środa, 29 stycznia 2014

Walentynkowe rozdanie!

Witajcie! Z racji tego, że na moim blogu dawno nie było jakiegokolwiek rozdania, więc nadszedł czas by w końcu jakieś się pojawiło. A że Walentynki są tuż tuż, więc i okazja jest podwójna. Co prawda z roku na rok coraz mniej lubię to "święto", no ale... xD

Przejdźmy do rzeczy:


Do wygrania są: 
  • Garnier Ultra Doux: odżywka do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem z awokado i masłem karite
  • Essie odcień 242 Where's My Chauffeur?
  • ChapStick: truskawkowa pomadka ochronna
  • The Body Shop: żel antybakteryjny o zapachu truskawkowym
  • Ziaja: maska regenerująca z glinką brązową
  • Green Pharmacy: Aloes krem do rąk i paznokci
  • NYC: Nabłyszczający balsam do ust kolor 358

Regulamin:

1. Rozdanie trwa od 29.01 do 14.02
2. Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski.
3. Mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie.
4. Jedna osoba może się zgłosić tylko raz. 
5. Fundatorem powyższych nagród jest właściciel bloga. W tym wypadku ja.
6. Zwycięzcę ogłoszę w przeciągi 3 dni.
7. Na adres, który potrzebny będzie mi do wysłania nagrody czekam do 7 dni na mojego maila: blondebanhs@wp.pl . Jeśli do tego czasu go nie otrzymam wtedy losuję kolejnego zwycięzcę.
8. Jako autor bloga ponoszę koszta wysłania nagrody.
9. Osoby, które polubią mój fanpage lub zaobserwują i po zakończeniu usuną nie będą brane pod uwagę w kolejnych rozdaniach.

Zasady:

Warunki konieczne:
1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Dodać informację o chęci przystąpienia do rozdania.

Warunki dodatkowe: 
3. Dodać banner na swojego blog rolla. 
4. Dodać osobną notkę na temat mojego rozdania.
5. Polubić Fan Page mojego bloga na FB (tabelka po prawej stronie na blogu).

Osoby, kóre nie posiadają bloga: 
1. Polubienie mojego fanpage'a na FB
2. Wyrażenie chęci przystąpienia do konkursu pod postem na fb.  
3. Udostępnienie mojego posta dotyczącego rozdania.

Wzór:
1. Obserwuję jako:
2. Banner: tak  (link)/ nie
3. Notka o rozdaniu: tak (link)/ nie
4. Fan Page na Fb: tak (Imię i dwie pierwsze litery nazwiska)/ nie
Powodzenia! 

wtorek, 28 stycznia 2014

Smakowo- ochronny niewypał

Witam Was cieplutko.  Za oknem śnieg więc pora najwyższa napisać o jakiś pomadkach ochronny. Z tych co prawda nie jestem wybitnie zadowolona, ale... 

Gdy 4 lata temu przeprowadziłam się do Warszawy odkryłam pomadki ochronne Lip Smacker. Są to "smakowe" pomadki o ogromnej wariantach, np. Coca Cola, Sprite, Fanta etc. W tamtym okresie zużyłam chyba z 10 opakowań i zaraziłam nimi kilka koleżanek. Wtedy wszystko było okay. Nie wiem czy byłam mniej wymagająca, czy może teraz przykuwam do szeroko pojętej pielęgnacji większą wagę. Niestety dzisiaj Lip Smackery nie powaliły mnie na kolana. 


Kupiłam je na promocji w Biedronce. Wybór był ograniczony do trzech smaków.  Zdecydowałam się na te poniżej. Plus za jego opakowanie, które gwarantuje nam to, że niepożądane osoby nie wciskały tam swoich paluchów.


W czasie użytkowania papier/ folia lekko się ściera. Nie wiem czy mi trafiło się jakieś uszkodzone opakowanie czy może są one tak słabe, ale często wysuwał mi się sztyft gdy pomadka była zamknięta. Skutkiem czego spora jej część lądowała na nakrętce. Do tego ta o smaku Sprite'a cały czas się kruszyła.


Jeśli chodzi o jej działanie to mogę powiedzieć, że jedynie nabłyszcza usta. Nawilżanie jest znikome. ręcz wszystko idzie w odwrotną stronę. Nakładamy ją zimą na usta, oblizujemy je z racji tego, że mają dobry smak, a nasze wargi pękają przez co nie wyglądają zbyt estetycznie. Fakt faktem ich zapach i smak prawie idealnie przypomina słynne napoje. Ale czy warto ją kupować tylko dla tego zapachu i smaku?

Decyzję pozostawiam Wam. A co Wy sądzicie o nich? Sprawdzają się na Waszych ustach zimą? 

Buźka!

wtorek, 21 stycznia 2014

Odkrycia roku 2013

Witajcie! Czytając Wasze blogi z odkryciami roku 2013 chciałabym się podzielić z Wami moimi. Co prawda w tym roku Ameryki nie odkryłam i są to produkty które większość z Was kojarzy i zna z własnej autopsji. Ale pech chciał, że zawładnęły moim serduchem i w najbliższej przyszłości z nich nie zrezygnuję.

Tak oto wyglądają moje zeszłoroczne odkrycia:


Nie jest tego dużo.


Lakiery Essie. Dwa kupiłam w sklepie Kosmetyki Z Ameryki, natomiast dwa kolejne w na 40% przecenie w Super Pharm. W mojej kolekcji są to lakiery, które najdłużej utrzymują się na paznokciach do tego schną w ekspresowym tempie. Jak dla mnie ideał. Już nie mogę się doczekać, aż wykuruję swoje pazurki i będę mogła je malować.


Pomadka z balsamem firmy NYC. Również kupiona w sklepie Kosmetyki Z Ameryki, za całe 3.49 zł. Solidne opakowanie. Ma przepiękny zapach świeżego jabłka, do tego dobrze nawilża i daje piękny ciemno różowy (trochę fioletowy) kolor. Co prawda ma delikatne złote drobinki, ale nie są one nachalne i zdecydowanie ich nie czuć. Z pewnością podczas następnych zakupów w tym sklepie, do koszyka wpadnie parę sztuk. Btw. Mam nadzieję, że wybaczycie mi umorusane opakowanie...


Mój nr 1 wśród olejów do włosów.  Uwielbiam jego konsystencję, która zwykle stała w kontakcie ze skórą dłoni przechodzi w stan ciekły. Włosy po nim są niesamowicie gładkie, lśniące i miękkie w dotyku. Teraz nie wyobrażam sobie tego, jak mogłam nie olejować włosów. Trzeba tylko pamiętać by olej był nierafinowany.

 
Oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej, który kupiłam zupełnie w ciemno. Jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę. Jeden z lepszych żeli jaki kiedykolwiek działa. Bardzo dobrze oczyszcza, domywa pozostałości makijażu, nie podrażnia i nie ściąga. Do tego jest niesamowicie wydajny. Razem ze ściereczką muślinową działają cuda!


 Krem Bambino odkryłam dzięki Nissiax83. Trzeba przy tym pamiętać by był on z tlenkiem cynku. Używam go na noc. bardzo dobrze radzi sobie z ewentualnymi rankami, podrażnieniami czy małymi krostkami. Kosztuje niewiele, a jest bardzo wydajny. Używam go od ok. 2 miesięcy i jeszcze nawet nie zużyłam połowy. Zdecydowanie polecam!


Masła do ciała z TBS z pewnością znacie. Niestety ja byłam na tyle zacofana, że te oto trzy masełka były moimi pierwszymi. Pierwszy raz spotkałam się z tak "maślaną" konsystencją, którą wręcz uwielbiam! Pachną obłędnie, do tego bardzo dobrze nawilżają. Jedyną ich wadą jest cena. Jak na polskie warunku są zdecydowanie za drogie. 

Ciekawa jestem Waszych opinii.

Buźka!
 

piątek, 17 stycznia 2014

Gupota boli

Witajcie! Tak jak w tytule. Głupota boli. Właściwie to moja głupota mnie boli ;/. Zastanawiacie się o co chodzi? Odkąd pamiętam zawsze miałam słabe, łamliwe i rozdwajające się paznokcie. Jakiś rok temu postanowiłam używać odzywki Eveline 8w1. Pierwszy raz zobaczyłam jak to jest mieć piękne, zadbane paznokcie. Obyło się bez jakichkolwiek efektów ubocznych. Po zużyciu butelki stan paznokci lekko się pogorszył, ale i tak był lepszy niż przed kuracją. 

Jakieś dwa miesiące temu znowu moje pazurki wołały o pomstę do nieba. Szukałam różnych odzywek. Chciałam jakąś w postaci lakieru z tego względu, że nie wyobrażałam sobie niepomalowanych paznokci. I tutaj znowu postanowiłam sięgnąć po odżywkę Eveline- tym razem paznokcie twarde i lśniące jak diament.

Używałam jej tylko jako base coatu. Stosowałam ją nie dłużej niż dwa tygodnie. Po tym czasie zauważyłam, że paznokcie zaczęły sinieć. Od razu odstawiłam odżywkę i zaczęłam malować inną. Już bez formaldehydu. Niestety sinizna nie schodziła, wręcz pogłębiała się. Natomiast druga połowa była zaczerwieniona, zaogniona. Do tego doszedł niewyobrażalny ból jakby ktoś wkładał mi igły pod paznokcie oraz półprzezroczyste białe plamki.


Od razu pobiegłam zapisać się do lekarza. Niestety termin miałam dopiero na styczeń. Więc w ruch poszły różne fora i tam wyczytałam, że dobry jest na tego typu przypadłości olejek z drzewa herbacianego. A w między czasie moja kochana mama zapisała mnie do lekarza w moim rodzinnym mieście. Olejek używałam rano i wieczorem. Z pierwszych efektów jakie zauważyłam było zniknięcie przeokropnego bólu.  Stosowałam go przez tydzień, ponieważ później miałam wizytę u lekarza.


Pani dermatolog przepisała mi tabletki z biotyną (brane raz dziennie) oraz żel do smarowania płytki paznokci rano i wieczorem. Po ok. 12 dniach zaczerwienienie zniknęło, a zasinienie zmniejszyło się.


 Po trzech tygodniach od pierwszej wizyty u lekarza miałam kolejną tym razem u Pani dermatolog w Warszawie.Kazała mi odstawić poprzedni żel i dalej łykać tabletki z biotyną. Do tego dołożyła mi płyn do smarowania płytki paznokcia. Na własną rękę (może niepotrzebnie, nie wiem...) w dzień, jak jestem w domu dodatkowo smaruję je dalej olejkiem z drzewa herbacianego. 

Na chwilę obecną moje paznokcie praktycznie nie są już sine, ale na niektórych pojawiły się białe plamki, a te półprzezroczyste powiększają się (ale nie wszystkie). Pazurki już mnie całe szczęście nie bolą.



Nie wiem co będzie dalej, bo martwią mnie te białe plamki. Ale mam cichą nadzieję, że dzięki kontroli lekarskiej i braniu leków najgorsze mam już za sobą. I apeluję do Was, byście unikały jej jak ognia, bo jej pozorna pomoc tak naprawdę tylko szkodzi i nie przynosi niczego dobrego... 

Moja odżywka wylądowała w koszu na śmieci i jeśli macie ją u siebie to też wyrzućcie, a jeśli zastanówcie się nad tym, by ją kupić- zastanówcie się bardzo dobrze, czy jest ona warta ryzyka. 

wtorek, 14 stycznia 2014

Projekt denko: Grudzień

Witajcie! Czas najwyższy zaprezentować Wam moje grudniowe zużycia. Będzie krótko i na temat :).


1. Ziaja: Maska kojąca z glinką różową=> chyba ich już zachwalać nie muszę. Zapewne każda z Was je zna i jest z nich zadowolona. U mnie nie ma miesiąca, w którym by się nie znalazły.

2. Perfecta SPA: maska- serum i wulkaniczny peeling do stóp=> mam ją już drugi raz. Tania i skuteczna.


3. Be Beauty: odmładzający krem do rąk
i
4. Tołpa: kremowe serum odmładzające do rąk

O tych kremach pisałam w przed ostatnim poście, który możecie przeczytać TUTAJ. Moim faworytem zdecydowanie jest krem z Tołpy. Niestety z biedronkowego kremu nie byłam zbytnio zadowolona i zużyłam go do stóp.


5. Bath & Body Works: żele antybakteryjne

Natomiast o tych żelach pisałam w ostatnim poście.Są zdecydowanie moimi faworytami i okryciami roku 2013. Przeczytacie o nich TUTAJ


6. Palmolive Aroma Therapy: żel pod prysznic
i
7. Be Beauty SPA: żel pod prysznic

Jak wiecie od żeli pod prysznic dużo nie wymagam. Ten z Palmolive moim zdaniem jest idealny na zimę. Natomiast ten z Biedronki jest jednym z lepszych jakie kiedykolwiek miałam okazję użyć. Tani, wydajny i do tego jego zapach... dość długo wyczuwalny po kąpieli. Z pewnością jeszcze kupię oba.
 
8. Tutti Frutti: peeling do ciała=> Numer 1 wśród tanich peelingów. Szkoda tylko, że z tej serii cukrowy (który znajdziecie poniżej) oraz wersja w większej butelce (o ile się nie mylę to są w zapachach kiwi i drugi liczi)nie dają sobie rady tak jak ten.


9. Nivea: krem=> już od kilku lat jest w mojej pielęgnacji. Używam go do demakijażu oczu. Niestety są one tak wrażliwe, że praktycznie nie tolerują płynów micelarnych czy mleczek. A dzięki niemu makijaż nawet wodoodporny "schodzi" idealnie.

10. Tutti Frutti: cukrowy peeling do ciała=>  do tego peelingu mam mieszane uczucia. Wszystko przez to, że pozostawia na ciele dziwny film..

11. Rimmel: Stay Matte=> stały bywalec mojej kosmetyczki. Może z czasem poszukam czegoś lepszego. Ale raczej nie będzie to szybko :P. TUTAJ znajdziecie jego recenzję.

12. Nivea Volume Sensation: lakier do włosów=> jeden z lepszych lakierów do włosów. W denku po raz któryś z kolei.



13. Revlon Colorburst: błyszczyk do ust=> TUTAJ przeczytacie jego recenzję. Byłam z niego niesamowicie zadowolona. Ale ma jedną wadę. Drobinki w nim zawarte są lekko wyczuwalne.

14. Nivea: Vitamin Shake=> pomadka ochronna, która daje lekko różowy kolor na ustach. Opakowanie solidne, cena przystępna i do tego dobrze nawilża. Czego chcieć więcej? :)

Miałyście może coś z tych kosmetyków?  

Ja tymczasem wracam do nauki. Sesja całkowicie mnie pochłonęła i daje się we znaki. Też tak macie, że nawet sufit wydaje się być interesujący gdy musicie się uczyć?


Buźka!

sobota, 11 stycznia 2014

Porównanie żeli antybakteryjnych do rąk

Tym razem witam Was razem z moim nocnym postem. Tym razem przygotowałam małe porównanie żeli antybakteryjnych. Nie wiem jak Wy, ale nie mogę się bez nich obejść. Pewnie zrozumieją mnie osoby, które tak jak ja codziennie są zmuszone do korzystania z komunikacji miejskiej. Siedlisko wszelakich okropnych zarazków. Bleh... Wiadomo... zwykłego mycia rąk nie zastąpią, ale trzeba sobie jakoś radzić w sytuacjach, kiedy mamy dość ograniczony dostęp do bieżącej wody. Dlatego też zawsze w mojej torebce można było znaleźć chusteczki odświeżające. Jakiś czas temu postanowiłam zmienić je na żele antybakteryjne. Wiedziałam, że na pierwszy ognień pójdą te z The Body Shop i Bath & Body Works. Wiadomo: bajer polega na ich zapachu xD. 


Na dobry początek wybrałam z TBS zapach mandarynki i truskawki. Natomiast z B&BW kupiłam wszystkie dyniowe zapachy (Pumpkin Caramel Latte, I Love Pumpkin, Creamy Pumpkin, Pumpkin Cupcake, Sweet Cinnamon Pumpkin, Aspen Autumn Day oraz Twilight Woods)

Te z TBS są w cenie 10 zł za 60 ml, a z B&BW 7.99 za 29 ml.


Jeśli chodzi o techniczne sprawy typu opakowanie, otwarcie są wręcz identyczne. Różnią się jedynie pojemnością i ceną. 

Ich działanie również jest podobne. W obu przypadkach nie zauważyłam wysuszenia rąk. Oba przyjemnie odświeżają i oczyszczają dłonie. Ten z TBS ma gęstszą konsystencję (przypominającą kisiel), natomiast B&BT są bardziej wodniste. Jednak moje serce skrady żele z Bath & Body Works. Dlaczego? Ja na początku napisałam wszystko sprowadza się do zapachu. Utrzymuje się on bardzo długo. Momentami czułam go już po umyciu wodą z mydłem. Do tego ma u mnie ogromny plus za to, że woń alkoholu wyczuwalna jest tylko na samym początku, w trakcie nakładania go na dłonie. Niestety w przypadku tego z Body Shop'u alkohol czułam przez dłuższy moment i był on dość męczący. 

W Bath & Body Works często możemy spotkać te żele w promocji 4 +2 gratis, więc moim zdaniem można przymknąć oko na ich wyższą cenę. 

A jakie są Wasze ulubione żele antybakteryjne? Może nie lubicie ich stosować i preferujecie chusteczki odświeżające? Czekam na Wasze opinie :).


niedziela, 5 stycznia 2014

Kremowe porównanie

Witajcie! Wracam do Was po dość długiej jak na mnie przerwie świąteczno- noworocznej. Porządnie naładowałam akumulatory, ponieważ najbliższe dwa miesiące będą dla mnie naprawdę bardzo ciężkie. Ale mam nadzieję, że spokojnie sobie poradzę. Jak tam u Was po Sylwestrze? Wiem... wiem, że już jest 5.01 :P. Ja ze swojego jestem bardzo zadowolona. Spędziłam go praktycznie z tymi samymi osobami co rok temu. Dla mnie znaczy to naprawdę dużo :).

Co prawda zima w tym roku bardziej przypomina jesień, ale nawet wtedy skóra naszych dłoni potrzebuje nawilżenia. Nie wiem jak jest u Was, ale w moim przypadku ani rusz bez jakiegokolwiek kremu do rąk. Gdy za oknem temperatura zaczyna spadać, w mgnieniu oka na moich dłoniach pojawiają się czerwone przebarwienia, na których pęka mi skóra i pojawiają się drobne rany. Niesamowicie boli, nawet podczas kontaktu ze zwykłą wodą. Dlatego też dzisiaj przygotowałam dla Was post dotyczący kremów do rąk. 

Zaczynamy! 


Przedstawię Wam trzy kremy, które z łatwością znajdziecie w naszych rodzimych sklepach. Pierwszy to krem BeBeauty, drugi Dove oraz trzeci firmy Tołpa.

Zacznę od tego, który u mnie sprawdził się w najmniejszym stopniu. Szczerze mówiąc to spodziewałam się po nim wiele więcej. Niestety u mnie okazał się bublem, którego wykończyłam wmasowując w moje stopy. 
Mowa jest o odmładzającym kemie BeBeauty, który kupiłam w Biedronce. 


Polowałam na osławione w blogosferze kremy do rąk produkowane przez Tołpę. Niestety nie było ani jednego. Z racji tego, że nie mogłam wyjść z pustymi rękoma zdecydowałam się na ten. Niestety nie spisał się najlepiej. 

Kilka słów o nim: 
 

Skład: 
 

Od każdego kremu do rąk oczekuję szybkiego wchłaniania i tego, by nie pozostawiał tłustego filmu. Akurat w tych kwestiach krem ten wypada bardzo słabo. Po rzadkiej konsystencji spodziewałam się czegoś innego. Dlatego też musiałam zapomnieć o stosowaniu go w ciągu dnia poza mieszkaniem. Skóra moich dłoni pomimo szybkiego pękania nie należy do suchych. Więc nie potrzebuje bardzo dużego nawilżania. Wyjątkiem są właśnie miejsca, w których mi pękła. Całe szczęście, że ten kosmetyk dobrze sobie radzi właśnie z tymi rankami. Sprawia, że się nie powiększają, a ból zdecydowanie się zmniejsza. Donie są gładsze, ale efekt ten znika po umyciu dłoni. Niestety nie zauważyłam ani krzty ujędrnienia. Zapach przypomina mi krem bambino. Bardzo delikatny. Daję mu plus za opakowanie, które jest miękkie i giętkie. W sytuacji gdy nie możemy już go wycisnąć z łatwością je przetniemy. Niestety 125 ml kosmetyku nie gwarantuje nam jego wydajności.

 Kolejnym kremem jest Dove Purely Pampering Deep Care Complex z masłem Shea i wanilią. 

Krem do rąk otuli Twoje dłonie bogatym, odżywczym kremem z masłem shea i ciepłą nutą wanilii.


Skład: 


I tutaj miałam dylemat między wyborem kremu, który moim zdaniem jest najlepszy. Wahałam się między nim, a kremem z Tołpy. Opakowanie jest wręcz identyczne do kremy BeBeauty. Miękkie, łatwe do przecięcia. Z taką różnicą, że mieści 75 ml, a nie 125 ml. O dziwo jest też bardziej wydajny. Z tych trzech krem Dove ma najlepszy zapach. Ubóstwiam zapach wanilii!Pozostawia lekki tłusty film, który pomimo tego faktu nie przeszkadza mi. A co za tym idzie spokojnie mogę używać go o każdej porze dnia i nocy. Jestem w 100% zadowolona ze stopnia nawilżenia, dzięki czemu pęknięcia szybko się goją. Ma bardziej zbitą i gęstszą konsystencje niż krem z Biedronki. Dlatego polecam go na okres jesienno- zimowy pomimo szybkiej wchłanialności. 

Na koniec mój numer jeden spośród tych trzech. A mianowicie jest to kremowe serum odmładzające do rąk.


Spowolnij proces starzenia skóry dłoni. Ciesz się gładką, nawilżoną i zregenerowaną skórą rąk. Dzięki nasyceniu naturalnych ekstraktów roślinnych Twoja skóra staje się miękka i wyraźnie odmłodzona, a paznokcie zadbane.

Składniki roślinne:
torf Tołpa, ekstrakt roślinny z bawełny i kwiatów koniczyny, masło shea, d- pantenol, alantoina, keratyna.

Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Cyclomethicone, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-3-Methylglucose Distearate, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Dimeticone, Ceteareth-25, Trifolium Pratense L, Lecithin, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, Keratin Amino Acids, Panthenol, Allantoin, Peat Extract, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Carbomer, Sodium Hydroxide, Methlparaben, Propylparaben, Diazolidinyl Urea.

Jest on moim zdecydowanym faworytem! Zapach jest kwiatowy, a przy tym niesamowicie lekki i świeży. Ma lekką, zbitą konsystencję, która sprawia, że wchłania się w mgnieniu oka. Smarowanie nim dłoni to czysta przyjemność! Będzie też idealny na okres wiosenno- letni. Pozostawia lekki film. Ale nie jest on tłusty i nie przeszkadza w codziennych czynnościach. Dłonie po tyk kremie są niesamowicie gładkie... jedwabiście gładkie. Opakowanie jest bardzo podobne do pozostałych. Z tą różnicą, że jest troszeczkę grubsze i przezroczyste. Możemy zobaczyć ile produktu nam pozostało, a na koniec, gdy nie możemy już niczego wycisnąć przecięcie go nie stanowi jakiegokolwiek problemu. Mieści w sobie 75 ml, które wystarcza nam na naprawdę długi czas. 

Powiedzcie mi jaki jest Wasz kremowy ulubieniec? A może miałyście te, o których napisałam? Czekam na Wasze opinie! 

Buźka! 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...