piątek, 31 października 2014

Czas na zmiany!

Witajcie!  Od dłuższego czasu zastawiam się nad dość poważnymi zmianami na blogu. Wizualnymi tymi dotyczącymi treści publikowanych na blogu. Chciałabym urozmaicić tematykę moich wpisów. No i chyba czas najwyższy, bym zaczęła więcej pojawiać się w sieci. 

Ale zanim to nastąpi chciałabym usłyszeć Wasze opinie. Piszcie czego Wam brakuje, o czym chcecie czytać więcej, a z czego byście zrezygnowały :).


Ściskam Was serdecznie!

Buziol :*



poniedziałek, 27 października 2014

Yves Rocher. Wybawienie dla cery problematycznej?

Witajcie! Pewnie już śpicie? Post miał być na dobranoc, a pewnie dla większości z Was będzie do śniadania. Podczas typowego dnia dla siebie, moje planowanie czasu dalekie jest od ideału, a większość rzeczy robię z 5-cio krotnie wolniejszym tempem.

Z recenzją dzisiejszych kosmetyków czekałam bardzo długo. Do tego stopnia, że recenzuję je dopiero po ich zużyciu.  Chciałam być na 100000% pewna tego, że jestem z nich zadowolona i z pewnością wkrótce ponownie zagoszczą u mnie w kosmetyczce. Zastanawiacie się o czym mowa?

Przedstawiam Wam maseczkę oczyszczającą i żel- krem przeciw niedoskonałościom z serii Sebo Végétal od firmy Yves Rocher. 


Oba te kosmetyki otrzymałam wieki temu podczas wrocławskiego spotkania blogerek i jestem mega wdzięczna, że akurat ten zestaw trafił w moje łapki. Dlaczego? Pewnie większa część z Was, które posiadają cerę normalną w kierunku tłustej szuka dobrego, matującego kremu. Ja właśnie taki znalazłam i akurat z tego powodu naprawdę bardzo się cieszę. I całe szczęście, że nie trafiło do mnie serum zwężające pory. Uuufffffff :).

Skład maseczki oczyszczającej: 


Używałam jej w połączeniu z kremem, więc nie wiem jakby się zachowywała solo. Zacznę od tego, że moja twarz nie ma tradycyjnych pryszczy. Za to ma je pod skórą, które na wierzchu wyglądają jak nierówności. Całe szczęście mnie nie bolą. Maseczkę stosowałam wg zaleceń producenta. Czyt. 2 razy w tygodniu. Trzymałam ją ok 20 minut (producent zaleca 5 min.) Po moim czasie była dość bardzo zaschnięta, ale spokojnie bez problemu zmyłam ją gąbeczkami do demakijażu. Po pierwszym użyciu zauważyłam, że skóra jest niesamowicie gładka i następnego dnia troszeczkę mniej się błyszczy. Wiadomo, po jednym użyciu cudów nie było, ale ja i tak zauważyłam różnicę.

Z każdym następnym razem było lepiej. Moim zdaniem sukces tej maseczki polega na tym, że stosowałam ją razem z żel- kremem. W każdym razie po użyciu maseczki nie odczuwałam ściągnięcia skóry. Co dla mnie jest naprawdę ogromnym plusem, ponieważ często po maseczkach oczyszczających nie dość, że miałam ściągnięta skórą to jeszcze straszliwie przesuszoną. Do tego stopnia, że na mojej twarzy znajdowało się multum szorstkich miejsc. Natomiast po tej maseczce, za każdym razem skóra jedwabiście gładka. Ślady po wcześniejszych niedoskonałościach rozjaśnione, a pory zwężone. Poza tym w połączeniu z żel- kremem tworzą idealny duet. Moja skóra nigdy nie była aż tak długo (ok. 4 godzin) wolna od błyszczenia się. Co u mnie jest nie lada wyczynem.

Skład żelu- kremu:


Zacznę od tego, że dla mnie krem ma lekko ogórkowy, trochę słodki zapach. Nie wiem dlaczego, ale trochę przypomina mi zielone jabłuszko od DKNY. Dla mnie jest to ideał. Moja skóra twarzy bardzo szybko się przetłuszcza i przez co też szybko zaczyna błyszczeć. A dzięki niemu nie dość, że szybko się wchłania (dzięki swojej żelowej, delikatnej konsystencji), skóra mniej się błyszczy, a przez to makijaż dłużej zatrzymuje swoją świeżość. Po nałożeniu na twarz krem ten pozostawia jedwabistą powłokę. Mi ona zupełnie nie przeszkadza.
Kosztuje ok. 40 zł.  Co jest i dużą i średnią kwotą. Jednak jest często w promocji. Mi starczył na ponad 5 miesięcy codziennego stosowania i jakoś wcale go nie żałowałam. Jest to pierwsza sytuacja w moim życiu gdy mogę w 100% zgodzić się ze słowami producenta odnośnie kremu do twarzy. Skóra faktycznie jest zmatowiona, nawilżona (co często u mnie przy matujących kremach strasznie wysuszało mi skórę) oraz wygładzona znaczna część nierówności. Nie zauważyłam by mnie zapchał (pomimo gliceryny w składzie). Wiem też, że za tym stoi również maseczka z tej serii.
Z takich błahostek, które mnie urzekły to  jest szklane opakowanie kremu (słoiczek), gdzie czemu możemy poczuć  odrobinę luksusu w kremie ze średniej półki cenowej. Do tego nie mamy problemu z wydobyciem ostatniej jego cząstki.

Dla mnie te kosmetyki nie mają wad. No może z wyjątkiem maseczki. Ale co to za wada jeśli możemy przeciąć opakowanie i "wydłubać" resztę?  Moim zdaniem żadna. Teraz testują krem Ziaja 25+ matujący i nie jestem przekonana czy jestem zadowolona. Minęło za mało czasu by cokolwiek powiedzieć. Natomiast wiem już, że u mnie zupełnie nie spisała się emulsja matująca z Vichy dlatego też na przetestowanie wyślę ją do mojej koleżanki. Może jej podpasuje :).

Życzyłabym Wam dobrej nocy.  Zapewne już śpicie, więc... życzę Wam miłego poniedziałku!

Do usłyszenia! :**

poniedziałek, 20 października 2014

Książkowe podsumowanie miesiąca cz. 5

Witajcie! Jak zauważyłyście już pewnie mój blog został zupełnie pokryty kurzem i pojawiły się na nim pajęczyny (w sam raz na tegoroczne Halloween). Jakoś nie mogę zebrać swoich 4 liter by zacząć więcej pisać. Może Wy macie jakąś dobrą motywację?

Do rzeczy. We wrześniu jakoś czytanie szło mi bardzo kiepsko. Trzy książki w miesiącu? Zdecydowanie za słaby wynik. Ale za to będzie krótko i na temat. Jak zwykle u mnie.


"Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero" => Magdalena Rittenhouse

Pewnie nie wyróżnię się na tle innych osób, ale od zawsze moim marzeniem jest polecieć do Stanów Zjednoczonych. Najbardziej chciałabym zobaczyć Nowy Jork. Jednak wizja wycieczki po kilku stanach jest bardzo kusząca. Może za ładne parę lat mi się to uda, gdy będę miała już stałą pracę. Zobaczymy :). 

Ale do rzeczy. Jest zdecydowanie moim faworytem spośród przeczytanych we wrześniu pozycji. Na samym początku czytamy o historii NY, o Kolumbie, niewolnikach, o wielkich i niebezpiecznych podróżach Europejczyków do rozwijającego się nowego kraju, w poszukiwaniu lepszego życia. Opisana jest historia budowy charakterystycznych dla NY budynków, parków czy też mostów. tłumaczy skąd się wzięła nazwa ulicy Wall Street czy też wyjaśnia jak funkcjonuje największa biblioteka publiczna.

Moim zdaniem jest ot książka, w której znajdziemy sporo ciekawych i interesujących faktów podanych w naprawdę niepowtarzalny sposób.


"Blogotony" => Inga Iwasiów

Najmniej mi się podobała. Jak w przypadku Alice Munro nie miałam nic przeciwko krótkim historiom. Wręcz je uwielbiałam. Tak tutaj, umieszczonych felietonów Pani Ingi nie mogę przetrawić. Książka nie jest zła, ale widocznie mogę być za głupia by ją zrozumieć. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co o niej napisać. Dla mnie jest to po prostu zbiór recenzji premier kinowych i tyle. Krótko mówiąc: blogowe wpisy przelane na papier.


"Pięćdziesiąt twarzy Greya" => E.L. James

Tak, czytam ją po raz drugi. Dlaczego? Namówiła mnie Owieczka. Pewnie zaraz pojawią się hejterzy, którzy będą mówili "Po co? Przecież to gniot?" Może i gniot. Ja jestem zdania, że każda książka może nas czegoś nauczyć i czytanie jej nie jest stratą czasu. Może i jest tanim romansidłem, ale dla mnie jest idealna na odstresowanie po ciężkim dniu w pracy/ na uczelni.Chyba nie ma osoby, która by o niej nie słyszała. 

W razie czego zapraszam na jeden z pierwszych moich wpisów.


Co ostatnio przeczytałyście i możecie mi polecić? Czekam na Wasze propozycje. 

A tymczasem spadam spać. 

Dobranoc i do następnego! :*

środa, 1 października 2014

Paczka z NYC

Witajcie! Chwalę się na całego, bo moja radość nie zna granic :D. Obiecuję, nie będzie dużo czytania. Same zdjęcia. Dzisiaj przyszła do mnie zza oceanu paczka od Madzi (Owieczki)
 Dziękuję! 

Od Madzi na urodziny otrzymałam kubki. Miałam ogromnego fioła na ich punkcie. Jeden idzie dla mnie, a drugi dla Pana G.

Nikczemnie wykorzystałam Owieczkę i naciągnęłam Pana G. na pędzle RT. Jutro pierwsze testy.

Poprosiłam jeszcze o kultowe już jajeczko EOS i pomadkę ochronną Burt-s Bees. Obie mają obłędny zapach.

Reszta rzeczy to podarunki. Madziu nawet nie wiesz jak trafiłaś :). Nie wiem czego jestem ciekawa najbardziej. Ale chyba będzie to Super Skinny Serum (Paul Mitchell)


Myłam dzisiaj nią twarz. Ciekawa jestem czy zastąpi mi ściereczkę muślinową.

Zestaw szczoteczek to rzęs. Możliwe, że dzięki nimi polubię kilka tuszy, za którymi średnio przepadam. 

I coś do poczytania. W sam raz nada się do poprawienia mojego angielskiego.

Wybaczcie mi jakość zdjęć i to, że zostały zrobione przy pomocy flesza. 

Do następnego. 

Dobranoc Kochani!:*

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...