poniedziałek, 30 marca 2015

Sportowo - blogowe zapytanie

Witajcie! Od dwóch miesięcy zastanawiałam się nad sportem, jaki chciałabym uprawiać. W firmie, w której pracuję (jak w większości ) jest oferowana karta sportowa (zazwyczaj do siłowni, chociaż wlicza się do niej również basem, sauna etc.). Niestety niezbyt to do mnie przemawia. Dlaczego? Powód jest prosty. Za dużo czasu spędzam w zamkniętych pomieszczeniach typu biuro, mieszkanie. Dlatego też wolałam by to było bardziej na świeżym powietrzu.

Postawiłam na bieganie. Dlaczego? Zdecydowanie pierwszym plusem jest to, że nie ogranicza nas powierzchnia. Za każdym razem możemy zmieniać drogę, którą będziemy biec. Do tego tak naprawdę nie trzeba przeznaczyć na to bardzo dużych funduszy. Wiem, ze nie jest to typowa cecha biegania (ma ją każda dziedzina sportu), ale w idealny sposób pozwalana odstresowanie się, a to w obecnie w mojej sytuacji jest mi niezbędne, pomijając już kwestie zdrowotne i wagowe, z którymi też się liczę.

Przyznam szczerze trochę się obawiam o mój kręgosłup, bo ostatnio mam z nim sporo problemów, ale liczę po cichu na to, że jak zacznę stopniowo biec to nic nie powinno się mu stać.

Dzisiaj specjalnie pojechałam po część rzeczy potrzebnych mi właśnie do biegu. Tak na dobry początek. Kupiłam:


Dobre buty to podstawa. Niestety nie pamiętam jaki to jest model.. Jestem zdania, że buty do biegania nie muszą wyglądać najmodniej na świecie. Mają spełniać swoje funkcje podczas biegu i to jest najważniejsze. Swoje kupiłam w outlecie Reeboka i zapłaciłam za nie 149 zł. W wyborze pomógł mi Pan Sprzedawca, który okazał się  trenerem personalnym. Z tego co mi powiedział, moje buty nadają się i do biegania po chodniku, asfalcie, jak również po lesie. Mi to w zupełności wystarczy. Dzisiaj już były testowane i są naprawdę wygodne.


Wiem, że bawełniane bluzki nie są dobre z racji tego, że nie odciągają potu, ale uważam, że na początek mogą być. Przynajmniej na tych krótkich dystansach. Poza tym zawsze mogę je użyć podczas ćwiczeń w domu.


Po wizycie w outlecie przeszłam się jeszcze do Decathlon' u. Trochę jestem na siebie zła, bo nie wiedziałam, że znajdę tam właśnie takie bluzki do biegania, które były raptem droższe o 5 zł. Gdyby wiedziała to bym się skusiła na większą ilość właśnie tych. Człowiek uczy się ba błędach i następnym razem będę wiedziała gdzie pójść. Dokupiłam jeszcze sportowy stanik.

Niestety właśnie o tej porze zobaczyłam, że nie mam zdjęć jeszcze dwóch rzeczy,więc wybaczcie mi. Posiłkuję się zdjęciami ze strony internetowej.

decathlon.pl

Skusiłam się na takie skarpety. Nie wiem czy jest to jakiś chwyt marketingowy czy nie..

http://www.decathlon.pl/media/831/8312342/big_028eab7880eb4dc390662d304ed50dad.jpg
decathlon.pl

I na koniec takie legginsy. Dzisiaj już w nich biegałam i powiem, że są bardzo wygodne.

Swoją przygodę z bieganiem zaczynam od metody 1 minuta biegu + 1 minuta marszu powtarzane i stopniowo zwiększane. Przyznam szczerze, że jestem laikiem w tej dziedzinie. Planuję biegać na samym początku 3 razy w tygodniu. Do tego chcę dorzucić ćwiczenia z Ewą Chodakowską w mieszkaniu i w jakiś dzień weekendu jazdę na rowerze.

Jeśli wiecie coś więcej na temat biegania to czekam na Wasze sugestie i rady.  Będę naprawdę wdzięczna. A tymczasem kładę się spać. Czeka mnie naprawdę ciężki tydzień.

Dobranoc :*.

niedziela, 29 marca 2015

Termoochronna mgiełka do włosów Marion

Witajcie! Jak mijają Wam pierwsze dni wiosny? U mnie standardowo bardzo pracowicie. Dlatego też mało jest mnie na blogu. Chcę być w stosunku do Was w porządku i nie pisać takich postów "na odwal". Ostatnio nawet zastanawiałam się nad tym czy nie zrezygnować z prowadzenia bloga, przynajmniej na jakiś czas. Unikam tego jak ognia, bo nie wyobrażam sobie zaprzestanie bycia na blogosferze. Poza tym jest to idealny sposób na odstresowanie się. Powiedzcie Mi co byście wolały. Mniejszą ilość postów czy kilkumiesięczną przerwę.

Ostatnio w odkryciach roku pisałam o mgiełce chroniącej włosy przed działaniem wysokiej temperatury firmy Marion. Przyznam szczerze, że wcześniej nie używałam tego typu produktów, a na ten sama trafiłam przypadkiem z czystej ciekawości. Najzwyczajniej w świecie nigdy wcześniej nie miałam nic z tej firmy.


Zaznaczę, że od ładnych kilku lat codziennie używam prostownicy. Co prawda z tego co widzę,  moje włosy nie są zniszczone (całe szczęście). Nie wiem co myślałam sobie przez ten czas. W każdym razie lepiej późno niż później. Koniec końców po kupieniu tej mgiełki używałam jej codziennie, wcale nie oszczędzając przy tym.

Kosztuje ok. 10 zł. Swoją kupiłam w małej drogerii znajdującej się w podziemiach dworca centralnego, ale może jest w naturze. Niestety nie jestem pewna.


Skład: Aqua, Sodium Laneth-40 Maleate/Styrene Sulfonate Copolymer, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Trimethylsilylamodimethic one (And) C11-15 (And) Pareth-5 (And) C11-15 Pareth-9, Propylene Glycol, PEG - 12 Dimethicone, PEG - 40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolino ne (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin
 

Jakie jest jej zadanie? Producent oprócz ochrony włosów przed nadmiernym ciepłem obiecuje nam miękkie, elastyczny włosy, które nie będą się puszyć ani elektryzować. Tak jak wyżej wspomniałam moje włosy pomimo codziennych zabiegów nie są zniszczone, wiec w tej kwestii nie mogę się wypowiedzieć. Jednak moje włosy w ciągu dnia były zdecydowanie bardziej miękkie i milsze w dotyku. Zauważyłam jedną rzecz, o której producent nie wspomniał. A mianowicie moje włosy po spryskaniu ich sprejem i wyprostowaniu zdecydowanie zwiększały swoją objętość przy czy nie traciły na łatwości rozczesywania. Przy moim cienkich i delikatnych, do tego z natury blond włosach
jest to dość istotne, ponieważ nawet sobie nie zdajecie sprawy ile razy w ciągu dnia mi się one kołtunią ;/.

Do tego lekko utrwalał moją fryzurę. Więc nawet gdy za oknem było wilgotno, to moje kudełki dalej pozostawały w ładzie. Co za tym idzie nie miałam wielkiej szopy na głowie :D.


Jak jest z wydajnością? Przyznam szczerze, że decydując się na jej zakup myślałam, że starczy mi najwyżej na miesiąc. Przecież mała pojemność nie służy codziennemu użytkowaniu. I tutaj był mój błąd. U mnie wystarczył na całe 3 miesiące. Może to sprawka konsystencji. Jest ona lekko gęsta i mleczna. Dla mnie jak najbardziej na plus. 

Oczywiście wielkie brawa za opakowanie. Pomimo ceny jest ono solidnie wykonane, więc nie ma mowy o zacinającym się atomizerze tak jak jest w przypadku mgiełki do włosów Jantar.

Nie bez kozery ten kosmetyk znalazł się w moich odkryciach ubiegłego roku. Co prawda na chwilę obecną nie mam go w zapasach, ponieważ używam innych kosmetyków, ale jak je skończę to z pewnością ponownie sięgnę po tę mgiełkę.

Miałyście moje kiedyś ten kosmetyk? Jak się u Was sprawdził? Dajcie znać!

Czekam również na Wasze opinie odnośnie przyszłości mojego bloga. Napiszcie co o tym myślicie.

Pozdrawiam Was Cieplutko!

Dobranoc :*.

poniedziałek, 16 marca 2015

Projekt denko #1/2015

Witajcie! Do łask mojego bloga w końcu po wielu miesiącach banicji powrócił projekt denko. Bardzo lubię czytać tego typu posty, z racji tego, że widzę przykładowo jak dana osoba zużywa recenzowane produkty. Moje denko nie będzie miało charakteru miesięcznego. Pojawiać się będzie dopiero po tym jak puste opakowania będą się prosiły o sfotografowanie, bo torebka będzie dla nich za mała :D.

Od dłuższego czasu staram się zużywać swoje zapasy i kupować kosmetyki na bieżąco. Na samym początku było to tłumaczone zbliżającą się przeprowadzką. Jednak podczas przeprowadzki okazało się, że mam mam naprawdę multum szpargałów. W końcu muszę coś z tym zrobić! 

Ale przejdźmy do rzeczy. Część z tych kosmetyków w końcu doczeka się recenzji. Zwłaszcza, że na stałe wpisały się do mojej kosmetyczki. Jednym z takich perełek , o których pisałam w ulubieńcach roku 2014 jest:



Emulsja do mycia twarzy z Alterry => oczyszczam nią twarz z samego rana. Co prawda pozostawia ona delikatny film na twarzy, ale o dziwo jest on nawet przyjemy. Na dniach powinna pojawić się jego recenzja. W łazience jest już w użyciu drugie opakowanie, a to o czymś świadczy. 

Floslek - żel do powiek i pod oczy. Jestem zdania, że po 20 roku życia powoli powinno zacząć swoją przygodę z żelami/ kremami pod oczy. Co prawda zbieram na swój All About Eyes Rich, ale do tego czasu zadowalałam się właśnie tym i nie narzekam. Skóra wokół oczu wygląda po nim zdecydowanie lepiej, do tego kosztuje ok. 7 zł. 

Nivea. Wersja klasyczna. Mam mega wrażliwe oczy i od czasu, kiedy zaczęłam pisać bloga to tym wspominam. Zastanawiacie się o czym? Klasycznym kremem Nivea zmywam makijaż oczu. Nie jest mu straszna nawet wodoodporna mascara.


Bath and Body Works - Aruba Coconut. Pisałam o nim wTYM poście. Jestem zdania, że kosmetyki tej firmy, kupuje się głównie ze względu na walory zapachowe niż działanie. Takie jest moje zdanie. Z kosmetyku jestem zadowolona, ale pewnie większości z Was on nie przypadnie do gustu.

Eveline Slim Extreme. Używając tego typu kosmetyków jestem zdania, że jeśli ćwiczymy i dołączymy do tego właśnie taką emulsję to dopiero wtedy zacznie działać. I tak też było z nim.Moje nogi zdecydowanie zrobiły się gładsze i bardziej jędrne. Ale pamiętajmy, że bez wysiłku fizycznego samo balsamowanie się nic nie pomoże. 








O Clinique pisałam TUTAJ. Niestety cudów  nie zdziałał, więc kolejnym razem raczej go nie kupię. Za tę cenę, mogę mieć coś zdecydowanie lepszego. 

O mgiełkach z Bath and Body Works pisałam już niejednokrotnie. Mini recenzje znajdziecie w jednym z moich pierwszych wpisów. W zapasie mam jeszcze jedną butelkę, ale chyba sobie na jakiś czas zrobię od nich przerwę. Najzwyczajniej w świecie troszeczkę mi się znudziły.




O tych dwóch kosmetykach nie chcę się za dużo rozpisywać z racji recenzji, które w końcu pojawią się na blogu. Mgiełkę ochraniającą włosy uwielbiam. Kupiłam ją za mniej niż 10 zł i starczyła na bardzo długo, do tego fajnie zwiększała objętość włosów - przy czym nie obciążała ich. Maska natomiast moim zdaniem w połączeniu z innymi kosmetykami do pielęgnacji idealnie odżywiła i przyspieszyła porost moich włosów.

 O gumkach do włosów Invisi Bobble  chyba już każda blogerka słyszała. Niedługo z pewnością pójdę po swoje drugie opakowanie. Moje włosy je uwielbiają. Przy moich cienkich i delikatnych włosach jest to nie lada wyczyn. 

Jajeczko EOS. Również znalazło się w moich ulubieńcach roku. Wiem, że u osób, które mają problemy z przesuszającymi ustami się nie sprawdzi, ale u mnie spisuje się doskonale. Chociaż po tym, jak zaczęłam używać balsamu do ust Burt's bees raczej spadło na drugie miejsce.

Ten cień Sensique dostałam podczas spotkania blogerek we Wrocławiu w ramach wymianki. Niestety kolor się starł, ale był to piękny nudziak z lekkimi brokatowymi drobinkami. Nie sądziłam, że cienie tej firmy są tak piekielnie dobre. Pewnie się jeszcze na jakieś skuszę.

O podkładzie Lirene City Matt pisałam już niejednokrotnie. Używam go już od kilku lat i co i rusz do niego powracam. Dla mojej skór ma idealny odcień, do tego nie zapycha i w miarę na długo matuje.




















Próbkę kremu L'occitane mam z gazety Glamour. Przyznam szczerze, że chciałabym kupić sobie pełnowymiarową wersję, jednak cena mnie lekko odstrasza... Natomiast Próbki Palmer's i Kneipp mam ze spotkania blogerskiego. Bardzo mnie zaciekawiła firma Kneipp. Szczerze mówiąc mało o niej wiem, ale kosmetyki, które oferują są dość ciekawe.

Powiedzcie mi czy lubicie posty o zużyciach, czy jednak wolałybyście, by ich nie było?
Jakie jest Wasze zdanie? 

Pozdrawiam Was cieplutko!

wtorek, 3 marca 2015

Kilka nowości

Witajcie! Piękne wiem, że post miał się ukazać w niedzielę, a wczoraj napisałam, ze w poniedziałek. Niestety jestem w trakcie przeprowadzki i nie chciałam pisać na przysłowiowe "odwal". Co prawda jeszcze trochę pracy jest przede mną, jednak jak każdy inny potrzebuję trochę odpoczynku. W piątek przyszła do mnie paczka od Madzi. Od dłuższego czasu wymieniamy się z Madzią paczuszkami, w których przesyłamy rzeczy, które nie są dostępne tam gdzie mieszkamy. Mamy również swoje "zachcianki", jeśli coś lubimy/ chcemy wypróbować, a  tego u nas nie ma. Uważam, że jest to bardzo fajna sprawa, która przede wszystkim daje możliwość przetestowania ciekawych kosmetyków i nie tylko.

Większa część z Was widząc zdjęcie na fb i Instagramie pomyślała o recenzji szamponu w kostce. Jednak nie tym razem. Ale od następnego tygodnia zacznę go używać, więc za miesiąc pojawi się jego recenzja. W dzisiejszym poście przeczytacie o zawartości paczki, jaką otrzymałam od Madzi.W większości będą to zdjęcia, więc nie naczytacie się zbyt dużo.


Uwielbiam je! Nie wiem jak Wy, ale ja mam istnego fioła na punkcie masła orzechowego, a one są idealne. Do tego biją na głowę Kit Katy. Zdecydowanie polecam.


W przedostatniej paczce Madzia przesłała mi sporo herbat, w tym właśnie Yogi. Od pierwszego spróbowania stwierdziłam, że są idealne. Od jakiś pół roku powoli przestawiam się na herbaty, bez herbaty. Mam na myśli wszelakie napary. A te idealnie się w to wpisują :).










Ostatnio coraz więcej słyszę o szkodliwości aluminium w antyperspirantach, dlatego postanowiłam, że jak tylko zużyję swoją wysłużoną kulkę z Nivea, to od razu przerzucę się na te, które aluminium nie zawierają i tutaj z pomocą przyszła mi Madzia. Dziękuję! :* Nie mogę się doczekać testów szamponu w kostce. Od dawna chciałam go przetestować :).




Nawet nie wiecie jak się u ucieszyłam jak zobaczyłam cienie Urban Decay :D.


Od dłuższego czasu chciałam zacząć używać rozświetlacz no i i mam. ciekawa jestem jak się spiszę i czy sobie krzywdy nim nie zrobię.

I jak się Wam podoba paczka od Madzi?
Piękna jeszcze raz dziękuję!

Pozdrawiam Was cieplutko!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...