nagły przypływ gotówki to skuszę się na pełnowymiarowy produkt.

9. Ziaja: Maska Oczyszczająca z glinka szarą => uwielbiam te maski. Tanie i skuteczne. Więcej przeczytacie TUTAJ .

10. Ziaja: Maska Anty- stres z glinką żółtą=> kolejny hit wśród maseczek. Napiszę o niej wkrótce.

11. Rival de Loop: Maseczka mleczno- miodowa z olejkiem z orzeszków makadamii i olejkiem z migdałów => szczerze mówiąc to po jednym użyciu nie wiem co mam o niej powiedzieć. Może dlatego, że zrobiłam ją na szybko, od niechcenia, Zobaczymy jak będzie przy drugiej części.

12. Ricco: Balsam do ciała z wyciągiem z zielonej herbaty=> jakiś czas temu (jeszcze przed założeniem bloga) otrzymałam od babci zestaw składający się z balsamu do ciała, kremu do rąk oraz żelu pod prysznic. Z kolei babcia otrzymała go na spotkaniu, podczas którego prezentowane są, np. garnki. Z poprzednich dwóch produktów byłam bardzo zadowolona. Z tego również. Jednak zamiast do ciała, używałam go jako kremu do rąk i był genialny! Niestety nie wiem, gdzie można je kupić.


13. Isolda: krem do rąk z woskiem pszczelim=> pisałam o nim TUTAJ . Moje kolejne już opakowanie.


14. Frotto: chusteczki odświeżające=> zawsze mam jakieś w torbie. bardzo się przydają. Niestety te okazały się pod względem zapachu totalnym nieporozumieniem. Miały zapach pasty do zębów. Jedynie jakie chusteczki im się udały to te o zapachu pomarańczy. Zdecydowanie te z Biedronki są lepsze.
15. Maybelline New York: The Colossal Volum Espress Waterproof=> TUTAJ przeczytacie o nim. jestem wierna jemu już od wielu lat i nigdy nie zamieniłam na nic innego. Wg mnie jest idealny.

16. B&BW: mgiełka do ciała Pink Chiffon=> moja najukochańsza ze wszystkich. TUTAJ przeczytacie co nie co o niej.

Miałyście coś z mojego denka?

wtorek, 4 czerwca 2013

Fitomed: Mój krem nr. 4 oraz Maseczka- peeling K+K

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzjami dwóch produktów otrzymanych w ramach drugiej już  współpracy z polską firmą FITOMED . Jak już pewnie wiecie jest to nasza rodzima firma będąca na rynku już 10 lat. Ich kosmetyki przeznaczone są dla skóry problemowej. Nie są testowane na zwierzętach.  Przyznam, że mam nie lada problem z tymi recenzjami. Miały się one ukazać 28.05. Na samym początku licencjat, z którym walczę już tak długo, że nie mam na niego siły. Jak już jest dobrze, to później wali się na całego. Tak, że teraz znowu się zastanawiam czy nie będę się broniła we wrześniu :(. Następnie problemy techniczne. Skończył mi się limit Internetu i praktycznie byłam odcięta od wirtualnego świata. Z telefonu nie mogłam dodawać postów, więc czytała wybiórczo Wasze posty. Natomiast od piątku do niedzieli uczestniczyłam w Ursynaliach, więc praktycznie w ogóle nie siedziałam przy komputerze. Natomiast jeśli chodzi o produkty to w każdych z nich jestem zadowolona. Po raz kolejny zniknęłam na bardzo długo. Bardzo mi tego wszystkiego brakowało, dlatego tym razem nie będę pisać, ze już powróciłam, by nie  zapeszać. Trzymajcie za mnie kciuki.
Na samym początku napisze o kosmetyku o wdzięcznej nazwie "Mój krem no. 4". Jest on tłusty bezwodny. regeneracyjny. W jego skład wchodzi masło kakaowe, olej z awokado, olej s kiełków pszenicy oraz masło shea. Od producenta: Typ bardzo tłusty. Polecam do cery bardzo suchej, popękanej i zniszczonej. ziała regenerująco i gojąco. Można stosować go do pielęgnacji twarzy, szyi i dłoni. Na dzień jako krem ochronny i na noc jako krem regenerująco- gojący. W przypadku popękanej skóry zalecam na krem nakładać opatrunek. Latem będzie idealny jako wodoodporny krem do opalania (SPF- 3-4) lub jako podkład pod wyższe filtry. Chroni skórę przed bezpośrednim kontaktem z chemicznymi filtrami SPF. Sprzyja ładnej i równomiernej opaleniźnie. Przeznaczenie: balsam do ust, krem pod oczy, krem gojący, krem przeciw oparzeniom, balsam na równomierną opaleniznę z filtrem SPF 3-4. Więcej o tym i innych kremach przeczytacie TUTAJ .
Skład: 

Kilka słów ode mnie: Krem zamknięty jest w bardzo prostym słoiczku, który mieści w sobie 50 ml produktu. Przeważnie nie zwracam uwagi na wygląd opakowania. Ważne by w swobodny sposób umożliwiało wyjęcie kosmetyku. Ma lekko żółty, piaskowy kolor. Zapach przypomina mi wakacje u babci na wsi. Z łatwością możemy wyczuć zapach zboża. Dla niektórych może być to wada, ale akurat mnie przenosi to w czasy dzieciństwa. Na zdjęciu obok widać, że jego konsystencja jest zbita, przypominająca masło w kostce. Jednak pod wpływem ciepła staje się miększa a czasami nawet lekko płynna. Po zetknięciu się ze skórą rozpływa się. Niestety jest mało wydajny. Po niespełna 3 tygodniach praktycznie dobijam dna słoiczka. Używałam do jako kremu na noc, do rąk i balsamu do ust. Jako balsam do ust okazał się lekkim średniaczkiem, ponieważ z minimalnym stopniu je nawilżał. Bardziej nabłyszczał. Natomiast idealnie się spisał jeśli chodzi o krem do rąk oraz twarzy używany na noc. Od jakiś 3 tygodni moja skóra twarzy jest w opłakanym stanie. Pomimo tego, że jest mieszana z tendencją do przetłuszczania, w ostatnim czasie cierpi na przesuszenie- policzków oraz brody oraz miejscami jest podrażniona. Po obudzeniu twarz była bardziej miękka i nawilżona, a skórki mniej widoczne. Do tego zaczerwienia delikatnie mniejsze. Ze względu, że pozostawia on film ochronny, który o dziwo nie jest zbytnio tłusty smarowałam nim dłonie tylko na noc. Następnego dnia były jak nowo narodzone. Na pewno sięgnę po następne opakowanie ze względu na to, że jest wielofunkcyjny.

Cena: 26 zł/ 50 ml

Kolejnym produktem, który wybrałam była Maseczka- Peeling K+K. Od producenta: Kwas mlekowy (4%) rozluźnia spoiwo międzykomórkowe, złuszcza nadmiar zrogowaciałych komórek i odsłania "młodsze" warstwy skóry. Dodatek korundu przyspiesza i pogłębia proces złuszczania. Maseczka oczyszcza i rozjaśnia naskórek, spłyca zmarszczki, szczególnie tzw. "kurze łapki" oraz zapewnia lepsze wchłanianie kosmetyków odżywczych. Polecam stosować do cery mieszanej, tłustej, trądzikowej (bez czynnych wykwitów ropnych), zniszczonej oraz dojrzałej- raz w tygodniu lub rzadziej. Po ok. 2-3 minutach id nałożenia delikatnie wsmarować w skórę i dokładnie zmyć letnią wodą. Następnie posmarować kremem odżywczym. Maseczki nie wolno stosować do cery suchej, łuszczącej się i naczynkowej, oraz pod oczy. Jej działanie podobne jest do mikrodermabrazji.
Skład: 


W tym przypadku opakowanie jest identyczne z poprzednim kosmetykiem oraz mieści tyle samo produktu. Konsystencja maski jest dość płynna, jednak nie spływa po nałożeniu na twarz. Maska ma dość specyficzny, ostry zapach. Na temat wydajności nie mogę dużo powiedzieć, ponieważ używałam jej 3 razy. Jedak moim zdaniem przez to, że zalecane jest stosowane jej raz w tygodniu z pewnością wystarczy na długi okres czasu. Prędzej się przeterminuje niż skończy. Wadą jaką w niej zauważyłam to jest to, iż w po nałożeniu podrażnione miejsca zaczynają przez czas jej trzymania piec. W moim przypadku do tego muszę dodać lekko piekące oko. Przez noszenie soczewek mam je dość wrażliwe, więc to pewnie przez to. Zawsze piekło mnie jedno i to samo, więc wątpię bym nałożyła kosmetyk zbyt blisko. Po zbyciu go skóra twarzy jest naprawdę bardzo delikatna i miękka, o wiele bardziej niż po maseczkach Ziai. Ciesze się, ze wybrałam krem nr 4, ponieważ oba te produkty idealnie ze sobą współpracują. Natomiast starsze, delikatne ślady po krostach delikatnie zbladły. Podejrzewam, że z czasem będą jeszcze mniej widoczne. Natomiast zaskórniki są zdecydowanie mniej widoczne. Jestem zadowolona z jej działania jednak przyznam szczerze, że nie wiem czy zdecydowałabym się na drugie opakowanie ze względu na to pieczenie oka, które w trakcie jest bardzo dokuczliwe, a do tego łzawi.
Cena: 27 zł/ 50 ml

Miałyście może któryś z tych produktów? Czekam na Wasze komentarze, a ja tymczasem zaczynam nadrabiać blogowe zaległości, bo od groma mi się tego nazbierało.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...