niedziela, 4 października 2015

Lawendowy krem Andalou

Witajcie! Jak minęła Wam pierwsza sobota października? U mnie była dość aktywna. W końcu odwiedziłam Muzeum Historii Żydów Polskich (jeśli będziecie w Warszawie lub w niej mieszkanie, naprawdę warto jest odwiedzić to muzeum. Tylko zarezerwujcie sobie min. 4 godziny.), następnie zrobiłam małe porządki w szafach. Czas najwyższy zmienić swoja letnią garderobę na jesienną. Dzisiaj natomiast planuję trochę się poruszać i na koniec dnia - by przygotować się na przyszły tydzień (czeka mnie służbowy wyjazd do Krakowa) pójść do kina. Aczkolwiek zanim to nastąpi napiszę dla Was kilka słów o jednym z najlepszych kremów, jakie kiedykolwiek dane mi było używać. 


Jak możecie zobaczyć na zdjęciu post będzie dotyczył lawendowego kremu do rąk Andalou. Pamiętam czasy jak nienawidziłam (tak - nie byłam w stanie znieść) zapachu lawendy. Lata minęły, a ja zakochałam się w nim. Cieszyłam się jak dziecko, gdy zobaczyłam, że Madzia z bloga Curlyowca przysłała mi to cudo. Opowiadała mi dużo dobrego o tym kremie i nie mogłam się doczekać testów na moich dłoniach.

Przyznam, że dość sceptycznie podeszłam do tego kremu. Był to czas, gdy dopiero rozpoczynałam swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami i nie byłam do nich zbytnio przekonana. Całe szczęście się to zmieniło!


Zachwyciłam się nim od samego początku. Nie ma co ukrywać, że w ciągu pierwszych użyć była to zasługa samego zapachu, ponieważ dopiero później zauważyłam jego działanie. Krem niesamowicie nawilża. Co ciekawe jest treściwy, ale też szybko wysycha i nie zostawia tłustego filmu, więc spokojnie można go używać na co dzień, Często spotykam się z tym, że krem, który ma bardzo gęstą konsystencję nadaje się tylko na samą noc. Całe szczęście z tym tak nie jest. Dłonie po nim są niesamowicie gładkie, a z kolei gdy nałożycie go na noc, to w miły sposób utula was do snu. Ciekawe jest również to, iż po umyciu dłonie dalej są aksamitnie miękkie. Nie mamy efektu ściągnięcia.


Owa konsystencja sprawia, że jest niesamowicie wydajny. Mi wystarczył na trochę ponad 3 miesiące prawie 4 miesiące  (tylko weźcie też pod uwagę, to że w torebce i pracy mam oddzielne kremy). Fajne w nim jest również opakowanie, w którym nakrętka  nie jest zakręcana - co sporo ułatwia w jego zamykaniu oraz elastyczna druga część - która pomaga wydobyć produkt na tyle, że po przecięciu opakowania możemy użyć krem jeszcze raz / ewentualnie dwa. .


Sam krem możecie kupić na stronie iHerb. Moim zdaniem jest naprawdę warty uwagi. Zapach i co najważniejsze naturalny skład - to jest to!

Jestem ciekawa Waszych opinii na temat naturalnych kosmetyków. 

Pozdrawiam Was cieplutko! :*

6 komentarzy:

  1. Ja moj kupiłam zanim wysłałam Tobie i jeszcze mam 1/3 butelki albo troche więcej hehe :P ale to dlatego, ze uzywam tez wielu innych kremów i balsamów do rak. Zużyłam wszystko po trochu :) ale ten krem juz niedługo zawita w mojej torebce na stałe, bo chłodne dni sa bliżej niż dalej.
    Cieszę sie, ze Cie miło zaskoczył :)
    Ja go uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham zapach lawendy, ten krem byłby dla mnie idealny :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...