niedziela, 29 listopada 2015

Dobroci z Meet Beauty Conference

Witajcie! Ponad miesiąc temu brałam udział w pierwszej w Polsce konferencji dla blogerów i youtuberów urodowych. Wiem, wiem - sporo dni minęło już od tego wydarzenia, a  ja dopiero teraz przychodzę z wpisem na ten temat. Ostatnio wzięło mnie na małe wspominki. 

Ten post nie będzie zwykłą relacją z wydarzenia, ponieważ ku mojemu nieszczęściu nie mam zdjęć z niego ;/. Bardzo nad tym ubolewam, ale istotne dla mnie jest to, że wspomnienia w mojej głowie pozostaną na bardzo długo. M.in. dlatego, że w końcu miałam okazję poznać Anetę z bloga Annabelle-beauty, Ewelinę (Alleve) oraz Anię (Kolorowy-kraj). Była to też idealna okazja do ponownego spotkania z Beatą piszącą bloga (Rajskie Spa). Dziewczyny, jeśli czytacie mój wpis to z całego serducha chcę Wam podziękować za doborowe towarzystwo :). Mam nadzieję, że będziemy miały okazję ponownie się zobaczyć. 


Tego typu konferencja jest wydarzeniem, które daje idealną możliwość osobistego poznania osób, których blogi czytamy / kanały na YT oglądamy na co dzień. Jak również wymiany własnych doświadczeń. Wiem, że w przyszłości będzie więcej takich spotkań ( najbliższe - prawdopodobnie już na wiosnę) ,W mojej notatce bardziej skupię się na tym, by pokazać Wam jakie upominki organizatorzy oraz sponsorzy przeznaczyli dla nas :). 


Przyznam, że ciekawie wracało się do domu. Całe szczęście, że był to weekend, bo nie mam pojęcia jakbym dojechała, gdybym miała stać w korkach. Torby były naprawdę ciężkie.


Baz pod makijaż nie używam, ale w połowie grudnia mam imprezę świąteczną z pracy, więc wtedy też mam w planach ją użyć - by mieć nieskazitelny makijaż przez całą noc. Tusz czeka jeszcze w swojej kolejce, natomiast puder poszedł już w ruch i jest całkiem, całkiem. 


Podczas spotkania miałyśmy możliwość zbadania skóry naszej głowy. Po badaniu dobierano odpowiednie kosmetyki, które pomogą naszym włosom. Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio przez ogrzewanie cierpię na szybkie przetłuszczanie się włosów.  Z tego powodu otrzymałam szampon do codziennej pielęgnacji włosów tłustych. Zużyłam już pół butelki i  o dziwo jestem też z niego zadowolona (post wkrótce). Maska natomiast czeka na swoją kolej.



Pierre Rene obdarzyło nas błyszczykiem oraz tuszem do rzęs. Błyszczy to zupełnie nie mój kolor, ale za to mojej mamie z pewnością się spodoba :).


Henkel Polska podzieliła się produktami marki Fa, Schwarzkopf oraz Syoss. Z Syoss był jeszcze odświeżacz koloru, ale z racji tego, że od ponad roku nie maluję włosów, to oddałam go Beacie :).


Niestety stoisko Golden Rose nie do końca zachwycało. Z tego co wiem sporo dziewczyn narzekało na jakość obsługi. Niestety miałam okazję doświadczyć tego na własnej skórze. Jedna z Pań była w stosunku do nas bardzo roszczeniowa, ponadto traktowała uczestników jak osoby, które przyszły do niej tylko po to by wysępić kosmetyki. Co niestety jest bardzo krzywdzące. Na stoisku były dwie osoby, by nie było nieporozumień - druga Pani była przemiła i bardzo pomocna. Cieszę się, że udało mi się zdobyć ten złoty eyeliner, ponieważ szukałam go od dłuższego czasu - powiem Wam, że jest idealny.


Tutaj spotkała mnie największa niespodzianka, która zdecydowanie stoi na pierwszym miejscu upominków. Pamiętam jak dzień przed, przeczytałam na facebook'u wydarzenia o tym, iż każda z uczestniczek warsztatów Neonail otrzyma zestaw do domowego wykonywania manicure hybrydowego. Stwierdziłam, że nie uwierzę, póki tego nie zobaczę. Uważałam, że jest to za piękne by mogło być prawdziwe. Co ciekawe miałam od swojego chłopaka pod choinkę otrzymać tego typu zestaw. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy dostałam do ręki ten oto zestaw :). Jest genialny na sam początek. W grudniu będę chciała napisać oddzielny post o hybrydach, więc później przeczytacie o wiele więcej.


Semilac również miał swój wkład w konferencję. W paczkach otrzymałyśmy bazę, top oraz jeden kolor lakieru. Mi trafiła się brokatowa zieleń - niestety zupełnie nie w moim kolorze. 

Co myślicie o tego typu wydarzeniu? 

Pozdrawiam Was cieplutko i udanego poniedziałku!

wtorek, 24 listopada 2015

Jesienno - zimowy umilacz

Witajcie! Za oknem szaro, buro i ponuro, a do tego niemiłosiernie zimno. Chociaż to śmiesznie zabrzmi ale i tak czekam na śnieg za oknem. W czasie takiej aury (nie tylko tej ze śniegiem, ale również tej jesiennej) nie wyobrażam sobie wieczoru bez zapalonej świecy, ciepłego koca, książki i ciepłej herbaty. Ten bajeczny nastrój w unoszącym się pięknym zapachem to jest to! Możliwe, że brzmi bardzo filmowo, ale taki efekt wcale nie jest trudny do osiągnięcia. Uważam, że jesienno - zimowy okres jest jednym z najbardziej bajecznych momentów w roku. Wtedy też w moim mieszkaniu nałogowo palone są świeczki czy też wszelkiego rodzaju zapachowe woski. 

Zazwyczaj kupowałam małe świeczki z biedronki czy też Hebe, ponieważ nie widziałam sensu w wydawaniu 100 zł na zapachową świecę. Od wielkiego dzwonu decydowałam się na świece z Bath and Body Works, ale tylko na promocji. Trochę żałuję, że dopiero teraz skusiłam się na świecę z prawdziwego zdarzenia. Postawiłam wypróbować sławne już chyba w całej blogosferze świece Kringle Candle oraz WoodWick. 

Kringle Candle - Brandied Pumpkin

Mało kto wie, że firmę Kringle Candle założył syn dawniejszego właściciela Yankee Candle, który już od dłużeszego czasu pozbył się swoich udziałów i nie współpracuje z firmą w ogóle. Fajne jest to, że KC moim zdaniem jest lepszą wersją YC i to o wiele. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej. 



Sam zapach jest połączeniem dyni, gałki muszkatołowej, cynamonu, imbiru, jabłka, wanilii oraz karmelu. Pachnie nieziemsko. Moim zdaniem czujemy korzenny aromat, który przypomina moment, w którym w domu piecze się ciasto.


Jak możecie zauważyć podstawową różnicą jest sam wygląd słoja, który moim zdaniem jest bardziej klasyczny oraz elegancki. Z miłą chęcią po wypaleniu świecy wykorzystam go do czegoś. Jeszcze nie mam pomysłu, ale może Wy mi coś podpowiecie?  Drugą zasadniczą różnicą są dwa knoty, które zdecydowanie ułatwiają równomierne spalanie się świecy. CO ciekawe, z  tego co pamiętam w co po niektórych YC były dwa knoty, a tak to trzeba było kupić specjalną osłonkę do równomiernego palenia. Co (nie ukrywajmy) tanie nie jest, bo kosztuje ok. 70 zł. W przypadku Kringle Candle nie musimy się tym przejmować. 

Ciekawe i fajne w tej świecy jest to, że w mieszkaniu pachnie długo po zgaszeniu jej. Mieszkam w kawalerce, więc powierzchnia nie jest duża - możliwe, że to jest wytłumaczenie tego. Aczkolwiek w normalnym mieszkaniu następnego ranka moim zdaniem pokój również pachniałby tym zapachem. Jedno wiem Kringle Candle skradło moje serce.

WoodWick - Christmas Cake (Edycja Limitowana)


Jeśli lubicie słodkie zapachy, to ten z pewnością się Wam spodoba. Jest to zapach waniliowego ciastka, z nutą lukru oraz cukrowej posypki.  Idealnie świąteczny :). Wiele czytałam na blogach o dźwięku jaki wydaje palący się knot. Jak mam być szczera, to nigdy nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Dopiero gdy zapaliłam swoją świeczkę to zrozumiałam. Momentalnie przeniosłam się do pomieszczenia, w którym pali się kominek, a ja siedzę pod ciepłym kocem. Efekt jest niesamowity. Chociaż wiem, że niektóre osoby wkurza - w tym mojego chłopaka :P. 

Jak widzicie na zdjęciach limitowana edycja ma przecudowne opakowanie. Gdy się pali można zauważyć uroczego podświetlonego renifera. Nie jest to co prawda słoik, ale z pewnością na przyszłe święta znajdę dla niego zastosowanie, ponieważ opakowanie jest tak urocze, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której je wyrzucam.

Bardzo się cieszę, ponieważ tak samo jak z KC, świeca spala się równomiernie co mnie niezmiernie cieszy. 

Zakupy uważam za bardzo udane. Wiem, że podczas przyszłego wyboru świecy będą miała nie lada zagwozdkę, na jaką świecę się zdecydować. Czas pokaże, którą wybiorę, ponieważ z obu jestem zadowolona w takim samym stopniu. 

A Wy jakich świec używacie?

Ja tymczasem idę spać. Pozdrawiam Was cieplutko! :*

niedziela, 15 listopada 2015

Naturalny dezodorant Arm & Hammer

Witajcie! Każda z nas używa antyperspirantów. Jeśli dobrze przyjrzymy się ich składom zobaczymy, że w większości z nich (zwłaszcza w tych drogeryjnych) występuje aluminium, a właściwie sól tego pierwiastka. Co takiego powoduje? Używając takiego antyperspirantu, aluminium zaczyna zatykać nasze pory znajdujące się w skórze, co z kolei hamuje naturalny proces pocenia się skóry naszego ciała. Przenikając do naszej skóry zaczyna się w niej gromadzić. Brzmi strasznie? Może nie do końca, aczkolwiek wielu lekarzy bije na alarm. Dlaczego? Niestety obecny w kosmetykach aluminium z biegiem czasu może przyczynić się do zwiększenia prawdopodobieństwa zachorowania na raka (w tym raka piersi) oraz licznych chorób na tle neurologicznym (np. choroba Alzheimer'a). Dlatego też postanowiłam szukać swojego naturalnego zamiennika. Niestety nie do końca jest to łatwe. Zazwyczaj naturalne antyperspiranty działają trochę słabiej niż ich drogeryjne zamienniki. 
Przez ostatnie 4-5 miesiący (wydaje mi się, że bardziej 5 miesiąc, aniżeli czwarty) stosowałam antyperspirant Arm & Hammer. Czy jestem z niego zadowolona? Przeczytacie o tym poniżej.


Z pewnością znajdę jedną niezgodność z tego co napisał producent. Moja wersja miała być bezzapachowa. Ja zdecydowanie wyczuwam w nim cytrynową nutę. Moim zdaniem jest to drobiazg. Ważne, że sam kosmetyk działa i faktycznie nie pozostawia żadnych śladów na ubraniach. Stosowałam go w sierpniu, gdy w Polsce szalały tropikalne upały. Wtedy nie miał łatwo. Co prawda w tamtym czasie można było zauważyć delikatne, wilgotne ślady pod pachami, ale nie oszukujmy się - wtedy to każdy antyperspirant ma prawo przegrać z taką pogodą.


W składzie widnieje Glycol, więc nie do końca mi się to podoba, aczkolwiek przymknę na to oko. Skład nie jest zły, chociaż mógłby być lepszy.


Podobna mi się w nim to, że dzięki niemu przekonałam się do kosmetyków w tej postaci, a zawsze takich unikałam. Nie lubiłam tzw. białych grudek, które zawsze pojawiały się na zgięciu skóry - tutaj tego nie ma. Sam kosmetyk jest niesamowicie wydajny. Dopiero teraz go "denkuję". Niestety pod koniec (jak już mogę zobaczyć plastik) stracił trochę na swoim działaniu. 

Niestety obecnie nie jest on dostępny w Polsce, aczkolwiek jeśli będziecie miały okazję go kupić to z czystym sercem mogę go Wam polecić. Cena też nie jest wysoka, bo kosztuje ok. 4-5$. 

P.S. Jeśli macie godny polecenia naturalny antyperspirant - dajcie znać, ponieważ dalej poszukuję swojego ideału. Zależy mi na tym, bym mogła kupić go w Polsce.

Pozdrawiam Was cieplutko! :*

piątek, 6 listopada 2015

Bio - Pycnogenol: co to takiego?

Witajcie! Ostatnio częściej skupiam się na kwestiach zdrowotnych swojego organizmu - im bardziej jestem starsza, tym większą uwagę do tego przykładam. Może i to mało odkrywcze i powinnam to zrobić już dawno temu, ale lepiej późno niż wcale. Chciałam tylko podkreślić, że to co napisałam powyżej nie oznacza tego, że wcześniej w ogóle o moje zdrowie nie dbam.  
Często w okresie jesienno - zimowym częściej sięgamy po swego rodzaju suplementy. Osobiście raz na jakiś czas sięgam po skrzyp, ale nic poza tym.

Prawdopodobnie po tym wstępnie zdziwicie się, dlaczego zdecydowałam się przyjąć propozycję Pharma Nord. Szczerze mówiąc była to czysta ciekawość.



Pharma Nord jest jednym z największych europejskich producentów suplementów diety, produktów leczniczych oraz preparatów ziołowych. Firma ciągle się rozwija, produkując i sprzedając suplementy diety, których działanie zostało potwierdzone naukowo. Preparaty te charakteryzują się wysoka bio-dostępnością oraz bezpieczeństwem stosowania.


Osobiście zdecydowałam się tabletki Bio - Pycnogenol. Czym jest Pycnogenol? Jest to wyciąg z kory, francuskiej sosny śródziemnomorskiej (łac. Pinus pinaster). Pycnogenol zawiera również wiele kwasów owocowych, w tym kwas kawowy, kwas ferulowy, kwas galusowy, kwas kumarowy i kwasu wanilinowy. Zarówno bioflawonoidy i kwasy owocowe można znaleźć w wielu innych owocach i warzywach, ale nie w pojedynczej roślinie, i nie w tych samych proporcjach.

Poniżej znajdziecie skład oraz sposób dawkowania.


Jedno opakowanie zawiera 30 tabletek. Szczerze mówiąc miałam otrzymać dwumiesięczną suplementację (po takim czasie można zauważyć początkowe rezultaty), natomiast została mi wysłana dawka na miesiąc (dwa opakowania), ponieważ trzeba przyjmować tabletki dwa razy dziennie.  Recenzję opublikuję po miesiącu, aczkolwiek nie podziewam się dużych rezultatów. 

Pozdrawiam Was cieplutko :*.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...