niedziela, 28 grudnia 2014

Chusteczki zmywające lakier z panzokci

Witajcie! Jak tam po świętach? Brzuszki pełne? Mi całe szczęście jak co roku udało się nie przytyć. Ufffff :D. Chyba jako jedna z ostatnich recenzuję chusteczki do zmywania lakieru z paznokci. Z racji tego, że nie mogę malować paznokci u rąk, notorycznie o nich zapominałam. Mam nadzieję, że jeszcze czytanie o tym Wam się nie przejadło :P.


Chusteczki nie zawierają acetonu. Wg producenta bezpiecznie i szybko usuwają lakier i pozostawiają miły zapach. Z opakowania dowiadujemy się, że jedna chusteczka zmywa 10 paznokci. Natomiast w opakowaniu znajdziemy 50 sztuk. 

Koszt takiego opakowania wynosi 25 zł. Jednak jeśli byście chciały na dobry początek przetestować i wtedy zdecydować się na ewentualne całe opakowanie możecie zawsze kupić dwupak (dwie chusteczki) i wtedy zapłacicie 1 zł. Możecie je znaleźć w aptekach.

Skład: Isopropyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Coco Oil, Propanediol, Acetyl Cellulose, Witamina E, Zapachy

Jak się u mnie sprawdził? Niestety nie miał łatwego zadania z lakierem Essie Bordeaux i top coatem z Alle Paznokcie. Na palce u stóp zużyłam 5 chusteczek. Zastanawiałam się nad tym czy nie jest to wina lakierów. Dlatego też pomalowałam paznokcie na dłoniach odżywką. Zmyłam następnego dnia i zużyłam na nie 3 chusteczki. 

A co z zapachem? Niestety przyjemnego zapachu nie zauważyłam. Jedynie to, że jest mniej drażniący niż standardowy zmywacz do paznokci na waciku.



Podsumowując: Moim zdaniem nie ma jakiejś wielkiej tragedii. Jednak nie jest to produkt, który zrewolucjonizuje zmywanie lakieru z paznokci. Ale za to ma dość duży plus. Bez problemu zmieści się do torebki czy do walizki. Więc nie musimy się martwić, że w czasie podróży zmywacz do paznokci rozleje się na nasze rzeczy.

Miałyście je? Sprawdziły się u Was? 

Pozdrawiam i ściskam Was cieplutko! :*

niedziela, 21 grudnia 2014

Przesyłka od Born Pretty Store

Witajcie! Ten tydzień wyjątkowo jest pod znakiem paczek. Tym razem, jak możecie zobaczyć po tytule przyszła do mnie paczka ze sklepu Born Pretty Store. W tym poście przedstawię Wam to co wybrałam. Natomiast w kolejnym zrobię swatche paletki różu. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :).



Niestety paletka uległa lekkiemu zniszczeniu. Całe szczęście, że przepadł tylko jeden róż. Uff :)


 Nigdy nie miałam na sobie sztucznych rzęs, więc w końcu postanowiłam się  na jakieś skusić. Zobaczymy co z tego wyniknie.


Swoją szczoteczkę do brwi mam z paletki NYX. Jest dość mała, więc niezbyt poręczna i często mi wypada. Dlatego wybrałam większą wersję. Na pierwszy rzut oka jest naprawdę solidnie wykonana. Zobaczymy na ile mi posłuży. 

I jak Wam się podoba? 

Ściskam Was cieplutko! Do usłyszenia :*.

środa, 17 grudnia 2014

Kosmetyczne nowości

Witajcie Kochane! Jeśli odwiedzacie mój profil na Instagramie to wczoraj mogłyście zauważyć tajemniczą przesyłkę, której zawartość miałam właśnie dzisiaj Wam pokazać. Jest to paczka od Madzi z bloga Curly-stuff-by-owca. Pozdrawiam Cię cieplutko! 
Owieczka jak nikt inny w 10000% trafia w mój gust i każda paczka od nie j poprawia mi humor na najbliższe parę dni. 

Nie będę Was już zanudzać, tylko pokażę cudeńka, które Madzia mi podarowała. 

Zaczynamy!


Od dłuższego czau byłam niesamowicie ciekawa kremów do rąk firmy Eos. Ciekawa jestem jak się spiszą. Do tego jeszcze najnowsze jajeczka. Mam podstawową wersje Honeysuckle Honeydew i jestem naprawdę zadowolona. Może i nie nawilża w jakiś świetny sposób, ale i te moje usta nie są wymagające.


W tej paletce zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Zawiera dwa błyszczyki, dwa róże do policzków i dziewięć cieni do powiek. Zdjęcie co prawda w pełni nie oddaje kolorów, ale uwierzcie mi na słowo. Są naprawdę piękne. Do tego ma niesamowicie solidne opakowanie. W sam raz dla dziewczyny takiej jak ja, której wszystko wypada z rąk.


Znalazłam jeszcze taką paletkę czterech kolorów. W sam raz na dzienny makijaż. Bardzo się z niej cieszę, ponieważ z racji moich wyjazdów do domu zaoszczędzę sporo miejsca. Nie będę musiała już zabierać swojej palety z ponad dwudziestoma cieniami. Ufff :).



Madzia zatroszczyła się również bym miała zapas tuszy to rzęs. Szczerze mówiąc nie wiem kiedy je zużyję :P.  Wśród nich znalazł się również kultowy...


Cover Girl Lash Blast Volume! :D  Szczerze mówiąc pokładam w nim ogromne nadzieje.


Nawet nie przypuszczałam, że Beauty Blender jest taki malutki. Wiem, że powiększa się po zamoczeniu, ale taki jest przeuroczy! Do tego Madzia dorzuciła mi szczotę Tangle Teezer.


W paczce znalazłam również piękną, matową szminkę w kolorze Cappucino. Zdecydowanie mój odcień.


Dzięki Madzi jestem posiadaczką czytnika Kindle. Pomimo tego, że uwielbiam książki w wersji papierowej to moje torebki  i ramię już nie. Zawsze mam wypchaną po brzegi torbę, a przy tym gdzie praktycznie cały dzień jestem poza domem jest to dość uciążliwe. Kindle jest idealny do tego, bym mniej zaczęła nosić w torbie. Nie oznacza to, że już na zawsze zrezygnowałam z tradycyjnych książek. Co to to nie! :) 

Poza tym Madzia postarała się bym nie zapomniała o książkach, które mają kartki.


Już się nie mogę doczekać ich przeczytania. Teraz co prawda kuleję z czytaniem, ale z pewnością po sesji się to zmieni. 

Do tego na umilenie ponurych, długich, zimowych wieczorów dorzuciła herbatki:


I jak się Wam podoba? 

Powiedzcie mi, jaką recenzję chcecie zobaczyć jako pierwszą. 

Pozdrawiam Was cieplutko! :*

sobota, 6 grudnia 2014

Książkowe podsumowanie miesiąca cz. 7

Witajcie! Dzisiaj post z serii comiesięcznych publikacji. Mam nadzieję, że nie zanudzam Was moim czytelniczym podsumowaniem. Osobiście lubię tego typu wpisy.W tym miesiącu nie popisałam się przeczytanymi książkami, więc będzie bardzo krótko.   Zaczynamy!


Roberto Saviano => "Gomorra. Podróż do imperium komorry"

Mój typ w tym miesiącu. Od paru lat zabierałam się za przeczytanie jej. Niesamowita opowieść o funkcjonowaniu Włoch i mafii tam panującej. Bo tak to można nazwać. Kontroluje tam wszystko: od sklepów, restauracji po osoby zasiadające w rządzie. Poznajemy  włoską korupcję, szantaże. Ciężko jest w to wszystko uwierzyć zwłaszcza, gdy pomyśli się, że przedstawia ona fakty. Autor był w środku mafijnego świata. Jestem zdecydowanie na tak i jestem przekonana, że miłośnicy gangsterskich klimatów i "Ojca Chrzestnego" będą takiego samego zdania co ja.


 Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio, Barry L. Beyerstein  => "50 wielkich mitów psychologii społecznej"

Dla zwykłego laika książka może być bardzo ciekawa. Napisana prostym językiem, łatwa w zrozumieniu. Jest tutaj kilka ciekawych sprostowań, o których Wam nie powiem, bo zepsułabym Wam książkę :P.  Wyjaśnia bardzo dużo współczesnych mitów. Zdecydowanie pogłębia naszą wiedzę. Jednak przyznam, że fragmentami strasznie mnie nudziła.


Will Haygood => "Kamerdyner"

Historia pewnego czarnoskórego mężczyzny, który był kamerdynerem ośmiu kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. W tle rozgrywają się historyczne wydarzenia związane z niewolnictwem, jego upadkiem i różnego rodzaju przemianami społecznymi w ówczesnych Stanach Zjednoczonych. Dla mnie uzupełnieniem tej książki będzie film, który z pewnością zobaczę, ponieważ ta pozycja bardziej przypomina mi artykuł w gazecie niż powieść.

A Wy jakie książki ostatnio przeczytałyście?

Pozdrawiam Was cieplutko :*.

niedziela, 30 listopada 2014

Moja pierwsza współpraca z Born Pretty Store

Witajcie kochane! Dzisiaj przychodzę do Was z typowo chwalipięckim postem, a mianowicie ostatnio napisała do mnie Allison z Born Pretty Store. Pewnie kojarzycie już o co chodzi? Przyznam szczerze, że długo się zastanawiałam nad zgodzeniem się. Jednak po praktycznie samych dobrych opiniach stwierdziłam, że zaryzykuję. Born Pretty Store ma naprawdę ogromy asortyment. Zaczynając na biżuterii i ubraniach a kończąc na różnych dziedzinach produktów do makijażu.

Ja skusiłam się na produkty do makijażu. Wybrałam pierwsze w moim życiu sztuczne rzęsy, paletę 10ciu róży do policzków oraz pędzelek do brwi. Ceny co prawda są w dolarach, ale pomimo tego i tak są niskie. Dodatkowy plus jest taki, że zawsze mamy darmową dostawę bez minimalnej kwoty.

Allice podarowała mi dla Was kupon ze zniżką 10%. Wystarczy przy zamówieniu wpisać kod: WJG10



Pozdrawiam Was serdecznie!

środa, 19 listopada 2014

Noworoczne spotkanie blogerek urodowych- styczeń 2015!

Witajcie Kochane!

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad organizacją spotkania blogerek. Zawsze brakowało mi odwagi, bo przecież nie dam sobie rady z organizacją. Z tego co wiem do odważnych świat należy, więc czemu nie spróbować? Do pomocy namówiłam Ewelinę z bloga Donna La Vita. Zobaczymy co z tego wyjdzie!


Spotkanie odbędzie się 24 stycznia 2015 roku. Planujemy je w jakiejś przytulnej kawiarni w centrum Warszawy. Ze względu na to, by osoby, które przyjadą specjalnie na spotkanie miały lepszy dojazd z Dworca Centralnego. Przewidujemy 10-12 miejsc. Nie będziemy dyskryminować osób z innych miejsc Polski. Więc jeśli jesteś np. z Zakopanego a chcesz przyjechać to czemu nie! Zgłoś się :).

Jeśli chcecie wziąć udział wystarczy, że napiszecie swoje imię i nazwisko oraz adres bloga. Jeśli nie macie ukończonych 18stu lat musicie jeszcze napisać swój wiek.

Możecie się zgłaszać do 22 grudnia 2014 roku. 

Możecie się z nami kontaktować za pomocą poniższych adresów:

blondebangs@wp.pl
blog@donnalavita.pl

Końcową listę osób podam 29 grudnia 2014 roku.Wybrane osoby otrzymają na prywatnego maila więcej szczegółów odnośnie spotkania.

Nie wiem jak Wy, ale ja już się cieszę, że będę miała okazję poznać niektóre z Was!

sobota, 15 listopada 2014

Lakiery na okres jesienno- zimowy

Witajcie! Jak mija Wam sobota? Ja mam dzisiaj typowy, domowy dzień. Całe szczęście.

Nie wiem jak Wy, ale ja należę do tych osób, które wybierają kolor lakieru do paznokci zależnie od pory roku panującej obecnie za oknem. Co prawda przez ostatni rok praktycznie nie malowałam paznokci przez moją przygodę z odżywka Eveline, o której przeczytacie TUTAJ. Całe szczęście powoli wracam do koloru na moich pazurkach i już nie mogę się doczekać, aż je pomaluję kolorami, które Wam zaprezentuję.


ESSIE

Twin Sweater Set => piękna, klasyczna czerwień. Co prawda gości u mnie rzez cały rok, jednak to jesień i zima jest stworzony specjalnie dla niego. Uwielbiam go łączyć ze złotym lakierem (ale to już w święta). 


 Lady Godiva=> kolor prawdziwej, gorzkiej czekolad. Nie ma gęstej ani rzadkiej konsystencji. Jednak trzeba uważać by nie pojawiły się smugi. Dlatego też zawsze nakładam 3 cienkie warstwy.


I tutaj moje najukochańsze trio: 

Recessionista=> jeden z kolorów jesieni moim zdaniem. Piękny, ciemny odcień śliwki. Kremowa, gęsta konsystencja. U mnie wystarczają dwie warstwy.

Bordeaux=> bardzo głęboka czerwień, bordo, która przypomina mi na myśl czerwone wino. Bardzo elegancki kolor. Konsystencja jest taka sama jak w przypadku Lady Godiva.

Skirting The Issue=> bardzo przypomina mi Bordeaux. Również kolor bordo, tylko moim zdaniem jest troszeczkę bardziej fioletowy i żywszy. Konsystencja: taka sama jak w przypadku wszystkich powyższych. Twin Sweater Set.


 I ostatni rodzynek. Wszystkim nam znany.

Rimmel Salon Pro w kolorze Punk Rock=>  piękna przygaszona szarość wpadająca w fiolet, granat. Kremowa konsystencja. To całkowitego pokrycia wystarczą dwie bardzo cienkie warstwy.


Piękne jakie są Wasze idealne lakiery do paznokci na jesień? 

Dajcie mi znać, czy Wam się podobało. Jeśli tak to napiszę jeszcze o moich ulubionych szminkach na jesień.

Pozdrawiam Was cieplutko!

Pa :*

niedziela, 9 listopada 2014

Książkowe podsumowanie miesiąca cz. 6

Witajcie! Podsumowanie czytelnicze to chyba seria postów, które w miarę często pojawiają się na moim blogu. Uwielbiam czytać książki. Są dla mnie idealną odskocznią od codzienności i problemów. Uważam, że z każdej możemy coś wynieść. Nawet jeśli jest to książka błaha, napisana prostym językiem i do przeczytania na raz.



E.L. James => "Ciemniejsza Strona Greya" oraz "Nowe Oblicze Greya"

Co tu dużo pisać? Kolejne dwie części opowieści o Greyu i Annie. Nowe problemy, odzywająca się przeszłość Christiana  i kolejne etapy związku między głównymi bohaterami. Miło się czyta o tym, gdy mężczyzna z ciężkim dzieciństwem staje się bardziej ludzka, radosna i zaczyna cieszyć się życiem u boku ukochanej przez niego kobiety.  Po więcej odsyłam Was do TEGO posta.

Gemma Burgess => "Dziewczyny z Nowego Jorku"

Jedna z tych książek "na raz"/ "na odstresowanie". Paczka młodych przyjaciółek świeżo po studiach- wkraczających w dorosłe życie. Dziewczyny, a raczej młode kobiety zmagają się z problemami pierwszej poważnej pracy. natomiast jedna z dziewczyn, stwarzająca notoryczne problemy i imprezująca co chwile rozkręca własny biznes po odcięciu źródła pieniędzy, jakim są rodzice. Uważam, że w pewnych kwestiach książka jest bardzo niedopracowana, ale jeśli lubicie "Seks w wielkim mieście" to z pewnością Wam się spodoba. 

Brandy Engler i David Rensin => Mężczyzna na kozetce. Czego pragnie, co czuje, czego się boi"

Po tym poradniku spodziewałam się otrzymania sporego zastrzyku wiedzy. Niestety, tak się nie stało. Więcej dowiedziałam się o zyciu prywatnym bohaterów niż o samym problemie. Moim zdaniem autorka jest bardzo nudna i naiwna. bazuje na swoich doświadczeniach i niczym nie zaskakuje. Jedyny plus z tego wszystkiego to to, że laik nie będzie miał problemu z jej odbiorem, ponieważ brak jest psychologicznej terminologi.

Matthew Pearl => "Klub Dantego"

Boston, rok 1865. Uczeni pracują nad tłumaczeniem Dantego, które napotyka się z ogromną dezaprobatą władz kościoła oraz Rady Harvardu. Jednak prace nad tłumaczeniem trwają dalej. W tym samym czasie miastem wstrząsa fala morderstw rodem z  "Boskiej Komedii" Kto jest morderco, skoro mało osób wie o tym dziele? Wciągająca książka z wieloma wątkami. Zdecydowanie na tak!

Ściskam Wam mocno! 

Buziol :*

piątek, 31 października 2014

Czas na zmiany!

Witajcie!  Od dłuższego czasu zastawiam się nad dość poważnymi zmianami na blogu. Wizualnymi tymi dotyczącymi treści publikowanych na blogu. Chciałabym urozmaicić tematykę moich wpisów. No i chyba czas najwyższy, bym zaczęła więcej pojawiać się w sieci. 

Ale zanim to nastąpi chciałabym usłyszeć Wasze opinie.Piszcie czego Wam brakuje, o czym chcecie czytać więcej, a z czego byście zrezygnowały :).


Ściskam Was serdecznie!

Buziol :*



poniedziałek, 27 października 2014

Yves Rocher. Wybawienie dla cery problematycznej?

Witajcie! Pewnie już śpicie? Post miał być na dobranoc, a pewnie dla większości z Was będzie do śniadania. Podczas typowego dnia dla siebie, moje planowanie czasu dalekie jest od ideału, a większość rzeczy robię z 5-cio krotnie wolniejszym tempem.

Z recenzją dzisiejszych kosmetyków czekałam bardzo długo. Do tego stopnia, że recenzuję je dopiero po ich zużyciu.  Chciałam być na 100000% pewna tego, że jestem z nich zadowolona i z pewnością wkrótce ponownie zagoszczą u mnie w kosmetyczce. Zastanawiacie się o czym mowa?

Przedstawiam Wam maseczkę oczyszczającą i żel- krem przeciw niedoskonałościom z serii Sebo Végétal od firmy Yves Rocher. 


Oba te kosmetyki otrzymałam wieki temu podczas wrocławskiego spotkania blogerek i jestem mega wdzięczna, że akurat ten zestaw trafił w moje łapki. Dlaczego? Pewnie większa część z Was, które posiadają cerę normalną w kierunku tłustej szuka dobrego, matującego kremu. Ja właśnie taki znalazłam i akurat z tego powodu naprawdę bardzo się cieszę. I całe szczęście, że nie trafiło do mnie serum zwężające pory. Uuufffffff :).

Skład maseczki oczyszczającej: 


Używałam jej w połączeniu z kremem, więc nie wiem jakby się zachowywała solo. Zacznę od tego, że moja twarz nie ma tradycyjnych pryszczy. Za to ma je pod skórą, które na wierzchu wyglądają jak nierówności. Całe szczęście mnie nie bolą. Maseczkę stosowałam wg zaleceń producenta. Czyt. 2 razy w tygodniu. Trzymałam ją ok 20 minut (producent zaleca 5 min.) Po moim czasie była dość bardzo zaschnięta, ale spokojnie bez problemu zmyłam ją gąbeczkami do demakijażu. Po pierwszym użyciu zauważyłam, że skóra jest niesamowicie gładka i następnego dnia troszeczkę mniej się błyszczy. Wiadomo, po jednym użyciu cudów nie było, ale ja i tak zauważyłam różnicę.

Z każdym następnym razem było lepiej. Moim zdaniem sukces tej maseczki polega na tym, że stosowałam ją razem z żel- kremem. W każdym razie po użyciu maseczki nie odczuwałam ściągnięcia skóry. Co dla mnie jest naprawdę ogromnym plusem, ponieważ często po maseczkach oczyszczających nie dość, że miałam ściągnięta skórą to jeszcze straszliwie przesuszoną. Do tego stopnia, że na mojej twarzy znajdowało się multum szorstkich miejsc. Natomiast po tej maseczce, za każdym razem skóra jedwabiście gładka. Ślady po wcześniejszych niedoskonałościach rozjaśnione, a pory zwężone. Poza tym w połączeniu z żel- kremem tworzą idealny duet. Moja skóra nigdy nie była aż tak długo (ok. 4 godzin) wolna od błyszczenia się. Co u mnie jest nie lada wyczynem.

Skład żelu- kremu:


Zacznę od tego, że dla mnie krem ma lekko ogórkowy, trochę słodki zapach. Nie wiem dlaczego, ale trochę przypomina mi zielone jabłuszko od DKNY. Dla mnie jest to ideał. Moja skóra twarzy bardzo szybko się przetłuszcza i przez co też szybko zaczyna błyszczeć. A dzięki niemu nie dość, że szybko się wchłania (dzięki swojej żelowej, delikatnej konsystencji), skóra mniej się błyszczy, a przez to makijaż dłużej zatrzymuje swoją świeżość. Po nałożeniu na twarz krem ten pozostawia jedwabistą powłokę. Mi ona zupełnie nie przeszkadza.
Kosztuje ok. 40 zł.  Co jest i dużą i średnią kwotą. Jednak jest często w promocji. Mi starczył na ponad 5 miesięcy codziennego stosowania i jakoś wcale go nie żałowałam. Jest to pierwsza sytuacja w moim życiu gdy mogę w 100% zgodzić się ze słowami producenta odnośnie kremu do twarzy. Skóra faktycznie jest zmatowiona, nawilżona (co często u mnie przy matujących kremach strasznie wysuszało mi skórę) oraz wygładzona znaczna część nierówności. Nie zauważyłam by mnie zapchał (pomimo gliceryny w składzie). Wiem też, że za tym stoi również maseczka z tej serii.
Z takich błahostek, które mnie urzekły to  jest szklane opakowanie kremu (słoiczek), gdzie czemu możemy poczuć  odrobinę luksusu w kremie ze średniej półki cenowej. Do tego nie mamy problemu z wydobyciem ostatniej jego cząstki.

Dla mnie te kosmetyki nie mają wad. No może z wyjątkiem maseczki. Ale co to za wada jeśli możemy przeciąć opakowanie i "wydłubać" resztę?  Moim zdaniem żadna. Teraz testują krem Ziaja 25+ matujący i nie jestem przekonana czy jestem zadowolona. Minęło za mało czasu by cokolwiek powiedzieć. Natomiast wiem już, że u mnie zupełnie nie spisała się emulsja matująca z Vichy dlatego też na przetestowanie wyślę ją do mojej koleżanki. Może jej podpasuje :).

Życzyłabym Wam dobrej nocy.  Zapewne już śpicie, więc... życzę Wam miłego poniedziałku!

Do usłyszenia! :**

poniedziałek, 20 października 2014

Książkowe podsumowanie miesiąca cz. 5

Witajcie! Jak zauważyłyście już pewnie mój blog został zupełnie pokryty kurzem i pojawiły się na nim pajęczyny (w sam raz na tegoroczne Halloween). Jakoś nie mogę zebrać swoich 4 liter by zacząć więcej pisać. Może Wy macie jakąś dobrą motywację?

Do rzeczy. We wrześniu jakoś czytanie szło mi bardzo kiepsko. Trzy książki w miesiącu? Zdecydowanie za słaby wynik. Ale za to będzie krótko i na temat. Jak zwykle u mnie.


"Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero" => Magdalena Rittenhouse

Pewnie nie wyróżnię się na tle innych osób, ale od zawsze moim marzeniem jest polecieć do Stanów Zjednoczonych. Najbardziej chciałabym zobaczyć Nowy Jork. Jednak wizja wycieczki po kilku stanach jest bardzo kusząca. Może za ładne parę lat mi się to uda, gdy będę miała już stałą pracę. Zobaczymy :). 

Ale do rzeczy. Jest zdecydowanie moim faworytem spośród przeczytanych we wrześniu pozycji. Na samym początku czytamy o historii NY, o Kolumbie, niewolnikach, o wielkich i niebezpiecznych podróżach Europejczyków do rozwijającego się nowego kraju, w poszukiwaniu lepszego życia. Opisana jest historia budowy charakterystycznych dla NY budynków, parków czy też mostów. tłumaczy skąd się wzięła nazwa ulicy Wall Street czy też wyjaśnia jak funkcjonuje największa biblioteka publiczna.

Moim zdaniem jest ot książka, w której znajdziemy sporo ciekawych i interesujących faktów podanych w naprawdę niepowtarzalny sposób.


"Blogotony" => Inga Iwasiów

Najmniej mi się podobała. Jak w przypadku Alice Munro nie miałam nic przeciwko krótkim historiom. Wręcz je uwielbiałam. Tak tutaj, umieszczonych felietonów Pani Ingi nie mogę przetrawić. Książka nie jest zła, ale widocznie mogę być za głupia by ją zrozumieć. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co o niej napisać. Dla mnie jest to po prostu zbiór recenzji premier kinowych i tyle. Krótko mówiąc: blogowe wpisy przelane na papier.


"Pięćdziesiąt twarzy Greya" => E.L. James

Tak, czytam ją po raz drugi. Dlaczego? Namówiła mnie Owieczka. Pewnie zaraz pojawią się hejterzy, którzy będą mówili "Po co? Przecież to gniot?" Może i gniot. Ja jestem zdania, że każda książka może nas czegoś nauczyć i czytanie jej nie jest stratą czasu. Może i jest tanim romansidłem, ale dla mnie jest idealna na odstresowanie po ciężkim dniu w pracy/ na uczelni.Chyba nie ma osoby, która by o niej nie słyszała. 

W razie czego zapraszam na jeden z pierwszych moich wpisów.


Co ostatnio przeczytałyście i możecie mi polecić? Czekam na Wasze propozycje. 

A tymczasem spadam spać. 

Dobranoc i do następnego! :*

środa, 1 października 2014

Paczka z NYC

Witajcie! Chwalę się na całego, bo moja radość nie zna granic :D. Obiecuję, nie będzie dużo czytania. Same zdjęcia. Dzisiaj przyszła do mnie zza oceanu paczka od Madzi (Owieczki)
 Dziękuję! 

Od Madzi na urodziny otrzymałam kubki. Miałam ogromnego fioła na ich punkcie. Jeden idzie dla mnie, a drugi dla Pana G.


Nikczemnie wykorzystałam Owieczkę i naciągnęłam Pana G. na pędzle RT. Jutro pierwsze testy.


Poprosiłam jeszcze o kultowe już jajeczko EOS i pomadkę ochronną Burt-s Bees. Obie mają obłędny zapach.


Reszta rzeczy to podarunki. Madziu nawet nie wiesz jak trafiłaś :). Nie wiem czego jestem ciekawa najbardziej. Ale chyba będzie to Super Skinny Serum (Paul Mitchell)




Myłam dzisiaj nią twarz. Ciekawa jestem czy zastąpi mi ściereczkę muślinową.


Zestaw szczoteczek to rzęs. Możliwe, że dzięki nimi polubię kilka tuszy, za którymi średnio przepadam. 


I coś do poczytania. W sam raz nada się do poprawienia mojego angielskiego.


Wybaczcie mi jakość zdjęć i to, że zostały zrobione przy pomocy flesza. 

Do następnego. 

Dobranoc Kochani!:*

poniedziałek, 29 września 2014

Za co kocham jesień?

Witajcie! TAGów na moim blogu praktycznie nie ma. Na samym początku blogowania (czyt. prawie dwa lata temu) pojawiły się może 3 takie posty. Mam nadzieję, że takie wpisy przypadną Wam do gustu. Dajcie znać! 

Z racji tego, że obecnie mamy jesień (kto by tego nie zauważył :D), zdecydowałam się na jesienny TAG. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wszystkie pory roku. Moim zdaniem, w każdej z nich można znaleźć coś wyjątkowego. Jednak jesień szczególnie uwielbiam. Jesteście ciekawi za co? 


~ Uwielbiam nosić grube swetry i ogromne chusty. 


~ Za ciemne, stonowane szminki do ust. 


~ Za pyszną Pumpkin Spice Latte i ogólnie dynie. 



~ Książki, które czytam pod ciepłym kocem z kubkiem kawy lub herbaty. 


~ Za wieczory spędzone wśród palących się świec, które tworzą niesamowity nastrój.
 



~ Jeśli do tego wszystkiego dodamy odgłos spadających kropli deszczu  to już w ogóle jest mega!


~No i oczywiście nie byłoby prawdziwej jesień bez przepięknych, kolorowych liści  i wrzosów :).



I jak Wam się podoba? 

Jeśli chcecie zmienić własne mieszkanie na jesień, zobaczcie nową gazetkę Biedronki. Mają przepiękne świeczniki!

http://biedronka.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-biedronka-22-09-2014,8868/3/

Czekam na Wasze TAGi, w których napiszecie za co kochacie jesień.

Do następnego! :*

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...