sobota, 19 maja 2018

Dwa kraje w dwa dni, czyli moja podróż do Bratysławy i Wiednia

Cześć Kochani! Ostatnio spamowałam Was zdjęciami z Bratysławy oraz Wiednia, czyli mojej ostatniej ostatniej podróży. Postanowiłam napisać parę słów o organizacji takiego wyjazdu. Myślę, że dla części z Was wpis ten będzie przydatny. Mam nadzieję, że jakimś sposobem zachęcę Was do podróży do tych krajów. 
Leciałam Wizair'em i za lot w jedną stronę płaciłam ok. 99 zł. Natomiast trochę przegapiłam ceny, ponieważ dość długo zastanawiałam się nad tą podróżą. Początkowa cena wynosiła 39 zł. Niestety za niezdecydowanie się płaci :)  



Nocowałam w tym hotelu => https://goo.gl/1cfjAK  Jeśli należycie do osób, które nie potrzebują luksusów na dwie noce, to ten hotel będzie w porządku. W przeciwnym razie z pewnością nie przypadnie Wam do gustu. Myślałam nad hostelem, natomiast z wygody i poczucia bezpieczeństwa zawsze stawiamy na dwuosobowy pokój z łazienką. Po zeszłorocznych przygodach z hostelem w Budapeszcie, postanowiłam nie ryzykować. Wybrałam nocleg ze śniadaniem, po to by się nim rano nie martwić.  
Do hotelu z lotniska jedzie się ok. 40 - 50 minut. Także nie jest źle, a sam hotel jest praktycznie w centrum Bratysławy. 


Za bilet komunikacji miejskiej płaciłam ok. 1.50 euro. Nie byłam pewna strefy do jakiej należy miejsce, do którego chcę dojechać, dlatego zdecydowałam się na droższy. 
Sama Bratysława nie jest duża. Na szybko można ją zwiedzić w jeden  dzień, natomiast w dwa dni możemy to zrobić już na spokojnie, nie spiesząc się. Miałam lot o 12:00 i o 13:00 byłąm w Bratysławie. Zakwaterowanie w hotelu jest od 14:00, więc idealnie trafiłam z czasem. 

Z hotelu od razu pojechałam nad rzekę, by kupić bilety na następny dzień do Wiednia =>  https://www.lod.sk/en/international-cruises/detail/en-bratislava-vieden/   Bilety możecie kupić w budynku, który jest naprzeciwko 43 wejścia na łódź. Ich regularna cena to 39 euro, ale spokojnie kupiłam studencki (studiuję zaocznie i mam powyżej 26 roku życia). Z tego o zauważyłam lepiej kupić je na dzień przed, nie tego samego dnia i sprawdzić czy po zakupie wszystko się zgadza, bo u mnie ekspedientka trochę namieszała i trzykrotnie drukowali mi bilety. 
Po biletach pojechałam na ruiny zamku Devin. Zamek jest otwarty do 18:00 i wstęp kosztuje 5 i można dojechać tam autobusem. 
Następnego dnia miałam statek do Wiednia (nie przejmujcie się jego wyglądem, bo dzięki temu całkiem szybko płynie :) Statek był o 8:00 a powrót o 18:30. Zalecają być 15 minut przed wypłynięciem i lepiej się tego trzymać :). 

Wiedeń zwiedzałam w 100% pieszo. Nie wiedziałam o tym, ale pod koniec z ciekawości weszłam do ich metra i komunikacja miejsca w przeliczeniu na zł jest bardzo droga. 
Po powrocie poszłam zwiedzić Zamek Bratysławski i tutaj taka ciekawostka, teren zamku jest otwarty do 24 i można tam wejść za samo, natomiast do środka nie wchodziłam. Było już dość późno - jakoś ok. 21. 
Następnego dnia miałam wykwaterowanie do 10:00. Zostawiłam bagaże w hotelu i poszłam dalej zwiedzać. Lot powroty miałam o 18:00.
 Kochani mam nadzieję, że mój wpis okazał się dla Was pomocny. Dajcie znać :).

Buziaki!
Monia 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Mój pierwszy bieg na Orlen Warsaw Marathon

Cześć! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Dalej je realizujecie, czy jednak już dawno o nich zapomnieliście? Nie wiem jak Wy, ale moje postanowienia noworoczne zawsze mają realną szansę na ich zrobienie. Dlatego dzisiaj powstał ten wpis. Jednym z nich był udział w biegu na 10 km. Los chciał, że pierwszy z nich był Orlen Warsaw Marathon. Za cel w 2018 roku postanowiłam sobie wziąć udział w 3 zawodach, dlatego też już we wtorek (2.05) biegnę w kolejnych. 
 Już raz miałam okazję brać udział w biegu ulicznym - była to pierwsza edycja biegu Colour Run. Jednak mam wrażenie, że to nie to samo - przynajmniej dla mnie. 

Jestem pod ogromym wrażeniem tego biegu. Niesamowite jest to, jak osoby nie biorące udziału w biegu angażują się w dopingowanie uczestników. Zwłaszcza w okolicy mety jest to bardzo pomocne. 
W biegu brały udział różne osoby. Natomiast jedną osobę najbardziej zapamiętałam. Była to starsza Pani w wieku 60 - 65 lat, która biegła w oficjalnej koszulce, jegginsach oraz butach podobnych do Tomsów. Mijając ją na samym początku pomyślałam, że kucze, ciekawy outfit. Natomiast później na 8 kilometrze (tak, mijałam ją ponownie). Niestety tym razem widocznie obrobiła sobie stopę i biegła na wpół założonym butem. Niesamowite, jak bardzo była zmotywowana. Poczułam do niej wielki podziw i uświadomiłam sobie to, że  jeśli o czymś marzymy, to wystarczy to robić i z pewnością wszytko wyjdzie tak jak trzeba. Niby to wiedziałam, natomiast jak widzimy to na własne oczy,  to trafia to do nas zdecydowanie lepiej i bardziej. 
 Powitanie maratończyków. 


 Dumna i szczęśliwa z zakończonego biegu i najlepszym jak dotąd czasem.
Pozdrawiam Was cieplutko
Monika

czwartek, 1 marca 2018

Nowości książkowe #1

Cześć! Książki od zawsze miały w moim życiu swoje miejsce - uwielbiam je czytać. Może nie czytam ich zbyt dużo, natomiast zawsze 3 książki w miesiącu muszą być. To jest takie moje minimum czytelnicze. Chociaż uwielbiam zapach nowej książki i moment przekradania kartek, to częściej kupuję ebooki. Wygodniej czyta się je podczas jazdy komunikacją miejską.

Postanowiłam przyjść do Was z nowym cyklem postów, w którym będę pokazywać kupione przeze mnie książki. Myśle, że ebooki również mogę zaliczyć do tej serii wpisów. Co o tym myślicie? 


Po przejściu na dietę wegetariańską, ciągle mam ochotę na testowanie nowych przepisów. Co prawda internet jest ich pełen, ale jednak co książka to książka. Dodatkowo biegam, także tym bardziej sięgnęłam po tę książkę - znajdują się w niej również warte uwagi porady dla biegaczy 


Książka Agnieszki Maciąg oraz Martyny Wojciechowskiej "chodziły za mną" od dłuższego czasu. Obie kobiety niesamowicie mnie inspirują. Agnieszka Maciąg za pogodę i spokój ducha, natomiast Martyna za ogromną siłę. Dwie niesamowite kobiety. 


Ostatnią książką jest "Kochaj" Reginy Brett. Zdania na temat jej książek są podzielone. Należę do tych osób, które je lubią. Dodatkowo mam jej trzy poprzednie książki i najzwyczajniej w świecie lubię mieć komplety. 

Czytałyście którą z tych książek? Jestem ciekawa, czy byłybyście zainteresowane seria postów, w których opisuję książki przeczytane w danym miesiącu. Kiedyś na blogu była taka seria, natomiast przestałam publikować te wpisy. Dajcie znać :). 

Buziaki! 

sobota, 27 stycznia 2018

Cosnatur - kosmetyki nietestowane na zwierzętach i dobre dla wegan

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dwóch produktów, a mianowicie "multiwitaminowym i przeciwzmarszczkowym serum z rokitnikiem" oraz "ujędrniającym kremem pod oczy z owocem z granatu". Oba te produkty są z firmy Cosnatur. Jest to niemiecka marka kosmetyków, która może być używana przez wegan oraz nie jest testowana na zwierzętach. Dzięki uprzejmości Michała, miałam możliwość wypróbowania ich na własnej skórze.  

Jeśli chodzi o serum, jest to już moje drugie opakowanie. Także wiedzcie, że coś jest na rzeczy, gdy blogerka powraca do tego samego produktu drugi raz :). 

Opis kosmetyków, czyli co nam obiecuje producent:

Skład: 
Krem pod oczy
Serum do twarzy
Serum z rokitnikiem kocham miłością bezgraniczną. Uwielbiam je przede wszystkim za konsystencję, która jest kompromisem między serum a kremem. Jest niesamowicie treściwa i kremowa, przez co jeśli zapomnimy użyć póżniej kremu na twarz to nic się nie stanie, a  skóra i tka otrzyma dobry zastrzyk dobroci.Produkt szybko się wchłania, dzięki temu nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu. Duży plus za jego opakowanie, co prawda nie widzimy ile produktu zostało, natomiast ma on higieniczną pompkę, dzięki której użyjemy tyle produktu ile potrzebujemy. I w ten sposób nic się nie zmarnuje :).
Serum było ze mną podczas całej mojej kuracji dermatologicznej. KIedy moja skóra była bardzo podrażniona, czerwona i łuszcząca się  tworzył na twarzy opatrunek i bardzo dobrze nawilżał oraz koił. Był jednym z nielicznych kosmetyków, które nie powodowały pieczenia mojej twarzy, a wierzcie mi, że ciężko mi było znaleźć taki produkt. 

Krem pod oczy z owocem granatu stosowałam dwa razy dziennie (rano i wieczorem), a czasami nawet w ciągu dnia, czy to po zmyciu makijażu po pracy czy wtedy, kiedy miałam wolny, "domowy" dzień. Preferuję kremy, które mają zbitą i gęstą konsystencję. Ten kosmetyk jest zupełnym tego przeciwieństwem, dlatego też dość bardzo sceptycznie do niego podeszłam. Całe szczęście miło się zaskoczyłam. Co prawda krem ma lekką konsystencję, natomiast dobrze nawilża. Co prawda moja skóra pod oczami nie należy do wymagających, ale myślę, że w "cięższych przypadkach" również się sprawdzi. Natomiast moja skóra ma inny problem - po użyciu niektórych kremów pod oczy pojawia się reakcja alergiczna (skóra swędzi, piecze i robi się czerwona). Tutaj również nic takiego się nie pojawia. 

Oba te kosmetyki kosztują nie więcej niż 30 zł i możecie je kupić w Hebe, Aptekach: DOZ, Cefarm oraz w drogeriach Eko. Dla mnie są dobrym przykładem produktów, które nie są testowane na zwierzętach , są przychylne weganom i nie kosztują fortuny.

Pozdrawiam cieplutko
Monika 

czwartek, 4 stycznia 2018

Rozdanie Noworoczne z Kosmetykami Mohani!

Cześć! Z okazji Nowego Roku razem ze sklepem Helfy.pl przygotowaliśmy dla Was rozdanie, w którym do wygrania jest:

1. Masło kawowe, które idealnie sprawdzi się jako krem pod oczy.
2. Peelingująca rękawica, która z pewnością zastąpi Wam drogeryjny peeling.
3. Olej z aloesu idealnie łagodzący wszelkie podrażnienia.
4. Woda różana - moim zdaniem najbardziej uniwersalny kosmetyk jaki do tej pory poznałam. 


Także zapraszam Was na mój kanał. Rozdanie trwa do 14.01 :). 


Pozdrawiam cieplutko
Monika 

piątek, 3 listopada 2017

Ultra matte liquid lipstick od Wibo | Hit czy kit?

Witacie Kochane! Jestem w trakcie poszukiwań idealnej brązowej pomadki, którą mogłabym używać codziennie. Mam dość duże zaufanie do marki Wibo, dlatego postanowiłam skusić się na ich jeden z nowszych produktów do ust - matową pomadkę Ultra Matte Liquid Lipstick. Nie musze Wam mówić, że uwielbiam matowe pomadki :). Stąd wybór był prawie oczywisty.
Kilku krotnie testowałam tę pomadkę. Wywarła na mnie dość duże wrażenie. Do tego stopnia, ze postanowiłam nagrać jej test, który znajdziecie na moim kanale.
Jestem ciekawa co Wy myślicie na ten temat i czy u Was się ona sprawdziła. Dajcie znać :). Zapraszam Was do ogadania! 

wtorek, 24 października 2017

Minimalizm w życiu i kosmetykach

Cześć! Wiele z Was pytało się o moją wersję minimalizmu. Także specjalnie dla Was nagrałam na ten temat film :).

Minimalizm w ciągu kilku lat bardzo zyskał na popularności, co moim zdaniem jest zdecydowanie dobra rzeczą. Wg mnie obecnie zdecydowanie za dużo kupujemy rzeczy, które później wyrzucamy, zapominając przy tym, że zarobione przez nas pieniądze trafiają do kosza.


Nie jestem typową minimalistką, bardziej pasuje do mnie określenie racjonalistka. Kupuje rzeczy z głową. Zależy mi na równowadze w moim życiu i przede wszystkim dobrym samopoczuciu. W najnowszym filmie przedstawiłam swoją wersję minimalizmu, w wersji rozsądnej. Jeśli czegoś nie wyjaśniłam - piszcie. Z miłą chęcią odpowiem na Wasze pytania. Może też nagram film Q&A do tego filmu? :) 

wtorek, 26 września 2017

Niedoskonałości - Moja walka o piękną cerę

Cześć Dziewczyny! Jak widzicie po tytule - w tym poście opowiem Wam o walce jaką toczę, by mieć piękną i zdrową skórę. Od bardzo dawna walczę ze swoimi niedoskonałościami na twarzy. Co prawda nigdy nie miałam przykładu klasycznego trądziku, ale niestety pod skórą tworzyli mi się nieproszeni "alieni". Kilka razy próbowałam skorzystać z pomocy dermatologa, jednak nigdy nie trafiłam na naprawdę dobrego lekarza, który pomógłby mi z tym co mam na twarzy. Długo walczyłam na własną rękę. Z lepszymi i gorszymi sukcesami, ale sama. W końcu mój narzeczony odkrył dobrego specjalistę i po długich miesiącach nakłaniania - namówił na wizytę. Skutek jest taki, że właśnie jestem po dwóch miesiącach kuracji dermatologicznej. Pomimo, że jest to dopiero początek, to ja już widzę ogromne efekty :).


Na kanale opublikowałam film, którym rozpoczynam nową serię na kanale. Raz na dwa miesiące będę publikować filmy, w których zobaczycie moje postępy w walce o idealną skórę. Mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam pomogę :). W TYM filmie usłyszycie więcej szczegółów mojej historii, moich perypetii i błędów jakie popełniłam.
Po opublikowaniu filmu usłyszałam od osób, które mnie oglądają i które znam osobiście słowa uznania i gratulacji z odwagę. Oczywiście zrobiło mi się bardzo ciepło na serduchu i spowodowało to uśmiech na mojej twarzy. Jednak mam nieco inny zamysł. Zależy mi na tym, by osoby wstydzące się swoich niedoskonałości przestały to robić. Żyjemy w świecie gdzie naprawdę   mały odsetek ludzi posiada nienaganną, idealną cerę. Pamiętajmy ideały NIE ISTNIEJĄ, więc przestańmy się wstydzić za swoje małe mankamenty. Druga sprawa - mam nadzieję, że osoby działające na własną rękę, rozpoczną poszukiwania dobrego dermatologa i koniec końców udadzą się do niego z pomocą. Mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam pomogę :).

wtorek, 8 sierpnia 2017

Skóra idealna? Parę słów o rozświetlającym serum Vichy

Witajcie Kochani! Nie wiem czy też tak macie, ale osobiście - od ponad roku nie wyobrażam sobie swojej codziennej pielęgnacji bez użycia serum do twarzy. Tego typu produkty bardzo dobrze działają na naszą cerę i stanowią dobrą bazę pod resztę naszej pielęgnacji.

W tym poście opowiem Wam o serum rozświetlającym Idealia od Vichy.  Sama seria Idealia ma za zadanie przywrócić równomierny koloryt skóry oraz wygładzić zmarszczki. W jej asortymencie znajdziemy produkty, takie jak: krem pod oczy, peeling na noc, krem BB, czy też krem wygładzający dla skóry suchej oraz normalnej i mieszanej (co dodatkowo bardzo mnie cieszy :). Sama wprowadziłam do swojej kosmetyczki produkty przeciwzmarszczkowe w 24 roku życia - stosując zasadę “ lepiej przeciwdziałać, niż leczyć”.  Wszystkie kosmetyki z serii Idealia znajdziecie TUTAJ

Przechodząc do sedna. Serum rozświetlające wg. producenta ma zapewnić:  długotrwałe nawilżenie i rozświetlenie. Wyrównany koloryt skóry. Widocznie zwężone pory. Wygładzenie pierwszych zmarszczek. Przeznaczony jest do każdego typu skóry i nie zawiera parabenów. 

Skład: 
AQUA - ALCOHOL DENAT. - HYDROXYETHYLPIPERAZINE ETHANE SULFONIC ACID - BUTYLENE GLYCOL - GLYCERIN - DIMETHICONE - PEG-20 METHYL GLUCOSE SESQUISTEARATE - CI 14700 - NEOHESPERIDIN DIHYDROCHALCONE - SODIUM HYALURONATE - PHENOXYETHANOL - ADENOSINE - AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE - DIPOTASSIUM GLYCYRRHIZATE - DISODIUM EDTA - TOCOPHEROL - CAPRYLYL GLYCOL - CAPRYLOYL SALICYLIC ACID - CITRIC ACID - XANTHAN GUM - T-BUTYL ALCOHOL - OCTYLDODECANOL - PARFUM

Cena:
ok. 120 zł
Produkt zamknięty jest w eleganckiej i prostej, szklanej butelce o pojemności 30 ml. Kosmetyk nabieramy za pomocą pompki, co moim zdaniem jest o wiele wygodniejsze niż, np. pipetka. Nie musimy niczego odkręcać - wystarczy, że naciśniemy pompkę. Jedno wyciśnięcie wystarczy na pokrycie całej twarzy. Dzięki czemu produkt jest niesamowicie wydajny. 

Konsystencja serum jest lejąca (dość rzadka) o białym, półprzezroczystym kolorze. W skórę wchłania się szybko, nie pozostawia przy tym lepkiego filmu (co dla mnie jest niesamowicie istotne - nie ma nic gorszego, od lepiącej się skóry i przyklejających się do niej włosów). Podczas używania tego typu produktów zazwyczaj nie czuję ich zapachu (po prostu są bezzapachowe). W tym przypadku zostałam bardzo mile zaskoczona. Serum posiada lekki, kwiatowy zapach. Co dla mnie, miłośniczki zapachów i osoby zwracającej szczególną uwagę na zapach kosmetyków - niewątpliwy plus. 
Jak używałam ten kosmetyk? Producent rekomenduje nakładanie go samodzielnie, ewentualnie pod krem, który używamy do naszej codziennej pielęgnacji. Tak też robiłam. Nakładałam go codziennie rano, przed aplikacją filtru SPF 50 na twarz. Dobrze współgrał z kremem, a sam podkład nie ważył się na twarzy i wyglądał dobrze. Używałam go również na noc, ale wyłącznie 3 dni w tygodniu, ponieważ wtedy nie miałam swojej dermatologicznej maści. Co zauważyłam? Skóra była przede wszystkim nawilżona. Podrażnienia, jakie posiadałam były zdecydowanie mniejsze i mniej swędziały. Bardzo ładnie je koiła. Skóra była również bardziej błyszcząca i zdecydowanie wyglądała na bardziej wypoczętą. 

Czy Warto skusić się na to serum? Moim zdaniem zdecydowanie tak!  Zawsze sceptycznie podchodzę do kosmetyków przeznaczonych do każdego typu skóry, ponieważ wyznaję zasadę: “jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Tutaj bardzo miło się zaskoczyłam i z pewnością polecę to serum moim koleżankom :). Natomiast sama rozejrzę się za innymi produktami tej serii -  najbardziej kusi mnie krem BB, zwłaszcza, że obecny stan mojej skóry mi na to pozwala, a dodatkowo mamy lato i nasza skóra zdecydowanie preferuje lżejszy makijaż. 

Buziaki!
Monika

poniedziałek, 31 lipca 2017

Dermofuture - siła koreańskiej pielęgnacji

Witajcie Kochani! Od dłuższego czasku koreańska pielęgnacja jest niesamowicie popularna. Do tego stopnia, że polskie firmy kosmetyczne same zaczynają wprowadzać do swoich zbiorów, kosmetyki inspirowane tymi koreańskimi. Firma Dermofuture również podążyła za tym trendem i wprowadziła trzy intrygujące cudeńka, które dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody miałam możliwość przetestować. 
W moje ręce trafił przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzem ślimaka, ekspresowa maska - krem wybielająca oraz Vita-C perfekcyjny krem na noc. Produkty mieszczą się w podręcznych saszetkach zawierających 12 ml produktu. Fenomen tych saszetek polega na tym, że dzięki nakrętce chronimy produkt przed zaschnięciem, dzięki możliwości zakręcenia jej. A co za tym idzie - możemy ze spokojną głową używać kosmetyku przez kilka dni i nic się im nie stanie. Dzięki małemu otworowi z pewnością nie wydobędziemy dużej ilości produktu. Przy okazji dobrze spiszą się w podróży: są niewielkie (przez co nie zajmują dużo miejsca) i z pewnością nic się nie wyleje w naszej podróżnej kosmetyczce. 
Wszystkie trzy kosmetyki zostały wyprodukowane w Korei, co moim zdaniem jest nie lada ciekawostką i ogromnym plusem. Możemy się poczuć (co też jest prawdą) jakbyśmy używały typowych azjatyckich kosmetyków. W przypadku kremu ze śluzem limaka oraz kremu z witaminą C jedna saszetka starczyła mi na ok. 7 użyć, przy czym, nie oszczędzałam ich wybitnie :). Natomiast wybielająca maska krem na ok. 20 użyć. Do tej pory używałam jej 7 razy i została mi połowa opakowania. Warto zaznaczyć, że zapach wszystkich trzech produktów jest niesamowicie delikatny. 
Zacznę od kosmetyku, który najbardziej przypadł mi do gustu. Jest nim przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzem ślimaka. Na swoim kanale wspominałam o rozpoczętej niedawno kuracji dermatologicznej, przez która moja skóra z mieszanej, w kierunku tłustej przekształciła się w suchą, wrażliwą i miejscami podrażnioną. Także w ciągu ostatniego miesiąca czułam się trochę jak snajper rozbrajający bombę, kiedy nakładałam kosmetyki na swoją twarz. Ten krem (stosowałam, jako jeden z nielicznych po nałożeniu w ogóle mnie nie piekł, ba dawał przyjemne uczucie nawilżającego opatrunku. Następnego dnia  zaczerwienienia i sucha skóra były zdecydowanie mniejsze. 
Do Perfekcyjnego kremu na noc Vita-C mam bardzo podobne odczucia jak do kremu ze śluzem ślimaka. Na samym początku bardzo przeraziłam się wręcz zawartej w nim witaminy C. Obawiałam się, że jeszcze bardziej podrażni moją skórę i spowoduje, że wręcz nie będę mola się dotknąć do twarzy. Całe szczęście tak się nie stało. Skóra po nocy była bardzo ładnie wygładzona, a zaczerwienienia zmniejszone. 
Czas na  produkt, który najmniej przypadł mi do gustu, chociaż nie mogę go nazwać złym produktem. Po rozmowach z Anią z bloga Kolorowy Kraj postanowiłam używać tego produktu wyłącznie punktowo, na miejsca, które są zaczerwienione. Jak się okazało było to strzałem w dziesiątkę! Dlaczego? Dlatego, że bardzo dobrze ukrył moje zaczerwienienia, jakie mam na linii żuchwy oraz  brodzie. Dodatkowo skóra w tych miejscach jest przesuszona i łuszcząca się, co stanowi nie lada wyczyn dla kosmetyku. Wiadomo odstających skórek nie da się przykryć, ale dzięki tej masce i użyciu kosmetyków, o których pisałam wyżej efekt końcowy był jak najbardziej satysfakcjonujący :). 

Ciekawa jestem czy miałyście okazję używać tych kosmetyków. Jeśli tak, to dajcie znać jak się u Was sprawdziły :). 

Buziaki!
Monika 

niedziela, 9 lipca 2017

Projekt denko: czerwiec 2017 + Jeden bubel

Witajcie Kochane! Nadszedł czas na czerwcowe zużycia. Uzbierałam trochę produktów, także mam nadzieję, że każda z Was znajdzie coś dla siebie :).


Udanej niedzieli!
Monika

niedziela, 25 czerwca 2017

5 komsetyków ZA +/- 10 zł, czyli 5 za 10

Cześć Dziewczyny! W tym filmie zobaczycie kosmetyki, które nie kosztują więcej niż 10 zł i zdecydowanie warto jest je przetestować :). 

W filmie mowię o: 
1. Isana Professional - maska do włosów;
2. Tami - oczyszczające płatki do twarzy;
3. Evree - krem do rąk Instant Help;
4. Wibo - wodoodporny eyeliner;
5. Alterra - rumiankowa pomadka ochronna.



sobota, 10 czerwca 2017

JAK APLIKOWAĆ KOSMETYKI MINERALNE | WYWIAD Z ANNĄ STACHNIAK CZ. II

Cześć Dziewczyny. W pierwszej części miałyście okazję dowiedzieć się wszystkiego (przynajmniej taką mam nadzieję:) o kosmetykach mineralnych. Natomiast teraz skupimy się na tym, jak je aplikować. Opowie naxm o tym Anna Stachniak, która jest trenerką marki Earthnicity.



wtorek, 6 czerwca 2017

KAWOWY ZAWRÓT GŁOWY Z MARKĄ O'RIGHT

Witajcie Kochani! Po bardzo długiej przerwie w pisaniu postów na blogu (tych będących recenzją konkretnych kosmetyków), postanowiłam powrócić. Nie wiem jeszcze jak często wpisy będą się pojawiać w tej części mojej internetowej działalności, ale postaram się by raz w tygodniu zrecenzować Wam coś fajnego :).

Po tak długiej przerwie chciałam przedstawić Wam jakąś dobrą petardę :D. Dlatego mój wybór padł na kawowy szampon wzmacniający i pobudzający włosy marki O'right, który otrzymałam dzięki uprzejmości Michała z bloga Twoje Źródło Urody. Jest to seria Recoffee. 
Markę O'right poznałam 3 lata temu i od razu przypadła mi do gustu. Idea, której trzyma się firma jest zdecydowanie godna naśladowania. Firma produkuje swoje opakowania z biodegradowalnego tworzywa, wytworzonego ze skrobi z odpadków roślinnych. W przypadku tego konkretnego kosmetyku kolor butelki jest efektem dodania zrecyclingowanych fusów z kawy. Ale to nie wszystko. W środku butelki zamknięte są dwa ziarenka kawy. Wystarczy, że wyjmiemy spód butelki i włożymy ją do doniczki z ziemią. Możemy również "posadzić" całą butelkę, która później będzie nawozem dla naszej kawy, ale wtedy zmniejszają się szanse na zakiełkowanie ziaren.
Z takich ciekawostek, które udało mi się przeczytać jest to, że firma O'right skupuje kawowe fusy od sieci Starbuck's , które później suszy i odpowiednia obrabia, by odzyskać olejek kawowy - który to dodawany jest do produktów z lini Recoffee. Dla ułatwienia umieściłam wytłumaczenie samego procesu: 
Proces ekstrakcji cennego złotego olejku Recoffee jest bardzo skomplikowany. Przetworzone fusy muszą zostać przepalone i wysterylizowane przed dalszym procesem, jakim jest technologia SFE(brak chemicznych pozostałości, ekstrakcja w niskiej temperaturze zachowuje wszystkie skuteczne składniki, niskie zużycie węgla, przyjazny dla środowiska). Z 1 kilograma fusów kawowych jesteśmy w stanie uzyskać zaledwie 15.6 grama cennego olejkuOznacza to, że do wyprodukowania jednej 1000 mililitrowej butelki szamponu Recoffee potrzebujemy fusów kawowych z 16 średnich filiżanek tego napoju.
Według najnowszych badań, olejek Recoffee jest świetnym źródłem przeciwutleniaczy. Spowalnia proces starzenia, chroni skórę i włosy przed uszkodzeniem spowodowanymi ciepłem i zbyt wysoką temperaturą oraz skutecznie zaopatruje skórę głowy i włosy w wodę.
Seria Recoffee O’right zawiera 100% olejku Recoffee. Opakowania Recoffee pochodzą w 100% z przetworzonych fusów kawowych, żadne barwniki nie są dodawane – kolor butelek to w 100%naturalny kolor kawy.
Przejdźmy do samego kosmetyku :). Poniżej znajdziecie obietnice producenta: 

Szampon bogaty w naturalne składniki aktywne, które ożywiają skórę głowy i wzmacniają włosy. Cenne ekstrakty roślinne i naturalne olejki pomagają uzyskać równowagę skóry głowy i zmniejszyć dyskomfort, zapewniając zdrową skórę i naturalne, pełniejsze włosy. Zawiera  naturalną kofeinę, ekstrakt z dymnicy lekarskiej, liści wierzby i wiązówki błotnej. Najwyższej jakości aktywne składniki docierają do korzenia włosa, naprawiają, pobudzają do wzrostu.
W opakowaniu znajdziemy 250 ml produktu, który ma dość gęstą konsytencję i zdecydowanie należy do szamponów mających lekko żółtawy kolor i jest przezroczysty. Byłam zaskoczona zapachem, ponieważ pachnie cytrusami, a nie jak nazwa sugeruje - kawą. Szampon kosztuje ok. 100 zł. Jest to dość zawrotna cena jak na tego typu kosmetyk, ale moim zdaniem jest warty ceny ze względu na filozofię firmy (począwszy od pozyskiwania składników, tworzenia opakowań, a kończąc na umieszczonych w środku przyszłych drzewach) i przede wszystkim działanie.
Niejednokrotnie w swoich filmach wspominałam o tym, że po umyciu włosów, musze na nie nałożyć odżywkę do spłukiwania, a później odżywkę w sprayu. W innym razie nie dam rady ich rozczesać. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po umyciu tym szamponem nie musiałam nakładać na włosy niczego dodatkowego. Podejrzewam, żę posiadaczki naturalnych blond włosów doskonale zrozumieją jakie to uczucie :).   

Szampon przeznaczony jest do włosów normalnych, jednak przy mojej przetłuszczającej się czuprynie poradził sobie doskonale. Stosując go przez miesiąc zauważyłam, że skóra mojej głowy mniej się przetłuszcza, dzięki czemu włosy w ciągu dnia dłużej wyglądają na świeże. 
Moje włosy po miesiącu testów zdecydowanie zrobiły się mocniejsze. Nie jestem w stanie napisać inaczej jak tak, że w dotyku były zdecydowanie grubsze i sprawiały wrażenie jakby było ich więcej. Ważne jest dla mnie również to, że nie przesuszył moich włosów. Moja blond czupryna zdecydowanie lubi sylikony, także naturalne kosmetyki do włosów często je przesuszają. W tym przypadku to nie występuje. 
Skład Kosmetyku:
Jestem zdecydowanie zadowolona z tego produktu. Do tego stopnia, że prawdopodobnie kupię kolejne opakowanie. Michał, dziękuję za wybranie mnie do testów :).
Jeśli jesteście ciekawi kosmetyków O'right, to znajdziecie je w sklepie organicsbeauty.pl

Pozdrawiam Was cieplutko,
Monika 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...