czwartek, 29 stycznia 2015

Ostatnie zakupy

Witajcie! Od dłuższego czasu staram się zużywać swoje zapasy. Przyznam szczerze, że nawet dobrze mi to idzie. Jednak przy okazji tego, że moja koleżanka robiła zamówienie w sklepie kosmetykizameryki.pl postanowiłam się na coś skusić.

Kupiłam:


Postanowiłam sobie, że w roku 2015 skupię się głównie na moich włosach. Mam już jedną masę, właśnie tę klasyczną. Jestem zadowolona, ale jest u mnie średnio wydajna. Dlatego uzupełniła zapasy. Poza tym były w promocji. Więc wiecie.. :P


Wieki nie używałam zalotki i zachciało mi się do niej wrócić z racji tego, że moje rzęsy dalekie są od ideału. Na sam początek wybrałam tańszą wersję. Zainwestuję w coś droższego jeśli na stałe wejdzie do mojej kosmetyczki.


Miałam już wersję z witaminą A i E, o której pisałam TUTAJ. Niestety, ta wersja po pierwszym użyciu zdecydowanie mi nie przypadła do gustu. Dam mu kolejną szansę, zobaczymy co z tego wyjdzie.


Zwykły krem Bambino z tlenkiem cynku zawsze ratuje moją skórę w kryzysowych sytuacjach. Pisałam o niem w TYM poście. Moja cera woła o pomstę do nieba, więc mnie uratuje. Dodam do niego olej tamanu, zobaczymy jak będzie wtedy działać. 


W nadziei, że niedługo będę mogła znowu malować paznokcie skusiłam się na kolejnego Essie'aka.

środa, 28 stycznia 2015

Mój mały, wielki sukces

Witajcie! Ostatnio sesja pochłonęła mnie całkowicie dlatego praktycznie nie ma mnie na blogu. Do tego od przyszłego tygodnia zaczynam nową pracę i jestem bardzo podekscytowana! Trzymajcie za mnie kciuki by wszystko poszło tak jak to sobie zaplanowałam. Jakiś czas temu, a dokładnie przed świętami Bożego Narodzenia udzieliłam małego wywiadu dla portalu Life4Style. Dla mnie samej jest to ogromny sukces! Mój pierwszy w życiu wywiad, który dodatkowo ukazał się na jednym z portali internetowych. 

Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

TUTAJ
Klikając na obrazek, zostaniecie przekierowani na wywiadu :).
Pozdrawiam Was cieplutko!
Dobranoc :*.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Odkrycia roku 2014

Witajcie! Jak minął Wam pierwszy dzień nowego tygodnia? U mnie od samego początku jest dość intensywnie. Oby wszystko szło po mojej myśli tak jak idzie teraz. Z tego co zauważyłam już chyba wszystkie dziewczyny zaprezentowały swoje odkrycia poprzedniego roku. Uwielbiam tego typu posty. 

Od dłuższego czasu dążę do tego by mieć kilka sprawdzonych kosmetyków. Wiadomo, jako kobieta uwielbiam testować wszelkie nowości, jednak to testowanie niestety różnie odpija się na naszej skórze. Zobaczę co z tego wyjdzie :).

Na samym początku zacznę od kolorówki. Jak wiecie jestem totalnie zielona jeśli chodzi o sprawy makijażu, dlatego zazwyczaj nie zobaczycie u mnie np. cieni do powiek. Za to w tym roku stałam się maniaczką wszelakich szminek do ust. Odkryłam kilka, które z pewnością zagoszczą w mojej kosmetyczne w tym roku.


Szminek MACa wydaje mi się, że nie trzeba przedstawiać. Od dłuższego czasu o nich marzyłam, niestety cena zawsze skutecznie mnie odstraszała. Ody na urodziny otrzymałam voucher do tego sklepu postanowiłam wybrać właśnie te. Skusiłam się na kolor Plumful i Patisserie. Jakie są moje odczucia? W życu nie miałam szminek, które tak długo utrzymują się na ustach, nawilżają je, równomiernie się ścierają i do tego ta pięknie pachną. Wiem, ze cena jest z kosmosu, ale planuję kupić sobie jeszcze jedną.


Na te matowe szminki skusiłam się zupełnym przypadkiem podczas ostatniej Rossmannowej promocji. Piękne matowe odcienie, które są niezwykle trwałe. Co prawda lekko wysuszają usta, ale można się było tego spodziewać. Jedynym mankamen tej jest ograniczona gama kolorystyczna, bo z tego co się orientuję jest chyba 5 odcieni. Ale nie ma co narzekać, za cenę ok. 8 zł są naprawdę fajne.


Od jakiegoś czasu rozglądam się za dobrym pędzelkiem do eyelinera. Niestety nie mogę się zdecydować na jakiś konkretny. Dlatego też doszłam do wniosku, że szybciej będzie kupić eyeliner z aplikatorem. Pamiętam jak oglądałam Olesskę i polecała właśnie ten z Wibo. I wiecie co? Dobrze, że zaryzykowałam. Eyeliner szybko wysycha na powiece, nie rozmasuje, ani nie obsypuje się i do tego ma głęboką czerń. A aplikator, którego się tak obawiałam okazał się bardzo poręczny. Cena też jest miła dla oka. Kosztuje ok 9 zł, więc szkoda go nie kupić.

Postanowiłam, że rok 2014 będzie rokiem mojej wzmożonej pielęgnacji włosów. Postanowiłam wrócić do naturalnego koloru włosów, zaczęłam stosować różne suplementy diety, piję napar z pokrzywy etc. W związku z tym, że praktycznie codziennie prostuję moje kudełki należałoby w końcu zacząć również je zabezpieczać jakimiś produktami ochronnymi.


Zupełnym przypadkiem natrafiłam na mgiełkę ochronną firmy Marion. Kosztuje ok 10 zł, a jest naprawdę świetna. Nie dość, że chroni moje włosy, to nie obciąża ich, a do tego mam wrażenie, że nadaje im troszeczkę więcej objętości. Na dniach pojawi się jej recenzja, ale naprawdę jest warta uwagi. Kolejnym odkryciem jest wygładzające serum do włosów od Paula Mitchella. Jest to prezent od Madzi. Serum genialne wygładza niesforne kosmyki i również nie obciąża włosów, a do tego pachnie pięknym, dojrzałym i zielonym jabłkiem.


Gumki do włosów Invisibobble są strzałek w 10 przy moich cienkich i delikatnych włosach. Zwykłe gumki sieją spustoszenie i wyrywają "połowę" włosów. Tutaj coś takiego nie ma miejsca. Do tego fajnie utrzymują włosy w ryzach. Teraz została mi ostatnia sztuka, ale podejrzewam, że dopiero za jakieś dwa miesiące sięgnę po drugie opakowanie, tak są wytrzymałe.


W tym roku również uległam magi jajeczka EOS. Przyznam szczerze, że nie należę do osób, które mają  jakieś większe problemy z ustami. Dlatego też jajeczko spisuje się świetnie. Nie zauważyłam też by wysuszał mi usta. Jednak u osób z większymi problemami raczej by sobie nie poradził. Następną w kolejce jet pomadka ochronna Burt's Bees. Mam wersję najbardziej klasyczną. Przyznam szczerze, że  nigdy nie spotkałam się z tym, by miód był tak nieziemsko wyczuwalny. Jest bardziej treściwa od jajeczka EOS, więc podejrzewam, ze trafi do większego grona dziewczyn.


Dalej walczę o dobre paznokcie, więc w odkryciach roku nie znajdziecie jakichkolwiek lakierów. Jednak pilniczków używa każdy. Ten kupiłam jakoś w kwietniu poprzedniego roku. Do tej pory ma taką samą ostrość jaką miał przy zakupie. Zdecydowanie na tak!


Ze swoimi skórkami walczę z tym oto żelem.To od niego zaczęłam swoją przygodę z preparatami do skórek (wcześniej je wycinałam). Jednak nie będę szukać dalej. Znalazłam swój ideał. Więcej przeczytacie o nim TUTAJ.


Od dłuższego czasu nie wyobrażam sobie mojej codziennej porannej pielęgnacji bez emulsji Alterry. Świetnie sobie radzi z pozostałościami po tym co nałożyłam sobie poprzedniego wieczora. Na dniach pewnie pojawi się recenzja. Kolejnym hitem jest pasta z serii Liście Manuka z firmy Ziaja, która wstrząsnęła blogosferą. Używam jej dwa razy w tygodniu i na mojej twarzy z pewnością niedoskonałości pojawiają się o wiele wolniej, a buzia jest przyjemnie gładka.


Jak już niejednokrotnie wspominałam mam ogromny problem ze skórą moich nóg. A dzięki tym produktom udało mi się ją w jakimś stopniu ujarzmić. Obu tych kosmetyków używam zawsze po depilacji. Mleczko z mocznikiem jest moim pierwszym opakowaniem, ale powoli mi się kończy i od razu pobiegnę po następne. Idealny zamiennik dla emulsji firmy Emolium. Natomiast jeśli chodzi o olejek to jest to moje trzecie opakowanie. Genialne produkty za niewielką cenę.


Maść z witaminą A chyba zna każda z nas. Kosztuje ok. 3 zł, a potrafi zdziałać cuda. Ja stosuję ją na różne obtarcia  czy przesuszenia skóry. Czasami nawet nakładam ją na całą twarz ewentualnie mieszam z olejem tamanu. Zapychania nie zauważyłam żadnego. 


Z kolei o oleju tamanu usłyszałam u Agnieszki z bloga Nissiax83. Długo zwlekałam by go kupić, ale w końcu zaryzykowałam.W moim przypadku naprawę fajnie radzi sobie z moimi niedoskonałościami. Jedynie co mnie w nim denerwuje to to, że pod wpływem zimna zmienia konsystencję na żelową, więc mam problem z jego wydobyciem. Jednak wybaczam mu ze względu na działanie.

A jakie są Wasze odkrycia roku 2014? Czy miałyście coś może z moich ulubieńców? 

Pozdrawiam Was cieplutko. Do usłyszenia! :*

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Małe porównanie z Bath & Body Works

Witajcie! Sezon wyprzedaży w pełni, dlatego też dzisiaj przychodzę do Was z małym porównaniem produktów do ciała z firmy Bath & Body Works. W B&BW osobiście robię zakupy tylko wtedy właśnie gdy są one w promocji. W regularnych cenach są zdecydowanie dla mnie za drogie. Swoje mleczka i balsam do ciała kupiłam dzięki Madzi, którą bardzo cieplutko pozdrawiam :*. Swoja drogą były też na przecenie. Jeśli dobrze pamiętam to mleczka  były za 2.75$ (regularna cena
 to 10$), natomiast balsam kosztował mnie 6$ ale nie jestem do końca pewna (regularna cena to 11.50$)

Recenzuję zapach White Mango Chill, Brown Sugar and Fig i Aruba Coconut. W zapasie mam jeszcze z mleczek zapachy: Malibu Heat, Dark Kiss, Coconut Water Chill i Sea Island Cotton. 


Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie lubię słodkie zapachy i te również takie są. Na samym początku zaprezentuję Wam składy w takiej samej kolejności jak na pierwszym zdjęciu.


White Mango Chill (236 ml)


Brown Sugar and Fig (226 g)

Aruba Coconut (236 ml)

White Mango Chill=> do tego zapachu mam największy sentyment. Był w tamtym roku ze mną całe wakacje i zawsze jak się nim smaruję to wracam myślami właśnie do tego wyjazdu. Bardzo owocowy zapach. Chyba najbardziej z całej tej trójcy. Wyczuwam w nim jeszcze truskawkę oraz kiwi. Dzięki czemu nie jest mdły.

Brown Sugar and Fig=> w przeciwieństwie do dwóch pozostały ten jest typowo jesiennym zapachem. Dla mnie połączenie figi z mleczkiem kokosowym i brązowym cukrem jest idealnym zestawem na umilenie mi długich, jesiennych wieczorów.

Aruba Coconut=> zapach rodem z ciepłych, egzotycznych krajów. Połączenie kremowego kokosa, liczi oraz białego piżma. Moim zdaniem miłośniczkom kokosowych zapachów z pewnością przypadnie do gustu. Mi bardzo przypomina kokosowego i kremowego shake'a.

Oba mleczka do ciała (White Mango Chill i Aruba Coconut) zawierają masło Shea, Olej Jojoba oraz Witaminę E. Bardzo szybko wchłaniają się w skórę i całe szczęście nie pozostają tłustego filmu. Z tego co zauważyłam dłużej wyczuwalny na skórze jest zapach Aruba Coconut. Zdecydowanie są to kosmetyka na upalne dni. Co prawda ja stosuję je również jesienią i zimą, ale moja skóra nie jest sucha i większego problemu z nawilżeniem nie mam. Mają dość rzadką konsystencję, więc miłośniczki maseł mogą być trochę niepocieszone (ja do nich należę, jednak zapach rekompensuje mi wszystko)


Wielki plus również za dozownik. Nie trzeba niczego odkręcać/ zakręcać. Nie ma niczego gorszego niż ręce w mleczku zakręcające butelkę. Wiecie o czym mówię? 

A co z Brown Sugar and Fig?  Tutaj nawilżenie jest zdecydowanie mocniejsze niż w przypadku mleczek. Również konsystencja jest bardziej zbliżona do masła do ciała. Gęsta i zbita. Przez co troszeczkę trudniej rozprowadza się po ciele, jednak nie myślcie, ze są z nim straszne problemy. Oj nie! Wchłania się również szybko i również nie pozostawia tłustego filmu. Gorzej wychodzi w porównaniu jeśli chodzi o zamknięcia, ponieważ ma zwykłe, standardowe typu "klik".

Wiem, że te kosmetyki nie mają dobrych składów. Ale tak jak podkreśliłam, dla mnie bardzo istotne są walory zapachowe. U mnie najlepiej sprawdził się balsam o zapachu cukru i figi ze względu na jego konsystencję. Co nie oznacza, że z pozostałych nie byłam zadowolona. Również mi się bardzo spodobały. Z pewnością jak tylko zużyję swoje zapasy to zakupię jakiś na promocji. 

Miałyście może balsamy Bath & Body Works? Jak się u Was sprawdziły? I co istotne jakie zapachy miałyście? Czekam na Wasze odpowiedzi a tymczasem...
 Pozdrawiam Was cieplutko! :*

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...